Kontrole kierowców co kilka dni. Chcą wykorzystać rządowy system

- Gdyby to zależało ode mnie, moglibyśmy to robić nawet co godzinę - mówi o weryfikowaniu kierowców Paweł Kuncicki, general manager Bolta na Polskę. Popularna platforma do zamawiania przejazdów chce w tym roku wejść do kilkunastu nowych miast w kraju.

Bolt usunął z platformy ponad 8 tys. kierowców
Bolt usunął z platformy ponad 8 tys. kierowców
Źródło zdjęć: © Adobe Stock

Adam Sieńko, WP Finanse: Bolt działa w Polsce od ośmiu lat. Jesteście zadowoleni z efektów walki o polski rynek?

Paweł Kuncicki, Bolt: Zdecydowanie tak. Widać to po krokach, które aktualnie podejmujemy. W zeszłym roku zaczęliśmy ekspansję do mniejszych miast, czego wcześniej nie robiliśmy ani my, ani nasza konkurencja.

Czeka tam niezagospodarowany rynek, bo w takich miejscowościach mieszkańcy często nie mają do dyspozycji ani jednej aplikacji do przewozu osób.

Może po prostu ich nie potrzebują? Odległości do pokonania są małe, dłuższe trasy obsługuje komunikacja publiczna.

Nasze obserwacje pokazują co innego. W Lubinie transport publiczny jest darmowy. Mimo to, nasza aplikacja jest tam popularna. W mniejszych miastach odległości się skracają, ale średni dystans to wciąż 3-4 km. Dużo jak na spacer.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Byliśmy w pierwszej Biedronce na Słowacji. Tak jest w środku [WIDEO]

I jakie są wnioski z takich obserwacji?

W zeszłym roku zaczęliśmy działać w ponad 40 miastach. To dowód na to, że rośniemy i się rozwijamy, bo potrzeby komunikacyjne są bardzo duże - zwłaszcza, jeśli myślimy o ograniczaniu korzystania z prywatnego samochodu. Przejazd taksówką może być rozwiązaniem np. na pierwszą lub ostatnią milę, tj. przykładowo dojazd pomiędzy domem a stacją kolejową lub przystankiem autobusowym.

Brzmi dobrze, ale pamiętam hasła sprzed kilku lat o detronizacji Ubera. Co się stało z tymi planami?

Jesteśmy dziś wiodącymi platformami w Polsce. Ale nie patrzymy na polski rynek już wyłącznie przez pryzmat rywalizacji z Uberem. Konkurujemy dzisiaj z wieloma aplikacjami. Dlatego naszą staramy się rozwijać tak, by oferować kompleksowe rozwiązania transportu multimodalnego, a podróżujący po mieście mogli dobrać odpowiedni środek transportu wobec planowanego dystansu.

W ciągu ostatnich ośmiu lat w branży taksówkowej nie tylko to się zmieniło. Pojawił się lex Uber, obowiązek posiadania polskich praw jazdy...

Wspomniałbym jeszcze o innym bardzo dużym szoku dla branży. W połowie 2023 r. pojawiła się obowiązkowa weryfikacja kierowców w trybie osobistego stawiennictwa. Do tamtego momentu branża działała wyłącznie w formie cyfrowej. Kierowcy przesyłali nam dokumenty online. To musiało ulec zmianie. Kierowcy musieli mieć punkty, do których mogą przyjść i dokonać weryfikacji. Logistycznie było to dla nas bardzo dużym wyzwaniem.

Jednocześnie, poszerzony został zakres wymaganych dokumentów, ale my jednak te dodatkowe obostrzenia wprowadziliśmy już na początku 2023 r., rok przed resztą rynku. Musieliśmy wtedy zakończyć współpracę z ośmioma tysiącami kierowców.

Potem przyszło kolejne, bo ustawodawca nakazał zweryfikowanie kierowców pod kątem posiadania polskiego prawa jazdy.

Tak i od pierwszego dnia obowiązywania nowej regulacji zablokowaliśmy kierowców, którzy nie dostarczyli tego dokumentu na czas. To był spory szok.

Paweł Kuncicki, general manager Bolta na Polskę
Paweł Kuncicki, general manager Bolta na Polskę© Bolt | mat. pras.

Ilu ich było?

Powiedzmy, że była to dość istotna część całego rynku. Choć były miasta, w których wpływ tych zmian nie był aż tak widoczny. Pomógł też okres wakacyjny. W skali całego kraju wypadło nam wtedy 15 proc. kierowców, w Warszawie nawet około 25 proc.

Odczuwacie to nadal?

Nie. Najtrudniejsze okazały się pierwsze trzy miesiące. Ceny poszły wtedy w górę, czas oczekiwania wzrósł średnio z 4 minut o 50 proc.

2 minuty więcej? To nie jest tak wiele.

Trzeba pamiętać, że mówimy o średniej. Dla niektórych oznaczało to konieczność czekania ponad 10 minut na taksówkę.

Co stało się dalej?

Duża część kierowców, bo około 40 proc., zaczęła sama wracać po wyrobieniu dokumentów. Niestety jeszcze większa część wypadła z rynku i nigdy już nie wróciła. Do liczby kierowców sprzed regulacji udało nam się wrócić pół roku później. Takie regulacje są jednak problematyczne, bo mogą skutecznie zniechęcać kierowców, a tych niestety nadal brakuje w całej branży, nie tylko przewozów.

