Trwa ładowanie...
d7sxjrv

Na bazarkach hula wiatr. Koronawirus śmiertelnie zainfekował przygraniczny handel

W Bieszczadach nigdy nie było przesadnie tłoczno, ale dziś w wielu miejscach wieje pustką i nudą. Ucierpiały targowiska, na których zapanował marazm – nie ma na nich Ukraińców ze słodyczami, chałwą, czosnkiem, nie ma wódki i papierosów. Puste place straszą, mieszkańcy i turyści wzdychają za sąsiadami.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Targowisko w Ustrzykach Dolnych. Sprzedających i kupujących jak na lekarstwo
Targowisko w Ustrzykach Dolnych. Sprzedających i kupujących jak na lekarstwo (money.pl)
d7sxjrv

- To nie jest tak, że jakoś specjalnie tęsknimy za Ukraińcami. Mamy teraz po prostu swoje problemy, turystyka zamarła, wszystko stoi i wiele się z tym zrobić nie da. Ale są przecież firmy, które nie mają kogo zatrudniać, rąk do pracy im brakuje. Więc im faktycznie nie jest do śmiechu – mówi mi Tomek, właściciel niewielkiego pensjonatu. Jestem jednym z jego pierwszych gości, jeszcze kilka dni temu jego biznes był zamknięty na cztery spusty.

– Z reguły nikt nie ma problemu z Ukraińcami, bo w Bieszczadach każdy jest u siebie. Tu przez wiele lat nie mieszkał prawie nikt, tu naprawdę było dziko. Te wszystkie legendy o ludziach, którzy uciekali w Bieszczady to prawda. Teraz trochę nas tu mieszka, ale i tak jest to najrzadziej zaludniony region Polski. I każdy skądś przyjechał, więc nie ma mowy o jakichś zatargach, że ktoś jest tutejszy a ktoś nie. Dla Ukraińców też jest miejsce – mówi.

Obejrzyj: Koniec galerii handlowych? Brzoska: katastrofa, koronawirus to przyspieszył

Dodaje jednak, że wielu ukraińskich handlarzy potrafiło dać się we znaki. Miejscem, gdzie było ich szczególnie dużo jest rynek w Ustrzykach Dolnych oraz jedna z miejscowych Biedronek. Przy miejskim targowisku można było kupić niemal wszystko – od chałwy, orzechów, serów, ciuchów, po wódkę i papierosy.

d7sxjrv

- Jakoś tu pusto i niemrawo. Od lat przyjeżdżam w Bieszczady, zawsze kupowałem wódkę od Ukraińców. 12 złotych za pół litra ostatnio płaciłem. Nie wiem czy to dużo, czy mało. W każdym razie trunek świetny, w sklepie taka sama kosztuje dużo więcej. Papierosy też mieli, w sumie wybór nieduży, ale po kilka złotych a nie kilkanaście jak u nas. Ja nie kupowałem, ale sporo osób brało – mówi Tomek, turysta z Warszawy.

Dziś targowisko w dzień powszedni jest niemal martwe. Otwartych jest zaledwie kilka punktów. Warzywniak, piekarnia, sklepik z wędlinami, gdzie jak głosi dumnie szyld, można też kupić wyroby z koniny. Oprócz tego nie dzieje się prawie nic – można nabyć kapcie, kalosze i trampki, stoi też jedna pani z ubraniami. A na środku targowiska trwa ożywiona dyskusja o wysokości zarobków prezesów miejskich spółek… w Warszawie. Trudno się jednak dziwić, wszak trwa kampania wyborcza a to jeden z tematów podnoszonych przez obóz starającego się o reelekcję Andrzeja Dudy.

  money.pl
(money.pl, Fot: Konrad Bagiński)

- Proszę pana, tu od początku korony niewiele się dzieje. Raz że nie ma turystów, dopiero teraz zaczynają się pojawiać. A dwa, że nie ma już handlarzy. Granicę zamknęli, to jak mają przyjeżdżać? A to nie są ludzie, których stać na to, żeby przeczekali w Polsce. Oni nawet niechętnie się targują, mówią, że dla nas to złotówka czy dwie różnicy a dla nich sporo. Jak zarobią kilka dyszek to są zadowoleni, to nie są bogaci ludzie – dowiaduję się od emeryta, okupującego ławeczkę na ustrzyckim rynku, tuż obok targowiska.

d7sxjrv

- Zawsze było ich pełno pod Biedronką, zresztą u nas są dwie. I na jedną mówi się "ukraińska". No bywa tłoczno, trochę to przeszkadza, ale nie ma się co jakoś specjalnie denerwować. A i zawsze jest tak, że oni przyjeżdżają nie tylko na handel, ale i na zakupy. Tak się jakoś dziwnie składa, że u nich są tańsze inne rzeczy, niż u nas. To coś przywiozą, sprzedadzą, kupią coś innego i tak to się kręci – dodaje.

