Tłumy Polaków na zakupach w Niemczech. "Można zapomnieć, co to za kraj"
Gdy większość sklepów w galeriach ciągle jest zamknięta, Polacy chętnie jeżdżą na zakupy do Niemiec. - Takich tłumów to już latami tu nie było - można usłyszeć.
24.11.2020 | aktual.: 02.03.2022 14:01
Parking pełny samochodów na polskich tablicach, z głośników lecą komunikaty o reżimie sanitarnym - po polsku. A rozmowy w języku polskim słychać na każdym roku.
Tak wyglądały sklepy w galerie handlowe w niemieckim mieście Schwedt w pobliżu polskiej granicy. Niektórzy klienci czy sprzedawcy mówią pół żartem, pół serio, że czasem można zapomnieć, w jakim jest się kraju.
Niemcy uznają Polskę za "obszar ryzyka" - wjeżdżając do tego kraju, trzeba pokazać negatywny wynik testu albo udać się na kwarantannę. Jednak land Brandenburgia zrobił wyjątek - jeśli jedzie się tam na maksymalnie 24 godziny, na przykład na zakupy, żadnych obostrzeń nie ma.
- Zwykle pod koniec listopada robi się tłoczono, zwłaszcza w weekendy. Aż takich tłumów jednak nie było od lat - opowiada nam ekspedientka w niemieckim centrum handlowym "Oder Center".
W poszukiwaniu okazji
Jak mówi, widać, że zdecydowanie więcej jest Polaków. To jeden z efektów zamknięcia większości sklepów w galeriach. Rząd planuje otworzyć je 28 listopada, ale mieszkający w pobliżu granicy Polacy często nie chcą czekać - i wolą zrobić zakupy świąteczne jak najszybciej.
Tymczasem w "Oder Center" niemal wszystkie sklepy działają - ograniczona jest tylko działalność biura podróży oraz kawiarni.
Czego szukają Polacy? Z naszych rozmów z klientami wynika, że przede wszystkim prezentów świątecznych, słodyczy, jedzenia na stół wigilijny. Część osób szuka też ubrań - ceny czasem potrafią być zresztą korzystniejsze niż w Polsce.
Sporo klientów z Polski zresztą przyznaje: przyjeżdża się tutaj w poszukiwaniu okazji. Nie tylko zresztą do samego centrum handlowego, ale też do pobliskich marketów czy dyskontów. W okolicy są sklepy największych lokalnych sieci - jak Lidl, Aldi czy Netto. - Znalazłem odkurzacz wodny za kilkadziesiąt euro w dyskoncie. No w Polsce takie okazje się jednak nie zdarzają - opowiadał nam jeden z klientów.
W punktach handlowych można też już kupić choinki. Na tę opcję jednak nie decyduje się zbyt wielu Polaków. Tłumaczą, że drzewka są w Polsce jednak o kilkadziesiąt procent tańsze. Nie mówiąc już o tym, że ich transport do kraju nie jest najłatwiejszy.
A co z grudniem?
Zarówno klienci z Polski, jak i niemieccy sprzedawcy zastanawiają się, czy Polacy będą tłumnie przyjeżdżać na zakupy również w grudniu.
Ich zapał do podróży do Niemiec może ostudzić oczywiście pełne otwarcie galerii w Polsce. Ale kluczowe będą też decyzje władz Brandenburgii. Nie wiadomo, czy swobodny wjazd do tego landu będzie utrzymany w grudniu. Na razie przepisy o zwolnieniu z kwarantanny dla podróżujących na zakupy obowiązują do końca listopada.
Czytaj też: PKB Niemiec. Widać mocne odbicie gospodarcze
Handlowcy z Brandenburgii mocno liczą, że przepis pozostanie w mocy. Czym chcą przekonać Polaków, by wrócili - mimo że będą mieli już galerie otwarte u siebie?
Sprzedawcy mówią, że Polaków przekonać może nieduży jarmark bożonarodzeniowy, który powstanie w mieście pomimo pandemii. "Asem w rękawie" mogą być też niedziele handlowe. Niemcy otworzą sklepy 6 i 20 grudnia. Ta pierwsza niedziela nie pokryje się więc z polską - u nas sklepy mają być otwarte 13 i 20 grudnia.