Doradcy emerytalni ZUS mają pełne ręce roboty. Rafalska o zainteresowaniu Polaków przyszłą emeryturą

Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska oceniła w piątek w Olsztynie, że duża liczba osób, które odwiedzają obecnie doradców emerytalnych w oddziałach ZUS, świadczy o tym, jak bardzo potrzebna była taka usługa.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Doradcy emerytalni ZUS mają pełne ręce roboty. Rafalska o zainteresowaniu Polaków przyszłą emeryturą
(East News)

Zaznaczyła, że wszystkie przewidywania, ile uprawnionych osób skorzysta z przejścia na emeryturę, oparte są o szacunki. Według minister trudno też ocenić, czy z usług doradców korzystają tylko osoby tuż przed podjęciem decyzji emerytalnej. Jej zdaniem liczba tych, którzy skorzystają z usług doradców emerytalnych, przekroczy liczbę osób, które faktycznie zdecydują się przejść na emeryturę.

Polacy poszli po wyliczenia

Szefowa MRPiPS była proszona przez dziennikarzy o skomentowanie artykułu w "Rzeczpospolitej", według którego wbrew przewidywaniom rządu setki tysięcy osób od razu skorzystają z obniżonego wieku emerytalnego. Takie deklaracje mają składać przyszli emeryci doradcom ZUS. Według gazety od początku lipca doradców odwiedziło przeszło 240 tys. osób, z czego 160 tys. poprosiło o wyliczenie świadczenia, jakie będzie im przysługiwało po obniżeniu wieku emerytalnego od 1 października 2017 r.

Zobacz też: Waloryzacja rent i emerytur w 2018 r. Będą podwyżki świadczeń

Rafalska podkreśliła, że dodatkowe uprawnienia do przejścia na emeryturę ma 331 tys. osób. - To bardzo dobrze o wszystkich osobach świadczy, że korzystają z usług doradcy emerytalnego. Proszą o wyliczenie swojego świadczenia, ewentualnie prognozy, jaka byłaby wysokość świadczenia, gdyby pracowali dłużej. Natomiast wszystkie decyzje są indywidualnymi decyzjami osób, które interesują się swoim przyszłym świadczeniem. Ile osób skorzysta, dowiemy się też po 1 października - powiedziała.

Minister przypomniała, że do tej pory - przy wydłużonym wieku emerytalnym - 17 proc. nie korzystało z tej możliwości i pozostawało dłużej na rynku pracy. - W takiej sytuacji, kiedy rosną wynagrodzenia, w której pracownik jest lepiej ceniony przez pracodawcę, który jest zachęcany do pozostawiania na rynku pracy, może być dodatkowo zmotywowany do pozostania na rynku pracy - oceniła.

Każdy kolejny rok pracy to wyższa emerytura

Rafalska podkreślała, że emerytura "to prawo, nie obowiązek". Przypominała, że każdy przepracowany rok, to wzrost świadczenia o 8 proc., i - jak zauważyła - "konia z rzędem komuś, kto wskaże wyższe oprocentowanie w banku". Jej zdaniem coraz bardziej powszechna jest też wiedza, że opłaca się pójść na emeryturę po rewaloryzacji czerwcowej. Jak tłumaczyła, "ci, którzy będą mogli przejść w październiku czy styczniu, jeżeli przeczekają do czerwca następnego roku, będą mieli korzystniejsze to świadczenie".

Jak oceniła, trudno zakładać, że jeżeli do tej pory 17 proc. nie korzystało z przejścia na emeryturę po osiągnięciu wieku emerytalnego, liczba tych osób spadnie. - Raczej liczba tych osób się zwiększy - mówiła.

Szefowa MRPiPS mówiła, że cieszy się z tego, że ZUS przedstawił "bardzo trafioną propozycję usługi", która trafiła do przyszłych emerytów, a czasami osób, które znacznie wcześniej zaczynają się interesować swoim przyszłym świadczeniem.

- W tej chwili nie mamy takich danych, chociaż ZUS nimi dysponuje, czy to są 55-latkowie, czy są to osoby tuż przed podjęciem decyzji emerytalnej. Liczba obsłużonych osób pokazuje, jak olbrzymie jest zainteresowanie, a przed nami jeszcze kawałek sierpnia i cały wrzesień - powiedziała.

Według niej na pewno liczba tych, którzy skorzystają z usług doradców emerytalnych, przekroczy liczbę osób uprawnionych do tego świadczenia.

Polub WP Finanse