Trwa ładowanie...
d3f6jvd

Ten właściciel kawiarni z Piaseczna sprawia, że ludzie czują się jak we Włoszech

Przy przejeździe kolejowym w Nowej Iwicznej stoi pan, który rozdaje przechodniom i kierowcom kawę za darmo – poinformowali nas czytelnicy przez serwis dziejesie.wp.pl. Sprawdziliśmy, kim on jest.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pan Arek rozdaje przechodniom w Piasecznie kawę i ciastka własnego wypieku
Pan Arek rozdaje przechodniom w Piasecznie kawę i ciastka własnego wypieku (WP.PL, Fot: HO)
d3f6jvd

- Dzień dobry, zapraszam na kawę! Czarna? Biała? – krzyczy pan Arek do przechodniów na ulicy Krasickiego w Nowej Iwicznej. To jedna z najbardziej ruchliwych lokalizacji w okolicy. Obok są: szkoła (gwarancja wzmożonego ruchu ok. godz. 8 rano), przejazd kolejowy, stacja kolejowa i parking P+R.

Od niedawna działa tu także kawiarnia „U Źródła”, której współwłaścicielem jest Arkadiusz Lisowski. Lokal otworzył wraz z Anną Daniluk, swoją przyjaciółką. On przyjechał do Piaseczna szesnaście lat temu z Wrocławia, ona dekadę temu z Zamościa. Na co dzień „twarzą” lokalu jest właśnie pan Arek. Z wykształcenia fizjoterapeuta, który do dziś pracuje w branży medycznej. To on zajmuje się promocją na drodze. Pani Anna obsługuje w tym czasie klientów w lokalu.

Pani Ania i Pan Arek w swoim lokalu WP.PL
Pani Ania i Pan Arek w swoim lokalu

- To jest po prostu mój styl. Uważam, że bezpośredni kontakt jest najlepszy – pan Arek wyjaśnia nam, czemu zdecydował się na taką formę promocji, kiedy stoimy razem przy stoliku kawowym wystawionym na chodniku. Kawiarnię otworzył, bo w okolicy „czegoś mu brakowało”.

- Zapraszam na kawę! – pan Arek przerywa rozmowę na widok przechodzącej kobiety. Okazuje się, że kawy nie pije, ale pan Arek nie daje za wygraną: kobieta odchodzi z ciastkiem.
Polski rynek kawy warty już ponad 5 mld zł

Pani Anna, czyli druga właścicielka „U Źródła”, nie ukrywa, że nie trzeba było jej długo namawiać na otwarcie kawiarni. Przekonywała ją do tego pomysłu żona pana Arka. – Wcześniej pracowałam w potężnej instytucji państwowej. To dla mnie nowość, ale jak najbardziej m się podoba – mówi pani Ania.

d3f6jvd

Tymczasem na zewnątrz robi się małe zamieszanie. Najpierw przyszedł sąsiad pana Arka, aby zobaczyć jak idzie interes. Chwilę potem przy stoliku zatrzymał się mężczyzna na skuterze, który zobaczył stolik z kawą w drodze do pracy i postanowił zobaczyć, co się dzieje. Nie upływa nawet minuta, kiedy przy stanowisku staje przejeżdżający akurat obok rowerzysta. I momentalnie robi się gwarno i wesoło.

WP.PL

- Dopiero co otworzyliśmy. Zapraszamy także na ciastka i śniadania – mówi pan Arek do jednego z gości.

Pochłania ich rozmową na temat okolicy i tego, jak bardzo się zmieniła w ostatnich latach, tj. od momentu, kiedy nieopodal wybudowano część obwodnicy Warszawy. Słońce, kawa i swobodna atmosfera – choć może to przez skuter jednego z gości – sprawiają, że przez moment można poczuć się jak gdzieś we Włoszech, a nie na zatłoczonej ulicy pod Warszawą.

d3f6jvd

Oczywiście nie wszyscy przechodnie i kierowcy reagują z takim entuzjazmem. Duża część przemyka szybko w drodze do swoich prac. Większość reaguje po prostu z niedowierzaniem. Pan Arek się jednak nie zraża. – Ja tam lubię ludzi. I rozmawiać z nimi – przekonuje.

Promocja, na którą się zdecydował, ma przyzwyczaić ludzi, że kawiarnia jego i pani Ani jest otwarta dwa razy dziennie: najpierw od 7 do 9, a potem od 13-21. Na Zachodzie poranne picie kawy w kawiarni to powszechny zwyczaj. Pan Arek liczy, że przyjmie się także w jego okolicy. – Codziennie oferujemy śniadania. Wstaję rano, aby o piątej odebrać towar i kupić pieczywo. Wszystko musi być świeże i po domowemu. Dlatego konkurencji się nie boję – uśmiecha się.

Oprócz tego jego lokal jest także księgarnią. Na razie wszystkie półki zapełniają… podręczniki. To nie przypadek. Pan Arek i pani Ania znają po prostu lokalną społeczność i jej potrzeby. A niektóre książki do nauki można dostać tylko w Warszawie. Albo – „U Źródła”, ponieważ właściciele sprowadzili je specjalnie po to, aby rodzice mieli po nie bliżej. W lokalu odbywają się także koncerty i spotkania.

- Z założenia chodziło nam o miejsce bez alkoholu, bo takie jest przyjazne dla każdego. Mam dzieci i mi samej brakowało takiego miejsca - mówi pani Ania.

Pan Arek zapowiada, że jeszcze w przyszłym tygodniu będzie rozdawał kawę robioną w swoim lokalu.

Znasz innych przedsiębiorców, tak pozytywnych jak pan Arek i pani Ania? A może masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3f6jvd

Podziel się opinią

Share
d3f6jvd
d3f6jvd