Trwa ładowanie...

Totalny upadek. Oto co Rosjanie zrobili z handlem na okupowanych terytoriach

Chaos, rozkradanie towarów, niszczenie i wynoszenie sklepowych sprzętów, problemy z kursem walut i prowadzeniem biznesu - tak wygląda codzienność w wielu obiektach handlowych w zajętych przez Rosję ukraińskich obwodach. Jak informuje ukraińskie wydanie Forbesa, okupanci zmieniają szyldy, kradną towar i zmuszają pracowników do pracy.

Share
Totalny upadek. Oto co Rosjanie zrobili z handlem na okupowanych terytoriach (zdjęcie ilustracyjne)Totalny upadek. Oto co Rosjanie zrobili z handlem na okupowanych terytoriach (zdjęcie ilustracyjne)Źródło: Getty Images, fot: SOPA Images
d1v41gm

Forbes opisuje, że rosyjscy najeźdźcy przejęli prawie sto sklepów największej sieci ukraińskich dyskontów ATB w Berdiańsku, Melitopolu i Chersoniu i innych miastach. Obiektom tym zmieniono szyldy na rosyjskie sieci Mera lub Sytyj Market. W Melitopolu rozkradziono 11 sklepów działających wcześniej pod marką ATB.

Podobnie jest z innymi ukraińskimi sieciami na okupowanych terytoriach. Sklepy Silpo, które należą do Fozzy Group, w Chersoniu zostały przemianowane na Sytyj Market, z kolei w innych zajętych miastach 17 supermarketów Silpo zostało zamkniętych. Część z nich rozkradziono lub zniszczono. Okupanci kradną wszystko: regały sklepowe, urządzenia chłodnicze i inny sprzęt.

Właściciele dowiadują się o przejęciu swoich sklepów przeważnie z sieci społecznościowych albo z rosyjskich mediów. "Kiedy mieliśmy jeszcze łączność z pracownikami, prosiliśmy ich o zaklejanie szyldów lub ich zdejmowanie. Teraz nie ma kto tego zrobić. Nasze sklepy nie działają, ale ktoś działa pod naszym szyldem" – powiedział w rozmowie z ukraińskim Forbesem dyrektor generalny sieci Ekonom Plus, Wołodymyr Matiasz, która ma 32 markety w obwodzie zaporoskim. Ponad połowa z nich jest zamknięta, część sklepów otworzyli właściciele pomieszczeń lub kierownicy sklepów. "Muszą jakoś żyć, żeby nie umrzeć z głodu" – dodał Matiasz.

d1v41gm

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

Progresja podatkowa zamiast obniżek. "Bogatych jest coraz więcej"

Totalny chaos

Manager wyższego szczebla jednej z sieci handlowych powiedział anonimowo, że sklepy w okupowanych miastach są przejmowane nie tylko przez rosyjskich żołnierzy, lecz również przez miejscowych kolaborantów oraz zwykłych bandytów, którzy dzielą między sobą strefy wpływów oraz mienie.

Żeby uzyskać dostęp do sklepów, rosyjscy okupanci odszukują miejscowych pracowników, którzy nie wyjechali z miasta. Wykorzystują do tego informacje uzyskane od miejscowych władz. Czasem im grożą, innym razem szantażują i zmuszają do oddania kluczy i otwarcia sklepu. Matiasz z Ekonom Plus powiedział podwładnym, że bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu i że w przypadku takich żądań mają oddawać klucze.

d1v41gm

W jednym z miast okupanci przyznali, że nie wiedzą, jak zarządzać sklepem. "Nie ma zarządu, nie mają pojęcia, jak liczyć rozchód i sprzedaż" - pisze Forbes.

Problem z walutą

W jednym ze sklepów sieci Silpo w Chersoniu można płacić w hrywnach lub w rublach, terminale do płatności kartą nie działają. "Jeżeli ktoś płaci banknotem o nominale 5 tys. rubli (największy nominał w obiegu, równowartość ok. 415 zł), to reszty nie ma. Codziennie rano wystawiany jest kurs walut, jak w kantorze. Nikt nie prowadzi żadnej sprawozdawczości" – powiedziała Forbesowi jedna z kasjerek.

Właściciele sieci handlowych już zbierają dowody, by w przyszłości uzyskać odszkodowania za poniesione straty. Szacuje się je teraz na 50 mld hrywien, czyli równowartość ok. 750 mln złotych.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1v41gm
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d1v41gm
d1v41gm