Trwa ładowanie...

"Piwo, paluszki, kukurydzaaa!" Na plaży można zarobić ponad 200 zł dziennie

Każdy, kto choć raz spędzał urlop nad morzem ich zna. Większość choć raz w myślach przeklinała ich okrzyki, kreatywne rymowanki i piosenki zachęcające do zakupów. Nie ma też wątpliwości, że i tak niemal każdy przynajmniej raz skusił się, by coś od nich kupić. Plażowi handlarze w najlepsze dni zarabiają ponad 30 zł na godzinę. W najgorsze? Jedynie zdzierają gardło.

Share
"Piwo, paluszki, kukurydzaaa!" Na plaży można zarobić ponad 200 zł dziennie
Źródło: Forum, fot: Bartlomiej Kudowicz
d1o1uw7

Gorące plaże nad polskim morzem. Tłum turystów, wokół parawany, każdy walczy o swój kawałek piasku. Gdy w końcu zwolni się dość miejsca, by rozłożyć leżak, można przystąpić do oczekiwania na wyjście słońca zza chmur. Krzyczą dzieci, wiatr wieje piaskiem w oczy, ktoś kłóci się z sąsiadem o granicę swojej "działki". Wakacje. Relaks. Urlop.

"Wata, piwo, paluszki, kukuurydzaaaa!" - tak, bez tego okrzyku obraz byłby niepełny. W trakcie największych upałów jest ich oczywiście najwięcej. Dźwigają wypełnione torby i raczą zmęczonych plażowiczów tym, co na wakacjach absolutnie niezbędne. Niektórzy na nich narzekają, a przecież na dobrą sprawę działają po to, by umilić nam pobyt na wakacjach. Zresztą - o czym mówimy - gdyby brakowało chętnych na kupowanie ich specjałów, już dawno zniknęliby z nadmorskich plaż.

Pracują, żeby mieć wakacje

Jak wygląda życie plażowego handlarza? To zależy - od pogody, od chęci, od podejścia, od ludzi. Rafał pracował na plaży w Mielnie przez cały sezon. Sprzedawał kukurydzę, popcorn, rogaliki z czekoladą i piwo.

d1o1uw7

- Zdecydowałem się na tę pracę, bo inaczej nie byłoby mnie stać na wakacje nad morzem. Pracując jako roznosiciel kukurydzy, miałem i pracę, i po części wakacje - opowiada.

Zobacz też: na to trzeba uważać przy wypożyczaniu sprzętu wodnego

Praca zajmowała mu ok. 5 godzin dziennie. Pozostawało 19 godzin na plażę, imprezy, pływanie.

- Na plażę wychodziliśmy zawsze ok. 11 i pracowaliśmy do 16-17 w zależności od tego, ile było ludzi - opowiada zapytany o to, jak wyglądał jego dzień.

d1o1uw7

Większość firm w ogłoszeniach zamieszcza informacje o "organizowaniu licznych imprez pracowniczych". Nawet bez tego młodzi ludzie nie mają problemu ze znalezieniem okazji do odpoczynku po pracy. Rafał jako największe plusy swojej pracy wymienił właśnie możliwość imprezowania nad morzem oraz poznania ludzi z całej Polski.

Zarobki zmienne jak pogoda

Z zarobkami bywało różnie. Jednym z czynników wpływających na nie była pogoda, ale bywały dni, w których mimo słońca i upałów handel nie szedł. A właśnie od tego, ile udało się sprzedać, zależało wynagrodzenie Rafała.

- Moje wynagrodzenie było zależne od utargu. Dostawałem 20 proc. przychodów. Zdarzały się też napiwki - opowiada.
Dziennie zarabiał jednak przynajmniej 80 zł (ok. 13 zł na godzinę). W najlepsze dni zdarzało się i 200 zł. Taki dzienny zarobek daje ponad 30 zł na godzinę. Problematyczne bywały za to dni, w których padał deszcz. Wtedy Rafał do pracy nie szedł, ale szef ratował go zawsze drobną zaliczką.

- Wydawałem pieniądze na bieżąco, bo wynagrodzenie dostaje się na koniec dnia. Ale miesięczne zarobki szacuję na ok. 2500-3000 zł - mówi.

d1o1uw7

Z ofert pracy, które można znaleźć w internecie wynika, że handlarze w różnych firmach mogą liczyć na podobne warunki pracy. Praca w okolicach godzin 10-17, zarobki w granicach od 20 do 40 proc. utargu.

Niektóre firmy określają przedziały dziennych wypłat. W ogłoszeniach znajdziemy informację, że "w kilka godzin można zarobić nawet powyżej 200 zł". Ogólnie dzienne zarobki pojawiające się w internetowych ofertach mieszczą się w przedziale 70-250 zł. W każdym ogłoszeniu znajduje się również informacja o zapewnionym zakwaterowaniu.

Handlarz towary przynosi nam do ręki. Nie musimy nawet wstawać z leżaka. Rafał przyznaje, że marże na produktach są w związku z tym wysokie.

- Cena piwa to 7-9 zł, kukurydzy od 3 zł do nawet 6 zł. Po pierwsze na cenę wpływała oczywiście wielkość kolby, ale również pogoda. Jak było wyjątkowo ładna, to sprzedawaliśmy o złotówkę drożej, bo ludzie i tak kupowali. Popcorn sprzedawałem po 6 zł, a rogalik za 7 zł - opowiada.

d1o1uw7

Podziel się opinią

Share
d1o1uw7
d1o1uw7