Qaqwqwrqw

8 godzin przy ulicy. Rozładunek mięsa z Polski w Wiedniu

W sieci pojawiły się zdjęcia obrazujące, w jaki sposób rozładowuje się mięso, które przyjechało z Polski. Jeden z internautów w centrum Wiednia natknął się na polską ciężarówkę z mięsem. "A później nagonka, że mięso z Polski jest złe".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Na ulicy, przy krawężniku". Rozładunek mięsa z Polski w Wiedniu.
"Na ulicy, przy krawężniku". Rozładunek mięsa z Polski w Wiedniu. (Facebook.com)
Qaqwqwrqw

O mięsie z polskich ubojni zrobiło się głośno - nie tylko w naszym kraju - po tym, jak dziennikarze "Superwizjera" ujawnili, że w jednej z ubojni na Mazowszu pod osłoną nocy, bez obecności weterynarza zabija się i przerabia na mięso chore lub wręcz padłe krowy. Takie praktyki mają być domeną nie tylko tej jednej ubojni.

Czytaj także: Mięso chorych krów mogło trafić do kebabów

Teraz internauta zwraca uwagę na inny wątek - rozładunek mięsa, które z Polski trafia za granicę. Jeden z internautów opublikował na swoim profilu w mediach społecznościowych zdjęcia z centrum Wiednia. Jak twierdzi, mięso z Polski było rozładowywane przez 8 godzin, do tego odbywało się to tuż przy ulicy. "Tak wygląda rozładunek świeżego mięsa w centrum Wiednia. Na ulicy, przy krawężniku. A później nagonka, że mięso z Polski złe" - napisał. Internauta zwraca w ten sposób uwagę, że w wielu krajach informacje o polskich poroblemach były ochoczo podchwytywane, a nikt nie sprawdza własnego podwórka.

Qaqwqwrqw
Facebook.com
Podziel się

Już po publikacji materiału z Wirtualną Polską skontaktował się przedstawiciel firmy, która odpowiadała za transport. Podkreśla, że ten element był przeprowadzony w standardowy sposób - chłodnia była wyczyszczona, do tego zabezpieczona folią oraz miała odpowiednią temperaturę do przewożenia mięsa. Problemem był jedynie rozładunek - za który odpowiada już odbiorca. Zdaniem przedstawiciela firmy transportowej, to odbiorca powinien zadbać o odpowiednie miejsce i czas całego procesu.

Zobacz też: Komisja Europejska kontroluje polskie ubojnie

Qaqwqwrqw

Po wybuchu afery mięsnej od wtorku na głównych drogach na granicy Polski i Czech prowadzone są kontrole weterynaryjne. Jak informuję czeskie władze, w akcji obok weterynarzy biorą też udział policjanci, celnicy i pracownicy nadzoru sanitarnego. Weterynarze zbadają pobrane podczas kontroli próbki mięsa. Tak, by ustalić, czy nie pochodzi od zwierzęcia leczonego antybiotykami lub zarażonego salmonellą.

Czytaj także: Mięso z chorych krów. Branża może stracić nawet 600 mln zł

- Zadaniem policji jest wytypowanie miejsc kontroli, zatrzymywanie pojazdów, kontrola dokumentów kierowców i temu podobne - powiedział agencji CTK Jan Ciżkovsky, rzecznik krajowej komendy policji w Hradcu Kralove.

Z kolei portugalskie Ministerstwo Rolnictwa poinformowało, że przejęło 99 kg mięsa wołowego sprowadzonego z Polski, które pochodziło z ubojni w Polsce, gdzie dochodziło do procederu uboju krów bez nadzoru lekarza weterynarii. Wołowina trafi do utylizacji.

Qaqwqwrqw

Czytaj również: Chore krowy w ubojniach. Ekspert: "Konieczne zmiany w prawie"

Rzeczniczka Komisji Europejskiej w piątek poinformowała, że mięso z nielegalnego uboju krów w rzeźni w Polsce trafiło do 14 krajów UE. Oprócz Polski są to: Czechy, Estonia, Finlandia, Francja, Węgry, Litwa, Łotwa, Portugalia, Rumunia, Hiszpania, Szwecja, Niemcy i Słowacja. W poniedziałek inspektorzy KE rozpoczęli w Polsce badanie sprawy nielegalnego uboju krów. Będą w naszym kraju do piątku, a w ciągu miesiąca powinien powstać raport KE w tej sprawie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw