Będzie regulator cen wody. Przyda się, bo w ciągu dekady mieliśmy gigantyczne podwyżki

Chcemy wprowadzić regulatora cen wody, żeby nie było pretekstu do podwyżek. Nie ma bowiem do tego podstaw - zapowiedział w środę szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk. Najwyższy czas, bo przez ostatnie lata wodociągi bardzo chętnie windowały ceny i dobrze na tym zarabiały. O lawinowym wzroście cen alarmowała nawet Najwyższa Izba Kontroli.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Nie ma podstaw do podnoszenia cen wody - przekonuje Henryk Kowalczyk. I zapowiada powołanie regulatora cen.
Nie ma podstaw do podnoszenia cen wody - przekonuje Henryk Kowalczyk. I zapowiada powołanie regulatora cen. (WP.PL)

W ciągu ośmiu lat ceny za dostarczanie wody i odprowadzanie ścieków wzrosły o ponad 60 proc., co istotnie odbiegało od poziomu inflacji w Polsce - alarmowała w ubiegłym roku NIK, która wzięła pod lupę pięć dużych wodociągów w Krakowie, Szczecinie, Wrocławiu, Lublinie, Poznaniu, a także wodociągi ze Szczecinka.

W 2008 roku średnia cena usług wodociągowo-kanalizacyjnych wynosiła 5,79 złotego brutto za metr sześcienny wody. Inflacja sięgała wtedy 4,2 procenta rocznie. Z roku na rok inflacja była coraz mniejsza (a w 2015 roku była ona nawet ujemna), tymczasem średnia cena wody wynosiła w 2015 roku aż 9,52 złotego brutto za metr sześcienny. To wzrost o prawie cztery złote. W 2016 i 2017 roku, według naszych szacunków, ceny wzrosły o kolejne kilka-kilkanaście procent.

nik.gov.pl
Podziel się

"W latach 2011-2016 ceny usług wodociągowo-kanalizacyjnych w pięciu objętych kontrolą dużych przedsiębiorstwach wzrosły od 18 proc. do 42 proc. Biorąc pod uwagę siłę nabywczą waluty, w Polsce ceny za dostarczenie wody i odprowadzenie ścieków należą do najwyższych w UE" - alarmowała NIK.

I zaznaczała, ż dużo drożej za wodę płacić już nie możemy, bo to wynika z traktatu akcesyjnego do UE i wynikającej z niego zasady dostepności do usług. Według niej cena za wodę i odprowadzanie ścieków, jaką płaci gospodarstwo domowe, nie może przekraczać 3 procent jego dochodów netto, a do tej granicy się zbliżamy.

NIK odkrył też przypadki, w których projekty uchwał taryfowych przedkładane radom miast przez prezydentów były w całości pisane przez wodociągi. Czasem też tak przygotowane projekty w ogóle nie były przez radnych dyskutowane, a z marszu uchwalane. Miasta godziły się więc na stawki wodociągów nawet bez podejmowania prób ich obniżenia. Efektem są wielomilionowe zyski, jakie osiągały przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne. Na przykład w latach 2013-2014 pięć skontrolowanych przedsiębiorstw z zarobionych pieniędzy mogło odłożyć aż 249 mln zł.

"Sprawiedliwe sądy". Premier zapowiada dogłębną reformę sądownictwa

To wszystko sprawiło, że już rok temu NIK postulowała, że przydałby się ktoś, kto będzie czuwał nad ustalaniem maksymalnych stawek za wodę, jakie będzie można pobierać.

Wkrótce taki regulator się pojawi. Jak potwierdził we wtorek Kowalczyk, zacznie on działalność w 2018 roku. - Ustawa o regulatorze cen wody jest przygotowywana dlatego, że samorządy pod pretekstem zmiany Prawa wodnego próbują podnosić ceny wody - mówił szef Komitetu Stałego.

O planach powołania regulatora Kowalczyk mówił też w lipcu tego roku, kiedy to uchwalane było kontrowersyjne prawo wodne. Jak zapowiadał, dzięki temu ceny nie pójdą w górę, a w niektórych przypadkach nawet spadną.

Obecnie, jak przypomniał Kowalczyk, maksymalna cena wody dopuszczalna przez ustawę to "4,23 zł za m sześc., a my w nowym projekcie mówimy - nie więcej niż 70 groszy za m sześc.". Zaznaczył, że "o konkretnej opłacie decyduje rozporządzenie", a obecnie ta opłata wynosi 11,5 grosza na m sześc. i jest w tej samej wysokości "projektowana na rok 2018".

Kowalczyk przypomniał, że "w Warszawie wodociągi miały zysk ponad 300 mln zł, czyli można powiedzieć, że każdy mieszkaniec Warszawy zapłacił rocznie 200 zł rocznie z powodu zysku". Powiedział, że rząd "tym zyskom się przyjrzy".