Wychładzanie mieszkania to działanie na szkodę sąsiadów. Życie w bloku to nieustanne kompromisy

Mieszkanie nie jest prywatnym królestwem, w którym możemy samodzielnie ustalać reguły gry. Lokatorów obowiązują regulaminy i zasady współżycia społecznego. Bywa, że regulują one nawet takie kwestie jak to, czy włączać grzejniki i jaką temperaturę utrzymywać zimą.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jeśli w jednym mieszkaniu ogrzewanie jest wyłączone, mieszkańcy sąsiednich lokali ponoszą wyższe koszty.
Jeśli w jednym mieszkaniu ogrzewanie jest wyłączone, mieszkańcy sąsiednich lokali ponoszą wyższe koszty. (Shutterstock.com)
WP

Wydawałoby się, że to, w jakiej temperaturze człowiek czuje się najlepiej, jest rzeczą bardzo indywidualną. Jedni przez całą zimę chcą utrzymywać temperaturę oscylującą w granicach 20 stopni, inni już przy pierwszych przymrozkach zwiększają termostat na piątkę.

18 stopni na koszt sąsiada

Preferencje to jedno, ale trzeba mieć na względzie również interes sąsiadów. W 2017 r. łódzki sąd orzekł, że jeśli lokator zbyt rzadko włącza grzejnik lub nieustannie utrzymuje niską temperaturę, to może działać na szkodę sąsiadów oraz budynku. Sąd przyznał rację wspólnocie mieszkaniowej, która wcześniej zobowiązała jedną z mieszkanek do utrzymywania wyższej temperatury.

WP

Grzejniki w mieszkaniu emerytki ustawione były na minimalne wartości. Wyłączała je, ilekroć wyjeżdżała na dłużej lub korzystała z piekarnika, który ogrzewał kuchnię. Przede wszystkim jednak przyjemna dla ciała temperatura wynikała z tego, że mieszkanie kobiety dogrzewali sąsiedzi. W rezultacie płacili znacznie wyższe rachunki niż ona.

Sąd zaznaczył, że co prawda każdy powinien płacić za rzeczywiście zużytą przez siebie energię cieplną, ale w tym przypadku to sąsiedzi płacą częściowo za jej mieszkanie.

- Sąd Okręgowy uznał, że zachowanie powódki utrudniało innym współwłaścicielom korzystanie z nieruchomości wspólnej, do której należy system centralnego ogrzewania, w ten sposób, iż część lokatorów zmuszona była ponosić wyższe opłaty za zużycie ciepła. Oznacza to, że działania powódki pozostają poza granicami przysługującego jej prawa, godząc w interes ogółu i zasady współżycia społecznego – podsumował Sąd Apelacyjny w uzasadnieniu.

"Nie umieją ogrzewać? My ich nauczymy"

WP

Ogromną kreatywnością (i zupełnym brakiem wsłuchiwania się w głosy mieszkańców) wykazała się łódzka spółdzielnia mieszkaniowa "Bawełna". W 2014 r. dokonała wymiany głowic termostatycznych w kaloryferach. Mieszkańcy ze zdziwieniem zorientowali się, że… nie można ich zakręcić, bo skala zaczyna się dopiero od "dwójki".

Pomysł na biznes: Nocna niania

WP

- Z analiz rozliczeń indywidualnych wynika, że co najmniej kilka lokali w każdej nieruchomości wykazywało zużycia zerowe bądź bliskie zeru - wyjaśniała w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim" Katarzyna Szczepaniak, kierownik działu technicznego "Bawełny". - Wymieniane głowice gwarantują utrzymywanie w pomieszczeniach minimalnej temperatury 16 st. C, która pozwoli na zachowanie substancji mieszkaniowej w należytym stanie technicznym, bez wilgoci i grzyba, co w ostatnich latach stawało się coraz częstszym problemem - dodała.

Wielu lokatorów bało się, że wiosną, na sam koniec sezonu grzewczego, temperatury będą nie do zniesienia. Inni oskarżali spółdzielnię o "reżimowe praktyki". Ta działała jednak zgodnie z prawem, a konkretnie rozporządzeniem z 2002 roku. Według niego pokrętła powinny umożliwiać przykręcenie grzejników poniżej zakładanej dla mieszkań temperatury 20 st. C, jednak nie poniżej 16 st. C.

Wieczna oś sporów – palenie na balkonie

WP

Konieczność utrzymywania temperatury na jakimś minimalnym choćby poziomie to jeden z przykładów tego, że wyrażona przez hr. Aleksandra Fredrę zasada "wolnoć, Tomku, w swoim domku" doznaje dużych ograniczeń. To nie powinno dziwić – akt własności mieszkania nie oznacza jeszcze, że stają się one samotnymi wyspami, których właściciele sami ustalają reguły i mogą zapomnieć, że są częścią jakiejś większej całości (bloku, wspólnoty mieszkaniowej, osiedla).

