Producenci odzieży idą na skróty. Dla sieciówek wszyscy Polacy są do siebie bardzo podobni

Jeszcze do niedawna nieco mniej standardowo zbudowani Polacy mogli liczyć, że będą mieli co na siebie włożyć bez odwiedzin u krawca. Teraz jednak i do naszego kraju dotarł trend standaryzacji męskich rozmiarów ubrań. Szukający dłuższych nogawek są w kłopocie.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Teraz spodnie są tylko w jednym rozmiarze np. 30, 36, 38. Nie określa się już długości nogawek" - pisze czytelnik.
"Teraz spodnie są tylko w jednym rozmiarze np. 30, 36, 38. Nie określa się już długości nogawek" - pisze czytelnik. (flickr.com)
WP

O problemie poinformował nas czytelnik, który skontaktował się z nami przez platformę dziejesie.wp.pl.

WP

"Nie rozumiem, co się stało, ale w kolejnych sklepach odchodzi się od podawania rozmiarów spodni z podziałem na W i L. Nie określa się już długości nogawek i szerokości w pasie. Teraz jakieś konkretne spodnie są już tylko w jednym rozmiarze np. 30, 36, 38. Jestem dość szczupły, ale wysoki. Przez tę zmianę nie mogę już normalnie kupić spodni. Jak nogawki są długie, to automatycznie te spodnie są bardzo szerokie w pasie. Po prostu duże są wszędzie duże. Interesujące jest, dlaczego tak się stało? Skąd te nowe standardy?” - pisze do nas Kacper.

Nasz czytelnik przekonuje również, że nie jest to tylko problem wysokich, ale również niższych. W jego ocenie ta „bezduszna rozmiarówka” skazuje też niższych, ale bynajmniej nie chudych, na częstsze niż kiedyś wizyty u krawca.

„Dlaczego producenci odzieży tak robią? Do tej pory kupowałem bez problemu, były różne rozmiary, ale teraz opisuje je tylko jedna cyfra lub litera” - pyta nasz czytelnik. Przed sprawdzeniem u tych, którzy z racji zawodu wiedzą na pewno, sam chcę się przekonać, czy to prawda.

Odwiedzam w tym celu jedną z większych galerii handlowych w kraju. Wszędzie prowokacyjnie pytam o długie nogawki. Wcześniej dowiaduję się, że przy występujących na metkach literach W i L te naprawdę długie opisuje cyfra 36.

WP

Dość szybko okazuje się, że rzeczywiście największe sieci w kraju przeszły na jeden rozmiar. Ten smutny dla „niewymiarowych” fakt potwierdza również Martyna Głowińska z domodi.pl.

- Obecnie rynek mody w dużej mierze zajęły tzw. "sieciówki", które dążą do uspójnienia rozmiarówki. Jest to dla nich pewien sposób na optymalizację procesu, a tym samym na usprawnienie pracy produkcyjnej - mówi ekspertka modowa.

Nasza rozmówczyni zaznacza jednak, że nie wszyscy tak robią i rozmiarówkę, o której pisał Kacper - "W" i "L" - ciągle można znaleźć wśród asortymentu marek premium, takich jak np.: Lee, Wrangler czy Levis.

Żeby zatem nie było tu żadnych wątpliwości, informacje o zmianach sprawdzamy jeszcze u największego polskiego producenta odzieży LPP. To do tej firmy należą marki Reserved, Mohito, House, Cropp czy SiNSAY.

WP

- Standaryzacja rozmiarów odzieży to obowiązujący trend w branży odzieżowej, wobec tego dotyczy również spodni. Biorąc jednak pod uwagę zróżnicowane potrzeby klientów, w przyszłym roku ponownie wprowadzimy do sklepów wybrane modele spodni w dwóch długościach. Chcemy, aby każdy klient mógł odnaleźć w naszych sklepach odpowiedni asortyment - czytamy w odpowiedzi biura prasowego odzieżowego giganta.

Firma nie chce jednak odpowiedzieć na pytanie o ewentualne oszczędności jakie przynosi taka standaryzacja. Z tym pytaniem idziemy do Związku Przedsiębiorców Przemysłu Mody LEWIATAN.

Wiceprezes tej organizacji Cezary Przybysławski, jest również prezesem firmy odzieżowej Norman, która szyje na zlecenia wielu znanych marek.

- Każda marka ustala teraz wygodną dla siebie rozmiarówkę. Kiedyś towarzyszyły temu badania antropologiczne, obecnie głównie decyduje o tym to, czego ludzie szukają w sklepach - mówi Przybysławski.

WP

Jego firma szyje obecnie duże zamówienia dla niemieckich marek i na przykładzie rozmiarówki jednej z nich dobrze widać, o co chodzi naszemu czytelnikowi. Największy rozmiar, jaki zamawiają Niemcy, to 68. Wprawdzie nogawka spodni jest tu dostosowana do wzrostu powyżej 191 cm, ale wtedy już trzeba mieć w talii 131 cm. Szczupły z długimi nogami też się w tym pomyśle na standard nie łapie.

- Najlepiej mają panowie mierzący 177 cm wzrostu i z obwodem w klatce nie przekraczającym 100 cm. Oni mogą przebierać w ubraniach do woli. Zgadzam się z obserwacją państwa czytelnika, mniej standardowi są w kłopocie - mówi Przybysławski.

W jego ocenie obecnie stająca się coraz bardziej powszechną standaryzacja nie wynika jednak z ograniczeń czy niechęci producentów.

- Producenci są w stanie sprawnie i efektywnie ekonomicznie produkować w wielu różnych wariantach i rozmiarach. Jednak to polityka handlowa marek odzieżowych sprowadza się do tego, że tych rozmiarów, mówiąc kolokwialnie, tak się nie różnicuje, nie szatkuje. Zamawiają po prostu to, co dobrze i masowo się sprzedaje - mówi Cezary Przybysławski.

WP

Czy oznacza to zatem, że mniej standardowo zbudowanym pozostają sklepy premium i zakłady krawieckie. Otóż nie. Okazuje się, że na sieci też można wpływać. Wystarczy zrobić tylko dużo hałasu.

Jak już pisaliśmy w WP, dokonała tego Rebecca Parker, która na Facebooku H&M napisała: "Skoro wasze spodnie mają rozmiar 14, oznaczcie je na metce rozmiarem 14". Wpis pojawił się zaraz potem, kiedy nie zmieściła się w ubranie, które zwykle w tym rozmiarze kupowała. Szybko dołączyły do niej inne klientki.

Już po burzy w mediach społecznościowych okazało się, że szwedzka sieciówka zaniżała rozmiary ubrań i klientki nie mogły zmieścić się w swój normalny rozmiar.

H&M wycofała się z tej praktyki i zdecydowała się dostosować rozmiary ubrań w sklepach w Wielkiej Brytanii do standardowej brytyjskiej numeracji.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP