Trwa ładowanie...

Jazda bez biletu. Polak ma nadzieję przechytrzyć system, ale zapomina, że "gapowiczowi" komornik może zablokować konto

Armia kontrolerów codziennie sprawdza, czy pasażerowie skasowali bilet czy też uprawiają "sport ekstremalny" (w swoim mniemaniu przynajmniej) i testują, jak często przejadą za darmo bez konsekwencji. Musza się mieć na baczności, bo przewoźnik coraz skuteczniej egzekwuje wystawione mandaty.

Share
Jazda bez biletu. Polak ma nadzieję przechytrzyć system, ale zapomina, że "gapowiczowi" komornik może zablokować konto
Źródło: East News, fot: JACEK BORON/REPORTER
d23364h

W ubiegłym roku Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie wystawił ponad 222,5 tys. mandatów za jazdę bez ważnego biletu. W sumie armia 250 kontrolerów sprawdziła 7,4 mln pasażerów. W tym roku wezwań może być więcej, bo tylko do połowy roku o okazanie biletu poproszonych zostało 7,4 mln pasażerów – wynika z danych zebranych przez "Gazetę Wyborczą".

Liczba przeprowadzonych kontroli to jedno, bo tym, co może zmobilizować "zawodowych gapowiczów" (nazwijmy tak ludzi, którzy dla zasady nie kasują biletu) do tego, by jednak za przejazd płacili, nie jest liczba kontroli, lecz skuteczność ściągania należności. Jak podaje stołeczny przewoźnik, z ta jest nieźle, bo 70-80 proc. mandatów jest egzekwowanych. Do budżetów miast w ten sposób trafia całkiem spory zastrzyk gotówki. Przykładowo, w Katowicach do końca października wpływy z tytułu opłat za jazdę bez biletu wynosiły ponad 4,5 mln zł.

A gdzie mieszkają najmniej sumienni użytkownicy miejskiego transportu? Według Krajowego Rejestru Długów w województwach śląskim (zaległości sięgają 134 mln zł), wielkopolskim (119 mln zł) i mazowieckim (46,4 mln zł).

Obejrzyj: Kredyty dla firm. Oto co musisz wiedzieć

Najmniejsze zadłużenie mają w województwie podlaskim - tylko 1,13 mln zł.

d23364h

A dlaczego ludzie nie kasują biletów? Ilu gapowiczów, tyle wymówek. Króluje wśród nich proste wyjaśnienie: "chciałem, ale nie zdążyłem". Niektórzy kalkulują sobie, że zwyczajnie bardziej opłaca się im zapłacić dwa czy trzy razy do roku karę niż kasować bilety. Rozumowanie naciągane, bo dla podróżujących regularnie przewidziane są bilety długookresowe, których cena – za miesiąc – jest niższa niż wysokość mandatu.

To nie przekonuje "zawodowych gapowiczów", którzy nierzadko jazdę bez biletu traktują jako sport. Nie zawsze umieją honorowo przegrywać, bo gdy już zostają złapani, liczą z kolei na to, że mandat się przedawni i z ich portfela nie wyfrunie na publiczny transport ani złotówka.

Przedawnienie po roku, ale…

A jak to jest z tym przedawnieniem? Reguluje to ustawa Prawo przewozowe. Zgodnie z art. 77 roszczenia z tego tytułu przedawniają się po roku od daty na mandacie. I jeżeli przewoźnik do tego czasu nie podjął żadnych kroków prawnych lub tylko wystąpił do sądu o nakaz zapłaty, dostał go i nic więcej nie zrobił, to gapowicz będzie mógł się powołać na przedawnienie (formułując sprzeciw od nakazu - art. 503 kodeksu postępowania cywilnego) i nie płacić – czytamy w "GW".

Jeżeli jednak przewoźnik wystąpił do sądu z pozwem przeciwko dłużnikowi przed upływem roku, to w takim przypadku dojdzie do przerwania biegu przedawnienia. Podniesienie zarzutu przedawnienia nie będzie skuteczne nawet wtedy, gdy samo orzeczenie sądu nastąpi po więcej niż 12 miesiącach.

d23364h

Zapłata kary za jazdę bez biletu to naprawdę nie jest wyraz dobrej woli, lecz obowiązek obwarowany sankcjami. A konsekwencje bycia nałogowym gapowiczem mogą być poważne. Postępowanie egzekucyjne wobec gapowicza może się zakończyć zajęciem kont przez komornika. Miejskie zakłady transportu mogą w ten sposób egzekwować każdy mandat, nie ma znaczenia ani jego wysokość, ani skumulowana zaległa płatność. Wystarczy wystąpić do e-sądu o nakaz zapłaty.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d23364h

Podziel się opinią

Share
d23364h
d23364h