*Czytaj więcej: Regulamin wspólnoty może zabronić palenia na balkonie. Trudno go jednak egzekwować *

Czy się nam to podoba, czy nie, funkcjonując wśród innych, musimy dostosować się do zasad "współżycia sąsiedzkiego". Niestety, granice między tym, co dopuszczalne, a tym, czego nie wolno, nie zawsze są wyraźne. Powodującą wiele nieporozumień kwestią jest możliwość palenia na balkonie. Niektórzy twierdzą, że to naturalne przedłużenie mieszkania, inni nie ustają w walce z miłośnikami palenia na powietrzu.

Art. 5 ust. 1 ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu wymienia miejsca, w których zakazane jest palenie papierosów. Są wśród nich m.in. przystanki autobusowe, publiczne miejsca przeznaczone do zabaw dla dzieci czy inne pomieszczenia dostępne do użytku publicznego. Balkon zaś jest miejscem prywatnym i w związku z tym nie można zabronić palenia na nim w oparciu o ten akt.

WP

Skoro ustawa antynikotynowa nie wychodzi lokatorom naprzeciw, za próbę rozwiązania problemu wzięły się spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe. Coraz częściej zamieszczają w regulaminach zakaz palenia na balkonach i loggiach - ale niestety taki zapis nie gwarantuje, że niepalący sąsiedzi będą wolni od dymu papierosowego. Uchwały nie są prawem powszechnie obowiązującym, więc nie można administracyjnie karać naruszycieli.

Karą za nieprzestrzeganie regulaminu może być wykluczenie ze spółdzielni czy wspólnoty - pod warunkiem, że uciążliwy sąsiad jest jej członkiem, co nie jest zasadą. W praktyce to uciążliwy proces. Rodzi się też pytanie, czy wykluczenie, które może skutkować pozbawieniem właściciela prawa do lokalu i jego sprzedażą w drodze licytacji jest karą adekwatną za palenie na balkonie?

Strażnicy miejscy nie mogą wystawić mandatu za palenie na balkonie, bo nie jest to wykroczenie. Mogą ukarać jedynie za śmiecenie, gdyby niedopałki lądowały na trawniku czy balkonie na niższej kondygnacji.

Jeśli niepalący chcą szukać wsparcia w sądzie, mogą powołać się na art. 144 Kodeksu cywilnego, który mówi, że "właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych". Prawnicy nazywają to immisjami.

Zgodnie z ogólnymi zasadami prawa cywilnego, to osoba wnosząca pozew musi przedstawić dowody na poparcie swoich słów: nie zaszkodzi załączyć zdjęcia i powołać się na świadków, warto powołać co najmniej jednego z nich do złożenia zeznań w sądzie.

Majątek na klatce schodowej

Rowery, hulajnogi, wózki dziecięce, zabawki… To nie wystawa sklepu z artykułami dla dzieci, ale wejście do statystycznego bloku. Pozostawianie "majątku ruchomego" na klatkach schodowych to z punktu widzenia części lokatorów problem natury estetycznej, ale takie rozrzucanie rzeczy może też stwarzać niebezpieczeństwo w sytuacji, gdy trzeba ewakuować mieszkańców (np. w razie pożaru).

Przepisy zabraniają przechowywania jakichkolwiek rzeczy na korytarzach, które stanowią drogę ucieczki w razie pożaru. Zakaz trzymania rowerów czy wózków na korytarzach wynika z rozporządzenia w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków z 2010 r.

Czytamy w nim, że zabronione jest "lokalizowanie elementów wystroju wnętrz, instalacji i urządzeń w sposób zmniejszający wymiary drogi ewakuacyjnej". Korytarz na klatce schodowej bezsprzecznie jest drogą ewakuacyjną. W razie pożaru mieszkańcy muszą mieć możliwość szybkiego i sprawnego opuszczenia każdego piętra.
Można trzymać rowery we wnęce niebędącej częścią drogi ewakuacyjnej lub na korytarzu, który jest na tyle szeroki, że rzeczywiście nie utrudnia ewakuacji.

Miejsce postojowe to nie komórka lokatorska

Kogo nie przekonuje ryzyko w trakcie pożaru, niech wyobrazi sobie, że ratownicy medyczni, którzy biegnąc do mieszkania, muszą zwolnić, by nie przewrócić rzędu stojących obok siebie rowerów, rowerków, hulajnóg i wózków, a to utrudnia im dotarcie do osoby potrzebującej nagle pomocy.

Regulamin wspólnoty czy spółdzielni może też wprowadzać zakaz trzymania w częściach wspólnych przedmiotów gabarytowych (np. szafki na buty). Jeśli lokator okaże się oporny, zarząd wyznaczy termin do pozbycia się zalegających przedmiotów. Brak reakcji może skutkować usunięciem rzeczy i oddaniem ich do depozytu – na koszt mieszkańca.

Dodatkowym składzikiem nie jest też miejsce postojowe w garażu podziemnym. Zgodnie z rozporządzeniem ministra infrastruktury z 2002 r., garaż służy do przechowywania samochodów osobowych. Nie zapasowych opon, skrzynek z narzędziami ani rowerów.

Przemawiają za tym kwestie bezpieczeństwa. Stare meble, opony, lakiery czy farby, które często są przechowywane w garażach, są łatwopalne. W zamkniętym pomieszczeniu, przez które przewija się dużo osób, wcale nietrudno o zaprószenie ognia.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP