Trwa ładowanie...
d2t18ds

Nocne zakupy w Lidlu: sprawdziliśmy, jak jest. Przed świętami czeka nas kolejkowy horror

Gdyby ktoś kilka dni temu powiedział mi, że noc z piątku na sobotę spędzę nie w łóżku, ale w kolejce do Lidla - gromko bym się roześmiał. Ale dziś tak właśnie wygląda rzeczywistość, a zderzenie z nią jest wyjątkowo brutalne. W środku nocy spędziłem ponad godzinę na stanie w kolejkach.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kolejka do Lidla na ul. Kasprowicza w Warszawie; kilka minut po 1 w nocy
Kolejka do Lidla na ul. Kasprowicza w Warszawie; kilka minut po 1 w nocy (WP Finanse, Fot: Konrad Bagiński)
d2t18ds

Nie wiem, czy decyzja rządu o drastycznym ograniczeniu liczby klientów, którzy mogą jednocześnie przebywać w sklepach, była słuszna, czy nie. Pozostaje mi wierzyć, że tak - w końcu chodzi o nasze bezpieczeństwo i zatrzymanie pandemii. Słowa niektórych polityków o "wypłaszczeniu się krzywej zachorowań" są fikcją. Dlatego też nie będę oceniał, czy kolejki przed sklepami są złe, czy dobre. Faktem jest to, że są i robią się coraz dłuższe. Nawet w środku nocy.

Lild, podobnie jak Biedronka, zdecydował się na otwarcie niektórych swoich sklepów w trybie 24 h. W całej Polsce placówki niemieckiej sieci są od teraz otwarte od godz. 6 do godz. 24. Ale 97 sklepów, głównie w dużych miastach, pracuje przez całą dobę, z maksymalnie godzinną przerwą techniczną w środku nocy. Biedronka zamierza iść jeszcze dalej i od 7 kwietnia wszystkie jej sklepy mają być otwarte całą dobę.

Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem

Jak Lidl 24h działa w praktyce?

Jednym ze sklepów otwartych całą dobę jest Lidl na warszawskich Bielanach, przy ul. Kasprowicza. Zameldowałem się przed nim kilka minut po pierwszej w nocy, wyposażony w rękawiczki, płyn do dezynfekcji rąk i listę zakupów. Spodziewałem się maksymalnie kilku osób. Bardzo się myliłem - na parkingu stało już ok. 20 aut, a kolejka do wejścia liczyła ok. 10 osób. Nieźle trafiłem z porą, bo niedługo za mną ustawiła się kolejka kolejnych 10-15 osób. Czekanie do wejścia trwało stosunkowo niewiele - około kwadransa. Liczby osób przebywających jednocześnie w sklepie pilnuje ochroniarz.

d2t18ds

Zobacz też: Sałatka na święta może być droga. Ceny warzyw przestały być odporne na kryzys

W końcu nadszedł mój czas. Sam sklep działa dobrze - nie brakuje zaopatrzenia, są makarony, papier toaletowy, ziemniaki. Brakowało jedynie drożdży, ale to obecnie towar głęboko deficytowy i szczęśliwi ci, co za lepszych czasów zamrozili sobie kilka kostek. Jakieś 30-40 minut później mogłem stanąć w kolejce. W tzw. międzyczasie personel powiadomił o przerwie technicznej. To zaskoczenie - wedle komunikatów sieci ta przerwa miała trwać od godz. 3 do godz. 4 rano. Tymczasem zaczęła się nieco po 2 i trwała około kwadransa. W tym czasie nie działały kasy, ale klienci spokojnie mogli robić sprawunki. Duży plus dla sklepu - poszło szybko i w zasadzie bezboleśnie.

