Trwa ładowanie...

Taco i Quebonafide kombinują na podatkach? Internauci szybko policzyli i wydali wyrok

Jeden z najbardziej rozchwytywanych duetów raperskich w Polsce kombinuje na podatkach - oskarżają internauci. Taco i Quebonafide, bo o nich mowa, mieli tak ustawić ceny najnowszego albumu, żeby zapłacić jak najmniejsze daniny. Do płyty dorzucają nawet książkę. Internauci już wydali wyrok.

Share
Taco i Quebonafide kombinują na podatkach? Internauci szybko policzyli i wydali wyrok
Źródło: Instagram.com
d48w9vm

"Sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć zer” - śpiewa raper Taco, czyli Filip Szcześniak w jednej ze swoich piosenek. Od ponad dwóch lat Szcześniak dominuje na polskiej scenie raperskiej. Co płyta, to sukces. Więc i do dorobku powinno być blisko.

Internauci sugerują, że w pogoni za jednym z zer wydawca najnowszego krążka artysty skorzystał z optymalizacji podatkowej. Mówiąc prościej: ich zdaniem tak ustawił ceny, żeby więcej wpadło do kieszeni, a mniej zabrał fiskus.

d48w9vm

Jak to zrobił? Płyta nie jest tylko płytą a całym artystycznym zestawem. To w sumie książka z dołączonym krążkiem. I takie ustawienie rzeczywiście jest korzystniejsze niż wbicie na kasie fiskalnej samego CD. Sprawę opisał internetowy blog "Trzy szóstki". Twórcy strony informację z kolei mieli dostać od anonimowego i życzliwego czytelnika.

O co dokładnie chodzi?

We wtorek do pierwszych zamawiających dotarły albumy muzyczne duetu Taco i Quebonafide, czyli po polsku Filipa Szcześniaka i Kuby Grabowskiego. Ich najnowsze dzieło to "Soma 0,5 mg". Dla osób, które zamawiały krążek w przedsprzedaży, wydawca przygotował niespodziankę: w paczce przychodziły dwie płyty (Soma 0,5 mg i Soma 0,25 mg) i książka ("Soma Instrukcja obsługi”). Koszt 49,99 zł plus koszty przesyłki. Do tego w paczce był paragon. I on zwrócił uwagę jednego z zamawiających.

Internautę zainteresowało rozbicie cen poszczególnych produktów. Tj. płyty kosztują 10 zł, książka - 39,99 zł. Na blogu można przeczytać jasną sugestię, dlaczego akurat tak zostały podzielone koszty zestawu. Na płyty obowiązuje stawka VAT 23 proc., na książki już tylko 5 proc. W książce znaleźć można rozmowy artystów. Zdaniem twórcy wpisu wartość takiego dodatku jest zerowa - to m.in. zapis rozmów za pośrednictwem komunikatora internetowego.

d48w9vm

Ale ten dodatek ma numer ISBN i jest w bazie danych Biblioteki Narodowej. Czyli to książka, a nie żadna tam zwykła broszura lub standardowo dodawany do płyt zapis słów piosenek. Jak sugerują autorzy posta - na takiej zamianie duet mógł zarobić kilkadziesiąt tysięcy dodatkowych złotych.

Jak? To najlepiej pokazać na przykładzie. Klient płaci 50 zł za towar - czyli wymarzony krążek Taco i Quebonafide. Gdyby miał dostać w tej cenie samą płytę, to do wytwórni i artystów powędrowałoby 40 zł 65 groszy. Fiskus kładzie rękę na 9 zł i 35 groszach. Ale…

W tym wypadku mamy do czynienia z innym układem. "Płyta za 10 zł brutto (23 proc. VAT to daje 8,13 zł netto), książka za 40 zł brutto (5 proc. VAT, czyli 38,1 zł netto)" - wylicza autor posta. Optymalizacja na takim układzie? To ponad 46 zł do wytwórni, a tylko 3,77 dla fiskusa. Różnica? Piątka na każdej płycie. Sprzedasz 200 tys. egzemplarzy i masz dodatkowe sześć zer na koncie. Oczywiście od tego trzeba oddać podatek dochodowy, ale sześć zer jest zrobione.

Gdyby odwrócić układ - czyli płyta kosztuje 39,99 zł, a książeczka 10 zł, to do wytwórni powędrowałoby 42 zł, reszta do fiskusa. Różnica pomiędzy pierwszym a drugim systemem to 4 zł na każdym krążku. Albo dla artysty, albo dla fiskusa.

d48w9vm

Komentujący sugerują, że to właśnie drugi układ byłby bardziej sprawiedliwy. W końcu kupują płytę, a nie książkę. Tym bardziej, że w tej chwili można kupić płytę (jedną, a nie jak w przedsprzedaży dwie) bez dodatkowej książki. I wcale nie kosztuje 10 zł - tylko 44,99 zł w salonie Empik.