Warszawska policja skontrolowała w tamtym roku 2000 taksówkarzy. Efekty? 54 nie miało prawo jazdy, 213 wypisu z licencji, 25 miało fałszywe prawo jazdy, 19 było poszukiwanych. Wiem, że w skali całego miasta to nie są porażające liczby, ale mówimy o konkretnych pasażerach, którzy wsiadają do konkretnych taksówek. I nie mają pewności, czy nie trafią akurat na przestępcę.

Warto pamiętać, że te liczby dotyczą całej branży.

To prawda, ale jesteście jej częścią.

W tym momencie, po wejściu wymogu posiadania polskiego prawa jazdy, każdy taki dokument weryfikujemy w CEPIK-u. Sytuacja, że ktoś jeździ z fałszywym prawem jazdy już nie istnieje.

Ale zamierzamy pójść dalej.

O czym mowa?

Jesteśmy na etapie rozmów z Ministerstwem Cyfryzacji. Chcemy móc na bieżąco sprawdzać, czy kierowca nie stracił prawa jazdy.

Mówimy o systemie, o którym mówił niedawno Rafał Brzoska, chwaląc się, że z miejsca zablokował sześciu kurierów bez "prawka"?

Tak, wysyłamy zapytanie do państwowego systemu, dostajemy zwrotkę i od razu wiemy, czy kierowca ma ważne uprawienia.

Czyli trzeba codziennie pytać o tysiące osób?

Można to robić z dowolną częstotliwością. W tej chwili, po dołączeniu kierowcy do platformy, możemy wyrywkowo weryfikować kierowców w CEPIK-u, ale to będzie kolejny duży krok w kierunku uszczelniania naszej bazy. Zresztą już jest lepiej. Widzimy to nawet po zgłoszeniach otrzymywanych od pasażerów.

W jaki sposób?

W momencie wprowadzenia przez nas weryfikacji tożsamości taksówkarzy poprzez selfie robione w czasie rzeczywistym, drastycznie spadła liczba zgłoszeń o tym, że pojazd prowadzi inna osoba, niż przypisana do konta kierowcy.

Ale to się wciąż zdarza?

Naprawdę sporadycznie.

Może pan zadeklarować, że w tym roku 100 proc. kierowców Bolta jest zweryfikowanych przez firmę i jeździ, mając pełne uprawnienia? Że kontrole nic nie wykażą?

Mam 100 proc. pewność, że każdy, kto dołącza do nas ma uprawnienia w chwili, gdy zaczyna jeździć dla Bolta.

Natomiast wciąż jest możliwość, że kierowca, po weryfikacji przez nas w momencie dołączenia do platformy, straci prawo jazdy.

Z jaką częstotliwością Bolt zamierza sprawdzać uprawnienia kierowców?

Z taką, która będzie technologicznie możliwa.

Czyli raz dziennie czy bardziej raz do roku?

Gdyby to zależało ode mnie, moglibyśmy to robić nawet co godzinę, ale system ma swoje ograniczenia i nie przyjmie od nas takiej liczby zapytań. Realnie mówimy prawdopodobnie o kontroli raz na kilka dni.

A tych kierowców będzie więcej? Widzicie jakiś sufit na polskim rynku?

Trudno spekulować. W zeszłym roku liczba przejazdów wzrosła o ponad 15 proc. I to mimo ograniczeń w podaży, wynikających z nowych regulacji. Rośnie nam m.in kategoria Premium i Comfort.

Przepraszam za szczerość, ale Bolt kojarzy mi się przede wszystkim z "taniochą". Rośnie nowa grupa klientów nastawionych na jakość?

Nigdy nie ograniczaliśmy się do jednej grupy klientów. Chcemy po prostu pomagać mieszkańcom poruszać się po mieście. Ci sami użytkownicy, którzy jednego dnia zamawiają przejazd samochodem, innego korzystają z naszej hulajnogi. To wbrew pozorom ta sama grupa klientów.

Hulajnogi miały być elementem zwrotu w kierunku elektromobilności. Taką, jaką Bolt obiecywał po przemianowaniu z Taxify.

Zmiany się dokonują. Mamy kategorię Comfort Electric. Mieliśmy też programy, w których zachęcaliśmy do korzystania z samochodów elektrycznych.

W Warszawie na ulicach tej elektrycznej rewolucji poza hulajnogami nie widać.

Działamy na skalę, na jaką jest to realistyczne. Mamy świadomość ograniczeń infrastrukturalnych i podążamy za tym, co dzieje się na rynku.

To jak wygląda stan gry?

W najbliższym czasie elektryki mają stanowić 3 proc. naszej floty. To odzwierciedla w pewnym sensie zapotrzebowanie, które mamy na taką formę przejazdów.

Zdaję sobie sprawę, że to niewielka część. Z drugiej strony widać jednak, że zwyczaje konsumentów się zmieniają. Zaobserwowaliśmy na przykład grupę klientów, która zamawia przejazdy wyłącznie w kategorii "Green" (obsługuje tylko samochody hybrydowe), nawet jeżeli wiąże się to z nieco dłuższym czasem oczekiwania na taksówkę. Wspieramy takie trendy.

To istotna grupa klientów?

Rosnąca, ale na razie daleko jej do większości pasażerów.

Czyli jeżeli nie do większej elektromobilności, to do czego Bolt będzie dążył w tym roku?

Skupiamy się na wchodzeniu do nowych miast. W tym roku zaplanowaliśmy kilkanaście debiutów, naszym najbliższym celem jest równe 100 miejscowości. To zmiana, którą klienci Bolta z pewnością odczują.

 Rozmawiał Adam Sieńko, dziennikarz WP Finanse i money.pl

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (17)