Handel działał w obie strony

W Bieszczadach brak Ukraińców jest bardzo widoczny. Raz, że rejon w ogóle jest słabo zaludniony, dwa – zniknęło ich naprawdę wielu. Ale i na Ukrainie może być smutno, bo mnóstwo Polaków jeździło tam tankować. Oszczędność mniej więcej złotówki na litrze to sporo, opłaca się nawet przejechać przez granicę.

- Przed pandemią, na podkarpackiej granicy państwowej odprawialiśmy średnio łącznie 35 tys. podróżnych w ciągu doby (a w okresach wzmożonego ruchu - nawet ok. 50 tys.). Największy ruch osobowy odbywał się na przejściu granicznym w Medyce: średnio 8-10 tys. osób na dobę. Jest to zasadne, bowiem przejście to jest przystosowane do odprawy każdego rodzaju ruchu: samochodów ciężarowych, osobowych, autobusów, ruchu pieszego i kolejowego. Ponadto, funkcjonujący tu ciąg ruchu pieszego jest jedynym na granicy z Ukrainą, a nawet z UE – mówi w rozmowie z WP Finanse mjr Elżbieta Pikor, rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu. Dodaje, że obecnie wielkość ruchu na granicach spadła w sposób dramatyczny.

d7sxjrv

Od 15 marca jedynym w pełni funkcjonującym przejściem granicznym na Podkarpaciu jest Korczowa. 16 maja w Medyce wznowiono odprawy wyłącznie dla ruchu pieszego. Pozostałe przejścia, czyli Medyka (ruch kołowy), Budomierz i Krościenko nie dokonują odpraw.

  money.pl
(money.pl, Fot: Konrad Bagiński)

- Aktualnie mamy wyjątkową sytuację na granicy państwa związaną z pandemią. W tym okresie, ruch graniczny osób kształtuje się w granicach 10 do 14 procent ruchu osobowego sprzed czasów pandemii. Teraz w ciągu doby odprawiamy ok. 5 tys. osób. Przez piesze przejście w Medyce przechodzi połowa osób, drugie tyle przemieszcza się w Korczowej w ruchu kołowym – mówi Elżbieta Pikor.

d7sxjrv

Spadek ruchu jest widoczny nie tylko na targu w Ustrzykach, ale i choćby w Sanoku. W tym mieście praktycznie po sąsiedzku działają dworzec autobusowy i targowisko. Dworzec jest piękny, najnowocześniejszy w Polsce. Jest też drogi i mało funkcjonalny, bo ma za mało stanowisk dla autokarów – jedynie 5 dla 20 linii. Ale dziś to praktycznie bez znaczenia, bo hula po nim wiatr. Na ławeczkach czekają 2-3 osoby, autobusy pojawiają się tu sporadycznie – obsługują tylko ruch lokalny. Turyści, którzy jeździli do Lwowa, Kijowa, na Kresy i Wołyń – zniknęli.

Położone kilkaset metrów dalej targowisko praktycznie nie działa. Otwarte są dwa boksy z ciuchami, dalej straszy ciąg zamkniętych stoisk. Nie dzieje się nic. Drugi targ w Sanoku również nie tętni życiem, chociaż tam akurat można zrobić codzienne zakupy.

  money.pl
(money.pl, Fot: Konrad Bagiński)

Major Elżbieta Pikor podkreśla, że Straż Graniczna się nie nudzi. Obowiązków dalej jest sporo, część funkcjonariuszy została też skierowana na granicę z Niemcami, gdzie przywrócono tymczasową kontrolę graniczną. Zabezpieczenia wymaga tzw. zielona granica, ale z drugiej strony SG nie odnotowała ostatnio jakichś spektakularnych zdarzeń. Najgłośniejszym przypadkiem byli dwaj Afgańczycy, którzy usiłowali przybyć do Polski a następnie przedostać się dalej na zachód w transporcie arbuzów. Zapłacili za to przemytnikom po 4 tysiące euro. Nie opłaciło się.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

d7sxjrv

Podziel się opinią

Share
d7sxjrv
d7sxjrv