Internauci już wydali wyrok: Taco i Quebonafide kombinują tak, jak na przykład sprzedawcy hamburgerów w zestawach. Ministerstwo Finansów od dawna czepia się podatników, którzy sprytnie ustalają ceny produktów w zestawie tak, by płacić niższy podatek.

Zdecyduje fiskus

Fiskus najczęściej kwestionuje zestawy, w których nieuczciwie jest rozdysponowany rabat za zestaw lub po prostu przedmioty kupowane osobno mają zupełnie inną cenę w pakiecie.

I znów posłużymy się przykładem: kanapka 7 zł, frytki 5 zł, napój 6 zł. Kupione osobno kosztują 18 zł. Na bułkę i frytki stawka vat to 8 proc., na napój już 23 proc. W zestawie całość kosztuje 15 zł (czyli rabat wynosi 3 zł), ale… rośnie cena kanapki do 8 zł, frytek do 6,99 zł, a cena napoju spada do 1 grosza. To zdaniem organów podatkowych ewidentny przykład manipulacji podstawą opodatkowania. Nagle część produktów (z najniższym VATem) podrożała, jeden potaniał.

d48w9vm

Jak wskazuje Ministerstwo Finansów, takie kombinacje oznaczają problemy. "Narażają podatnika na ryzyko sporu z organem podatkowym", bo mogą być uznane "za naruszenie prawa". Płyta z książką była sprzedawana tylko w opcji przedsprzedaży. Od piątku w sklepach pojawiły się same nośniki. I tutaj rozbicia cenowego nie ma, bo dodatkowej książki nie dołączono - a cena krążka jest wyraźnie wyższa niż ta z paragonu.

Zapytaliśmy doradców podatkowych o opinie. I nie byli zbyt chętni do wydawania oceny. Bo świat podatków jest nieco bardziej skomplikowany niż wygląda z pozycji paragonu. Przede wszystkim Taco i Quebonafide nie odkryli niczego nowego. Płyta z książką to w branży już powszechna praktyka.

Jak wskazują internauci skorzystała z tej możliwości np. grupa PRO8L3M. I tu do płyty była dołączona książka. Z tego mechanizmu od lat korzystają też wydawcy filmów - sprzedają wideo właśnie w pakiecie z książeczką.

- Taka wieloletnia praktyka z pewnością jest podparta indywidualnymi interpretacjami urzędów podatkowych. Ale interpretacja dotyczy indywidualnego podmiotu, nie można jej przeciągać na inne spółki. Innymi słowy, fiskus przedsiębiorcom najprawdopodobniej sam na to pozwolił - mówi nam anonimowo jeden z doradców podatkowych. Nie zna do końca sprawy, więc woli się nie wypowiadać po nazwiskiem.

d48w9vm

Zwraca uwagę, że skarbówka przyglądając się takiej praktyce kontrolowałaby z pewnością ewentualny koszt wytworzenia i płyty, i książki. Porównałaby też, czy płyta w regularnej sprzedaży jest identyczna jak ta w przedsprzedaży.

- Inne koszty produkcji uzasadniałyby takie rozbicie cen i takie akurat opodatkowanie - dodaje. I rzeczywiście, na taką możliwość zwraca uwagę Ministerstwo Finansów w dokumentach. Kontrola może dotyczyć albo ceny nabycia produktu (który jest później sprzedawany) lub kosztów jego produkcji. Żeby więc dokładnie ocenić ten przypadek trzeba poznać kosztorys produkcji zestawu. A ten zna wytwórnia. Zdaniem doradcy podatkowego za wcześnie na wystawianie ocen, czy była to dozwolona optymalizacja podatkowa czy nieuczciwa praktyka. To zadanie dla organów skarbowych.

A przecież można sobie wyobrazić sytuację, gdy zdecydowana większość gaży powędrowała do artystów za książeczkę, a nie za płytę. A na dodatek wydanie książki było droższe niż wytłoczenie płyty w przedsprzedaży. I wtedy taka różnica cen ma swoje uzasadnienie.

Inne zdanie ma Małgorzata Samborska, ekspert podatkowy z Grant Thornton. Jej zdaniem niektórzy w tym działaniu mogą się dopatrzyć analogii do ostrzeżeń Ministerstwa Finansów. Niektórzy to w domyśle organy podatkowe. I wtedy zaczęłyby się problemy.

Komentarza na razie brak

Oczywiście skontaktowaliśmy się z wytwórnią i muzykami. Prośbę o komentarz wysłaliśmy za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz drogą mailową na skrzynkę dla dziennikarzy. Pytamy m.in. o zasadność takiego rozdziału kosztów i posiadanie interpretacji podatkowej.

d48w9vm

Menadżer Quebonafide zapewnił nas w rozmowie telefonicznej, że wytwórnia i artyści odniosą się do pytań. Kiedy otrzymamy odpowiedź, natychmiast ją opublikujemy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d48w9vm

Podziel się opinią

Share
d48w9vm
d48w9vm