WP

"Mogę żyć spokojnie". Nie dla każdej matki 500+ to alkohol lub wakacje

- Mogliśmy zmienić mieszkanie. Lepsze warunki i okolica bez ludzi, którzy pili czy ćpali. Dzięki 500+ moja córka dostała pierwszą szansę, by wychowywać się w normalnym środowisku. Teraz boję się, że program zostanie wstrzymany przez artykuły, które mówią tylko o tym, że matka "zapiła" za 500+ - opowiada nam pani Monika. To zupełnie inna opowieść niż te, o których najczęściej donoszą media.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Mogę żyć spokojnie". Nie dla każdej matki 500+ to alkohol lub wakacje
(123RF.COM)
WP

Samotna matka żyje z zasiłków i pije za 500+ - takie głośne historie co chwila pojawiają się w mediach. Nie ma co się oszukiwać - one na pewno się zdarzają.

W przypadku złego wykorzystywania pieniędzy świadczenia zamieniane są na bony. Z raportu opublikowanego na początku tego roku przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że takie zdarzenia stanowiły zaledwie 0,03 proc. wszystkich decyzji. Nie zmienia to faktu, że właśnie o takich "sensacyjnych" przypadkach w mediach robi się głośno.

Nie dla każdego 500+ to fundusz libacyjny. To nawet nie pakiet wyjazdowy na wczasy nad Bałtykiem. Rzeczywistość często wygląda znacznie gorzej i o żadnych wakacjach nie ma mowy. Nawet tych z "januszowym" parawanem i nieświeżą rybą z budki.

WP

Po wspomnianym artykule odezwała się do nas jedna z czytelniczek. Czuje się skrzywdzona słyszanymi wszędzie opiniami. Szczególnie w kontekście tego, przez co sama musiała przejść.

Zobacz też, jak program 500+ pomógł rodzinie z piątką dzieci wyjść z ubóstwa:

- Bardzo bolą mnie te wszystkie komentarze, że samotne matki, które pobierają 500+, to patologia. Można usłyszeć: "najlepiej narobić sobie dzieci i brać zasiłki". To jednak nie moja wina, że moje życie tak się potoczyło – mówi w rozmowie z nami pani Monika.

WP

Samotnie wychowuje 4-letnią córkę. Z ojcem dziecka nie ma kontaktu. Stwierdził, że nie chce mieć z dzieckiem nic wspólnego. Płaci tylko alimenty. Z zasiłkiem z opieki społecznej daje to około 700 zł miesięcznie. Pani Monika zdecydowała się więc pójść do pracy na pół etatu. Zarabia dodatkowe 700 zł. Nic więcej nie jest w stanie zrobić sama.

- Cieszę się, że mogę pracować. Córka jest za mała, żebym mogła teraz spróbować zrobić jakieś kursy czy znaleźć pracę na drugi etat. Dodatkowo wiem, że chodzenie do przedszkola jest dla niej dobre - uczy się, ma swoje zajęcie i rówieśników wokół - mówi pani Monika.

Tak sytuacja wygląda teraz. Według pani Moniki jest to obraz całkiem dobry. Kiedyś było gorzej. Gdy dziecko skończyło rok poznała mężczyznę, z którym postanowiła zamieszkać. Niestety, okazało się, że partner ma problemy z alkoholem i często ucieka się do stosowania przemocy.

Sytuacja była beznadziejna - małe zarobki, często chorujące dziecko, pijący sąsiedzi oraz facet, który miał zastąpić ojca dziecka, a okazało się, że do tej roli nie dorósł. Gdy wszedł w życie program "Rodzina 500+", pani Monika postanowiła wykorzystać szansę. Koszmar się skończył.

WP

- Mogliśmy zmienić mieszkanie. Lepsze warunki i okolica bez ludzi, którzy pili czy ćpali. Dzięki 500+ moja córka dostała pierwszą szansę, by wychowywać się w normalnym środowisku - opowiada nam kobieta.
Wierzyła, że partner również to doceni i spróbuje się zmienić. Niestety, przeliczyła się. Założyła Niebieską Kartę i postanowiła spróbować jeszcze raz. Uciekła od przemocy i zyskała to, co było kluczowe - spokój dla siebie i dla dziecka. Zmieniła mieszkanie, a córce przedszkole.

- Urząd miasta pomógł mi się od niego wyprowadzić. Załatwili nam lokum, ale potrzebowałam pieniędzy na samą przeprowadzkę. Mieszkanie dostałam w stanie surowym. Chciałam, żeby była bieżąca woda, jakaś kuchenka czy pralka. Bez 500+ nie byłoby mnie na to wszystko stać i nigdy nie uwolniłabym się od konkubenta. Program dał nam więc już drugą szansę, by zacząć od nowa - relacjonuje kobieta.

Pani Monika podkreśla, że 500+ wydaje na absolutnie podstawowe potrzeby - jedzenie, bilety autobusowe i lekarstwa, bo córka często choruje. Dla niej otrzymywanie dodatkowych pieniędzy nie jest kwestią nowego tabletu, dodatkowych ciuchów czy fundowania sobie przyjemności. To kwestia zapewnienia sobie minimum.

- Mogę regularnie opłacać mieszkanie i wiem, że za chwilę mnie z niego nie wyrzucą. Starcza również na jedzenie. Gdy córka trafiła do szpitala, mogłam tam jeździć z pracy niemal codziennie. Gdy okazało się, że musi zostać na dłużej, to stać mnie było na opłacanie przez tydzień "doby hotelowej". Nie miałabym możliwości, żeby przy niej być bez tych dodatkowych pieniędzy - mówi.

WP

Wcześniej nawet spokój o zapewniony dach nad głową był poza jej zasięgiem. Czynsz nie był wysoki, jednak wydatki na niemowlaka pochłaniały większość budżetu. Samo mleko kosztowało 25 zł dziennie. W momencie przeprowadzki była obciążona wielkimi zobowiązaniami. Dziś uważa, że dostała od państwa bardzo dużo.

- Mogę żyć spokojnie. Nikt na mnie nie krzyczy i nie znęca się nade mną. Córka też jest spokojniejsza. Nie stać mnie na wiele, ale jestem szczęśliwa – podkreśla.

Sielanka? Niekoniecznie, choć pani Monika otwarcie nie narzeka. Ma kilka marzeń, których jednak, nawet z programem 500+, nie jest w stanie, póki co, spełnić.

- Nie stać mnie na wymianę drzwi albo chociaż wprawienie klamki czy usunięcie dziury zasłoniętej folią. To za duży koszt. Chciałabym może dokupić firanki czy karnisze. Czasami też ciężko bywa z odzieżą czy obuwiem – mówi.
Co byłoby, gdyby programu nagle zabrakło? Pani Monika obawia się, że nie byłaby w stanie bez niego przeżyć. Nie może liczyć na pomoc nikogo z rodziny. Rodzice są po rozwodzie i obydwoje mieszkają daleko.

WP

- Dodatkowo, nie jestem pewna, co będzie dalej z moją pracą. Umowa kończy mi się w listopadzie. Boję się, że program zostanie wstrzymany przez artykuły, które mówią tylko o tym, że matka "zapiła" za 500+. Chcę, żeby było wiadomo, że jest sporo takich osób, które 500+ nie przepijają, a pozwoliły im one na wyprowadzenie się od konkubentów stosujących przemoc czy poprawienie jakości życia – stwierdza pani Monika.

Polub WP Finanse
WP
WP