Jest parę powodów, dla których szef może patrzeć niechętnie na kogoś obdarzonego wysoką inteligencją. Jeden z nich to brak pewności siebie. Może zakładać, że na tle nowo przyjętego „mędrka” wyraźniejsze staną się jego własne braki. Nieważne, prawdziwe czy też urojone. Może się także zdarzyć, że przełożony jest na tyle „niekumaty”, iż w ogóle nie wie, czym jest IQ. Tym bardziej nie będzie się chciał do tego przyznać. Dlatego osoba, która umieści w swoim CV informację o własnej wysokiej inteligencji, ryzykuje. I, paradoksalnie, daje również dowód… jej braku. Nikt nie przeczy, że istnieją zawody, w których wykonywaniu inteligencja bardzo pomaga. Nie ma jednak zajęcia, w którym nie można zastąpić jej innymi cechami. Umiejętność współpracy, nawiązania kontaktu, wczucia się w sposób myślenia czy sytuację drugiej osoby, wiedza, doświadczenie – przede wszystkim te właśnie cechy stanowią o wartości pracownika. Niepospolita inteligencja znajduje się na jednym z dalszych miejsc. O sukcesie w pracy i w życiu decyduje
kilka rodzajów inteligencji: emocjonalna, społeczna, kreatywna. Piszą o nich znani dziś naukowcy, jak Daniel Goleman, Peter Salovey czy Harry Alder. Stare, znane od dawna IQ jest ważne przede wszystkim dla jego właściciela. Pomaga mu w przyswajaniu wiedzy, w abstrakcyjnym myśleniu, w zapamiętywaniu szczegółów, jak to było w przypadku Kamila. Problem w tym, że dzisiaj takie zdolności nie wystarczają. Świat skomplikował się na tyle, że nikt nie może odnieść sukcesu bez twórczej współpracy z innymi.