Szczęście nie trwało długo. Trzy otwarte kasy (w porywach nawet 4) niespecjalnie dawały radę z obsługą klientów. Ale to nie wina kasjerów - większość ludzi robiła po prostu potężne zakupy. W efekcie w kolejce do kasy stałem około 30-40 minut. Przepraszam za mało precyzyjny opis, ale o wpół do trzeciej nad ranem nie miałem głowy do włączania stopera.

d2t18ds

Czekanie, czekanie, czekanie

Kilka minut przed trzecią pakowałem zakupy do bagażnika. I tu dobra rada - o tej porze kolejki do sklepu praktycznie nie było. Z pewnością był to efekt zapowiedzianej na tę właśnie godzinę przerwy technicznej. W bielańskim sklepie zrobiono ją wcześniej i była krótka. Nie wiadomo jednak, jak będzie w najbliższych dniach oraz w innych sklepach. Ale - zdaję sobie sprawę z tego, jak absurdalnie to zabrzmi - idealną godziną na nocne zakupy w Lidlu wydaje się czwarta nad ranem.

Gwoli ścisłości - w całym swoim życiu trzykrotnie skorzystałem z usług całodobowego supermarketu. Raz, gdy mój kot nie chciał korzystać ze żwirku nowej marki i w obawie o jego zdrowie fizyczne oraz psychiczne musiałem pędzić w środku nocy do sklepu po ten żwirek, do którego był przyzwyczajony. Drugi - gdy przedostatnia paczka pieluch okazała się jednak ostatnią. Trzecim razem kupowałem alkohol na wesele i w środku nocy z wózkiem wypełnionym po brzegi po prostu mniej rzucałem się w oczy.

Zawsze wolałem nie nękać pracowników supermarketów. To ciężko pracujący ludzie, zasługują na sympatię i szacunek, a nie na to, by po nocach pomagać klientom. Moim zdaniem tego typu placówki handlowe to miejsce na zakupy typowo awaryjne. Sęk w tym, że obecnie cała nasza rzeczywistość jest jedną wielką awarią.

d2t18ds

Zobacz też: Żel czy płyn "antybakteryjny" wirusa nie ubije. Polepszy ci samopoczucie, które ten tekst i tak zepsuje

Wygląda na to, że do nocnych zakupów niektórzy z nas będą musieli się przyzwyczaić. Szczególnie w dużych miastach kolejki przed dyskontami i supermarketami już teraz są absurdalnie długie. Zdziwienia nie budzą już zgromadzenia liczące 50 - 60 osób i ciągnące się na kilkadziesiąt metrów (oczywiście z zachowaniem bezpiecznego dystansu).

Czekanie godzinę na możliwość wejścia do sklepu to już nie fikcja, tak to naprawdę wygląda. I nawet jeśli bardzo chcielibyśmy wspierać małe sklepy i ich właścicieli, to wiele produktów dostępnych jest jedynie w supermarketach i dyskontach. Na dodatek w tej chwili zaopatrują nas one nie tylko w żywność. Wiecie na przykład, gdzie indziej da się dziś kupić na przykład skarpetki, pasek albo papier do drukarki? Ja nie wiem.

d2t18ds

A może obecne kolejki przed całodobowymi sklepami to jedynie chwilowe zjawisko? Może klienci testują to rozwiązanie, ponieważ jest po prostu nowe? Sprzedawca w Lidlu, z którym zamieniłem kilka słów, był raczej sceptyczny. Jego zdaniem to dopiero początek, bo wiele osób nie wie jeszcze o skutkach ograniczenia liczby klientów w sklepach, wielu też nie zdaje sobie sprawy z tego, że zakupy można zrobić w nocy. A na dodatek szczyt przedświątecznych zakupów jest jeszcze przed nami. Równocześnie wiele osób już odczuło skutki kryzysu, dramatycznie rośnie liczba osób bez pracy. A w takiej sytuacji liczy się każdy grosz i lepiej odstać w kolejce, niż przepłacić gdzie indziej.

Jak za PRL-u

Obecna sytuacja nieuchronnie kojarzy się z socjalizmem. Kiedy stałem w kolejce, kilka razy udało mi się podsłuchać słowo "PRL" padające z ust osób w wieku, który pozwalał im na pamiętanie czasów ustroju słusznie minionego. To doprawdy przedziwne, że jeden mały wirus, coś, czego nie widać i nie da się nawet nazwać organizmem, cofnęło nas (w kwestii kolejek oczywiście) o jakieś 30 lat. A to niestety niejedyny objaw powrotu do tamtych czasów, ale to już zupełnie inna kwestia.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d2t18ds

Podziel się opinią

Share
d2t18ds
d2t18ds