Trwa ładowanie...

Nie mają matury i dobrze zarabiają

Kluczem do stabilnej sytuacji finansowej na rynku pracy jest fach w ręku, czyli pewne praktyczne umiejętności

Share
Nie mają matury i dobrze zarabiają
Źródło: thinkstock
d2gq1i0

Mediana* wynagrodzeń osób z zawodowym wykształceniem wynosiła w 2011 roku 2350 zł brutto. 25 proc. spośród nich zarobiło powyżej 3263 zł brutto - wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzonego przez Sedlak & Sedlak portalu wynagrodzenia.pl. Ten sam raport informuje, że najwięcej w 2011 roku zarobiły osoby z wykształceniem magisterskim inżynierskim. Mediana wynosiła dla tych osób 5,1 tys. zł brutto. O 900 zł mniej zarobiły osoby z tytułem magistra. Jednak jak zauważają autorzy badania, 77,2 proc. jego uczestników to osoby z wyższym wykształceniem, na wysokich stanowiskach, z czego 68,1 proc. stanowią osoby młode, poniżej 35. roku życia. Dziś większy odsetek osób z zawodowym czy podstawowym wykształceniem znajdziemy pośród osób w wyższym przedziale wiekowym, gdyż obecnie coraz więcej ludzi zdobywa wyższe wykształcenie. Dane zdają się mówić same za siebie, jednak na ile miarodajne są statystyki, zazwyczaj weryfikuje rzeczywistość. Pensja w granicach 2 tys. zł zdająca się być minimum socjalnym,
często okazuje się szczytem zarobkowych możliwości dla osób z wyższym wykształceniem na obecnym rynku pracy.
Tymczasem bez matury można nieraz zarobić znacznie więcej. Kluczem do stabilnej sytuacji finansowej na rynku pracy jest fach w ręku, czyli pewne praktyczne umiejętności, które można nabyć w szkołach zawodowych czy na specjalnych kursach. Kierowca, taksówkarz, kucharz, fryzjer, krawiec, szewc, piekarz, ekspedientka, robotnik budowlany, ślusarz, dekarz, mechanik samochodowy, kosmetyczka, masażysta - to tylko niektóre spośród zawodów, które można wykonywać bez matury.

„Matura w tej chwili jest tylko i wyłącznie przepustką na studia, do zdobycia wiedzy. Jeśli ktoś nie ma takich dalekosiężnych planów, to rzeczywiście szkoda na to czasu, lepiej się nauczyć szybko jakiegoś rzemiosła. A zarobki? No cóż... Kiedy byłem młody, na budowie robotnicy dla zgrywy częstowali mnie Carmenami, mówiąc: „niech pan sobie zapali, panie inżynierze, pana na to nie stać” – pisze uczestnik jednej z dyskusji na forum internetowym, o pracy bez matury.

Na rynku pracy świetnie poradzi sobie informatyk, ale filozof czy politolog może mieć już gorzej. Co może robić ze swoim wykształceniem? Wszystko, albo co gorsza nic, bo po studiach często brakuje właśnie praktycznych umiejętności, jakie mamy po szkole zawodowej. Tymczasem obrotny fryzjer lekką ręką zarobi 3 tys. zł, a gdy otworzy własny salon może tylko przemnożyć tę kwotę. Kierowca tira – około 5 tys. zł, śmieciarz od 2,5 tys. zł do 3 tys. zł. Pracownik remontowo -budowlany, w zależności od zleceń może zarobić kilka, a nawet kilkanaście tysięcy zł w miesiącu. W gorszej sytuacji są osoby, które na przykład sprzątają. Zatrudnione u kogoś nieraz dostają jedynie 5 zł na godzinę. Jednak przy odrobinie samozaparcia, założenie własnej firmy sprzątającej może znacznie polepszyć sytuację.

d2gq1i0

Potocznie nazywanych wykształciuchów jest coraz więcej. Jak wynika z danych resortu pracy, co dziewiąty bezrobotny zarejestrowany w urzędzie ma wyższe wykształcenie. 27 proc. aktywnych zawodowo Polaków może pochwalić się dyplomem wyższej uczelni. Jak szacuje prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w rozmowie dla portalu gazeta prawna.pl , na dwóch absolwentów studiów przypada tylko jedna osoba z wykształcenie technicznym lub zawodowym.

„Żadna gospodarka nie jest w stanie szybko wchłonąć tak dużej liczby osób po studiach. Wprawdzie duża ich część może znaleźć zatrudnienie, ale na stanowiskach niewymagających wyższego wykształcenia – podkreśla w wypowiedzi dla Gazetprawna.pl prof. Kabaj.

W efekcie osoby z wyższym wykształceniem chwytają się z barku laku jakiejkolwiek pracy, tym samym podnosząc poprzeczkę dla innych kandydatów, jeśli chodzi o kwalifikacje. Zdarzają się ogłoszenia na stanowisko na przykład ekspedientki, od której wymaga się wyższego wykształcenia. Z drugiej strony pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę, że osoby o wyższych, nieadekwatnych kwalifikacjach nie są w stanie zbyt długo wytrwać na stanowiskach, na których nie mogą wykorzystać swoich teoretycznych umiejętności, zdobytych w czasie studiów. I koło się zamyka. Uczelnie przyjmują coraz więcej studentów, a państwo zamyka kolejne szkoły zawodowe, bo nie ma chętnych do nauki zawodu i nie ma pieniędzy na utrzymanie tych szkół. Dziś na przykład fryzjerów kształcą elitarne szkoły, za naukę w których trzeba zapłacić niemałe pieniądze. Otwarcie dostępu do edukacji przesłoniło jeden najważniejszy problem: co zrobić z tak dużą ilością magistrów? A paradoks matury polega na tym, że najlepiej zrobić ją, gdy się planuje studia.
Bo wykształcenie średnie może dać nieraz znacznie mniej możliwości, niż zawodowe. No chyba, że chcemy uczyć się dalej …

MD

  • połowa badanych zarabiała poniżej, a połowa powyżej danej kwoty)
d2gq1i0

Podziel się opinią

Share
d2gq1i0
d2gq1i0