Yoko Ono pokonała polskiego producenta lemoniad. To koniec katowickiego Johna Lemona

Od listopada znikną ze sklepowych półek, lad pubów i restauracji buteleczki z popularnym napojem John Lemon. Polska firma z Katowic musiała ustąpić wdowie po słynnym muzyku i zrezygnować z pierwszego członu nazwy. Jej właściciel twierdzi, że nigdy nie chciał podszywać się pod artystę. Powód? Jego klienci go nie znają.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jesienią zniknie nazwa John Lemon z popularnych napojów polskiego producenta.
Jesienią zniknie nazwa John Lemon z popularnych napojów polskiego producenta. (Facebook.com)

Upadek Johna Lemona opisał "Dziennik Zachodni", a z jego relacji wynika, że producenci z Katowic otarli się o proces, gdyż nazwą swoich napojów mieli rzekomo nawiązywać do imienia i nazwiska kultowego muzyka.

To natomiast, zdaniem prawników wdowy po Johnie Lennonie, narusza zarówno znak towarowy "John Lennon", jak i dobra osobiste zmarłego artysty. Jak zaznacza "Dziennik Zachodni", znak "John Lennon" już dawno został zastrzeżony w USA.

Co ciekawe, Robertowi Orszulakowi i Danielowi Hozumbkowi, właścicielom marki z Katowic, udało się zastrzec swoją nazwę w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej. Zrobili to w 2014 roku, czyli właściwie dwa lata wcześniej niż Yoko Ono rozpoczęła procedurę zastrzegania znaku towarowego "John Lennon" w Europie.

Polskie marki rosną w siłę:

To jednak nie pomogło. Ostatecznie Polacy zdecydowali się pójść na ugodę z Yoko Ono, reprezentowaną przez słynnego prawnika Jorisa van Manena. Zgodnie z treścią porozumienia z żoną artysty, od listopada nazwa John Lemon nie może pojawiać się na napojach katowickiej firmy.

Jak pisze dziennik, polska spółka nie jest jedyną, która weszła w spór z wdową po Lennonie. Z Yoko Ono przegrał m.in. potężny koncern Heineken, który w 2010 roku wprowadził na rynek piwo John Lemon.

Jak udało się ustalić Wirtualnej Polsce, nowa nazwa produktu nie będzie zancznie się różnić od tej obecnej. Firma z Katowic zabierze z niej literki "J" oraz "H", czyli zostanie po prostu On Lemon. Przez pewien czas będą obowiązywać też dwie etykiety, bo pod starą będzie kryć się już nowa na jednej butelce. Wszystko po to, by nie stracić klientów.

- Zmieniamy tylko pierwszy człon imienia, "nazwisko" zostaje. Nigdy nie chcieliśmy się podszywać pod artystę - mówi WP Robert Orszulak.

Skan ugody/Dzięki uprzejmości Roberta Orszulaka
Podziel się

Jak twierdzi, dla jego grupy docelowej - osób w wieku 20-30 lat - postać Johna Lennona nie jest specjalnie znana.

- Robiliśmy nawet badania i nasi klienci go niby kojarzyli z nazwiska, ale nie specjalnie byli w stanie wymienić nawet jedną jego piosenkę - przekonuje właściciel firmy.

Sam spór z Yoko Ono uważa za absurdalny. Orszulak twierdzi, że rozumie chęć ochrony dobrego imienia dawnej legendy, ale cały proces miał być stricte związany z odszkodowaniem.

- Ona i jej prawnicy myśleli, że mają do czynienia z dużą firmą. Że dostaną od nas jak nie setki, to miliony euro odszkodowania. Nie zgodziliśmy się na to. Zagroziliśmy, że po prostu ogłosimy bankructwo i nic nie zobaczą - opisuje w rozmowie z WP Orszulak.

Jak dodaje, ostatecznie jednak jego firma zobowiązała się do zapłacanie pewnej kwoty. Głównie jednak pokryła ona koszty związane z opłaceniem prawnika Yoko Ono, który za godzinę miał brać 600 euro. Orszulak zdradza, że w sumie kwota ugody to kilkadziesiąt tysięcy euro.

Polub WP Finanse