Ministrowie się porozumieli, więc reforma OFE już pewna. Wyjaśniamy, co to oznacza dla Polaków

Skoro wicepremier Mateusz Morawiecki przekonał do swojego pomysłu minister Elżbietę Rafalską, to już nic nie powinno stanąć na przeszkodzie. Reforma OFE wejdzie w życie w przyszłym roku. Co stanie się więc z naszymi pieniędzmi?
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wicepremier Morawiecki i minister Rafalska długo nie mogli dojść do porozumienia w kwestii reformy OFE
Wicepremier Morawiecki i minister Rafalska długo nie mogli dojść do porozumienia w kwestii reformy OFE (East News)

O porozumieniu ministrów rozwoju oraz pracy pisaliśmy we wtorek na naszych łamach. - Jest zgoda, aby reforma została przeprowadzona w kształcie proponowanym przez Ministerstwo Rozwoju - twierdzi źródło z otoczenia wicepremiera Mateusza Morawieckiego, na które powołuje się "DGP".

Zatem już w lipcu 2018 roku - jak obiecywał niedawno wicepremier Morawiecki - 75 proc. pozostałych na naszych kontach w OFE środków zostanie przeniesione na Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. Reszta zaś trafi do Funduszu Rezerwy Demograficznej.

Zobacz też: Jest zielone światło dla likwidacji OFE

Co to oznacza w praktyce? Że trzy czwarte tego, co do tej pory było w tzw. II filarze (czyli w OFE), zostanie przeniesione do III filaru, który dotychczas był dobrowolną formą oszczędzania na emeryturę.

Pieniądze będą więc zapisane na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE).

Czyje pieniądze?

Czym te różnią się od OFE? Przede wszystkim formą własności. Środku w funduszu nie należały bowiem do Polaków. Tak przynajmniej uważał Donald Tusk, czemu dał wyraz przy okazji tzw. "pierwszego rozbioru OFE" w 2013 roku.

- Jeśli to są wasze pieniądze, to spróbujcie nimi zadysponować - mówił wówczas i jego stanowisko potwierdził później Trybunał Konstytucyjny.
Tu tkwił szkopuł. Polacy nie mogli dowolnie dysponować pieniędzmi, które mieli w Otwartych Funduszach Emerytalnych. Nie mogli ich na przykład wypłacić i wydać na bieżące potrzeby. Wykorzystać można je dopiero na emeryturze.

Reforma Morawieckiego ma to zmienić, choć też nie do końca. Pieniądze z IKZE docelowo będzie można wypłacić, będzie też można je dowolnie inwestować oraz przenosić pomiędzy poszczególnymi kontami zabezpieczenia emerytalnego.

Okres przejściowy

Z tym, że nie od razu. Jak niedawno mówił w WP analityk Expandera Jarosław Sadowski, początkowo wypłata gotówki z IKZE będzie niemożliwa, a od 2020 do 2025 roku kompletnie nieopłacalna. Ma być bowiem objęta 75-proc. stawką podatku. Nikt o zdrowych zmysłach nie zdecyduje się więc na taki ruch.

- Rząd boi się, że Polacy ruszą po pieniądze, a to mogłoby spowodować odpływ kapitału z naszej giełdy - mówił nam wtedy Jarosław Sadowski.
W efekcie przez najbliższych kilka lat nie zmieni się nic.
- W praktyce nadal nie będziemy mogli dowolnie decydować o tym, co dzieje się z tymi pieniędzmi - podkreślał ekspert.

Ale tylko do 2025 roku. Wtedy bowiem środkami można będzie już zarządzać tak, jak nam się podoba. Z wypłatą gotówki włącznie.

Sadowski oszacował również, że średni kapitał dla jednego Polaka to ok. 8 tys. zł. Oznacza to, że w lipcu przyszłego roku ta kwota zostanie zapisana na naszym IKZE i już kilka lat później będziemy mogli z nią zrobić to, co nam się podoba.

Oczywiście konkretna kwota zależy od indywidualnego przypadku. Jak sprawdzić nasz stan konta?

Choćby w listach, które w ostatnich miesiącach trafiły do przyszłych emerytów. Wystarczy spojrzeć na pozycję nr 8 - "Składki do OFE". Powinny się tam znaleźć składki, które w naszym imieniu przekazał tam pracodawca.

Jest jednak lepsza droga. Jarosław Sadowski przypomina, że w liście odnajdziemy dane według stanu na koniec ubiegłego roku.
- A przecież od tego czasu środki cały czas są inwestowane, a kolejne składki wpływają na rachunek w OFE - mówi ekspert Expandera.
Po aktualne dane najlepiej zgłosić się do własnego towarzystwa emerytalnego. Na infolinii otrzymamy zazwyczaj login i hasło do swojego rachunku on-line, gdzie stan konta będzie znacznie bardziej aktualny niż w przesyłce z ZUS.

Nie będzie pełnej nacjonalizacji

Porozumienie Rafalskiej z Morawieckim jest w tym kontekście kluczowe. Bo jak pisaliśmy już pod koniec ubiegłego roku - minister pracy początkowo sceptycznie podchodziła do pomysłu wicepremiera.

Doszło nawet do tego, że sama zaproponowała reformę, w której to nie 25, a 100 proc. środków z OFE przeszłoby do ZUS.

To oznaczałoby całkowitą nacjonalizację pieniędzy. W wersji ministra rozwoju dotknie ona tylko co czwartej złotówki, która po "pierwszym rozbiorze OFE" za czasów Donalda Tuska pozostała na naszych kontach emerytalnych.

Pierwsze projekty ustaw wprowadzające reformę mają pojawić się już wczesną jesienią.

Polub WP Finanse