Trwa ładowanie...
dylsh38

Dopłaty do czynszu. To ratunek przed utratą dachu nad głową, ale rynku nie rozruszają

Projekt minister Emilewicz zakładający nawet 1500 zł dopłaty do czynszu to pomoc dla najemców i właścicieli mieszkań. Ale program ministerstwa nie pobudzi budownictwa, bo przeznaczono na niego zbyt mało pieniędzy – uważają eksperci rynku nieruchomości. Chyba że Polska pójdzie drogą Nowej Zelandii.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dopłaty do mieszkań mają sięgać 1,5 tys. zł
Dopłaty do mieszkań mają sięgać 1,5 tys. zł (Mateusz Madejski)
dylsh38

- Na razie rząd zaproponował pakiet dla rynku najmu i w sumie dobrze, bo ten rynek działa szybciej niż rynek transakcji kupna-sprzedaży. Czekamy wciąż jednak też na rozwiązania dla tego segmentu rynku – pisze dla WP Finanse Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

Obecnie na wspieranie sytuacji mieszkaniowej Polaków wydawane jest z budżetu ok. 0,5 mld złotych rocznie. Część przeznaczona jest na dofinansowanie budowy mieszkań o umiarkowanych czynszach czy remontów istniejącego zasobu. Zdaniem Turka to bez wątpienia dobrze, ale ten program przyniesie efekty dopiero za dłuższy czas. W większym stopniu prorozwojowo działać może natomiast wsparcie dla rynku transakcji kupna-sprzedaży. Pakiet dla tego segmentu ma zostać przedstawiony później.

Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem

- Pomoc adresowana do osób, które faktycznie jej potrzebują, to zawsze dobry pomysł. Jeśli mówimy o dofinansowaniu dla osób spełniających konkretne kryteria, to powinno udać się wykluczyć tych, którzy mieszkają w dużych mieszkaniach lub dużo zarabiają i powinni sobie sami poradzić. Dobrze, że dofinansowanie rozszerzono o osoby wynajmujące nieruchomość "na rynku", bo i tacy mogą zostać dotknięci skutkami pandemii. Dobrą wiadomością jest także działanie wsteczne. Choć środki mają być wypłacane od lipca, to będą obejmować okres od początku kwietnia – mówi z kolei Marcin Krasoń, ekspert obido.pl.

dylsh38

Dodaje, że na razie nie widać w tym jakichś większych luk/haczyków. Miejmy nadzieję, że gminy sumiennie wywiążą się z kontroli kryteriów i pieniądze faktycznie trafią do potrzebujących. Należy jednak pamiętać, że na razie mówimy o pomysłach czy też projektach. Każda ocena jest więc swego rodzaju gdybaniem.

Dopłaty do czynszów, zaproponowane przez resort Jadwigi Emilewicz, miałyby wynosić nawet 1500 złotych miesięcznie przez pół roku.

- Rozwiązanie o tyle dobre, że pozwoli ograniczyć problemy najemców, którzy stają przed zagrożeniem utraty dachu nad głową. To oznacza też ograniczenie problemów właścicieli mieszkań, którzy w przypadku utraty płynności przez najemców straciliby też przynajmniej okresowo źródło przychodów. W efekcie jest to program wspierający rynek najmu - zarówno najemców i właścicieli. Trzeba przy tym mieć świadomość, że dopłaty oznaczają, że mniej prawdopodobne będą spadki czynszów – twierdzi Bartosz Turek.

dylsh38

Ekspert znajduje też łyżkę dziegciu: problem jest założenie, że wniosek na tym etapie trzeba złożyć w formie fizycznej, a nie elektronicznej. Nawet jeśli program wystartuje w lipcu, to i tak wiele gmin najpewniej nie zdąży wdrożyć procedury elektronicznej.

Budownictwa to nie pobudzi

Ekspert zauważa jeszcze jeden problem, którego program nie rozwiązuje.

- Powinniśmy podchodzić z rezerwą do zapewnień o progospodarczym charakterze programu. Pamiętajmy, że opiewa on na 0,5 mld złotych rocznie. Jest to kwota odpowiadająca wartości 1-2 tysięcy mieszkań w Polsce. Przeliczając wspominaną kwotę na dopłaty, mówimy o rozwiązaniu, z którego skorzystać może trochę ponad 44 tysięcy osób otrzymujących po 1,5 tys. zł miesięcznie przez pół roku – mówi Bartosz Turek.

dylsh38

Dodaje, że nawet biorąc pod uwagę to, że nie każdy beneficjent otrzyma maksymalną dopłatę, to mówimy o potencjale 5-10 proc. najemców na zasadach rynkowych, a przecież tych jest znacznie mniej niż najemców od gmin i TBS-ów. Jest to raczej działanie, które ma chwilowo ustabilizować sytuację na rynku najmu.

Bartosz Turek wspomina też o pewnym ciekawym rozwiązaniu, które zaproponowała Nowa Zelandia. Chodzi o zastąpienie wymagań dotyczących wkładu własnego państwową gwarancją.

- To mogłoby wyraźnie ułatwić młodym osobom zakup pierwszego własnego mieszkania. Szczególnie dla młodych wymaganie wyższego wkładu własnego to realna bariera w drodze do własności. Plusem takiego programu jest poważna stymulacja gospodarki (złotówka zaangażowana w budowę mieszkań generuje 3-5 złotych popytu na różne towary i usługi). Do tego system państwowych gwarancji jest relatywnie tani – znacznie tańszy niż "Rodzina na swoim", "Mieszkanie dla młodych" czy nawet zaproponowany przez rząd program rozszerzonych dodatków mieszkaniowych – mówi analityk HRI.

Wylicza, że w efekcie 400 milionów złotych mogłoby wystarczyć na wsparcie nawet co najmniej 70-80 tysięcy osób chcących kupić pierwsze mieszkanie (przy założeniu średniej ceny na poziomie 350 tys. złotych).

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

dylsh38

Podziel się opinią

Share
dylsh38
dylsh38