Trwa ładowanie...

Emerytury nie wzrosną przez najbliższe 30 lat!

Żadna reforma systemu emerytalnego nie zmieni zasadniczo sytuacji
przyszłych emerytów. Obecni trzydziestolatkowie będą mieli świadczenia
takie jak obecnie ich ojcowie. Jedynie głębokie zmiany strukturalne w
całej gospodarce mogą poprawić sytuację.

Share
Emerytury nie wzrosną przez najbliższe 30 lat!
Źródło: Jupiterimages
d3h4f6o

Żadna reforma systemu emerytalnego nie zmieni sytuacji przyszłych emerytów. Obecni trzydziestolatkowie będą mieli świadczenia takie, jak mają ich ojcowie. Jedynie głębokie zmiany strukturalne w gospodarce mogą poprawić sytuację seniorów w przyszłości.

Dotychczasowe działania rządów od przygotowania reformy emerytalnej w 1998 roku miały na celu jedynie przeciwdziałanie załamaniu się systemu i jego niewypłacalności. W najlepszym razie chodziło o utrzymanie dotychczasowego poziomu świadczeń, a nie poprawienie sytuacji przyszłych emerytów.

Twórcy reformy już na etapie kreślenia jej zrębów zdawali sobie sprawę, że w naszych warunkach ekonomicznych i demograficznych nie są w stanie zagwarantować Polakom wyższych emerytur. Dlatego zwracali uwagę, że aby otrzymać względnie satysfakcjonujące świadczenie, niezbędne będzie dodatkowe oszczędzanie na własną rękę.

d3h4f6o

- Młodzi ludzie wchodzący dopiero na rynek pracy powinni pomyśleć o odkładaniu środków na czas poprodukcyjny. Tylko to zapewni im odpowiedniej wysokości emeryturę. Obecny system jest w stanie zagwarantować jedynie pewne minimum - mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak, współautorka reformy emerytalnej i była wiceminister pracy.

Raj obiecany

Niestety znacznie większą siłę przebicia mieli politycy, obiecujący Polakom bogatą i dostatnią jesień życia. Założenia rządzących opierały się albo na wydumanych przesłankach, albo na niezwykle optymistycznych założeniach makroekonomicznych. Windowali prognozę stopy zwrotu znacznie powyżej możliwości naszego rynku finansowego, a wzrost wynagrodzeń zdecydowanie ponad możliwości potencjału naszej gospodarki.

Jak wykazuje raport Instytutu Badań Strukturalnych, nawet ekipa Donalda Tuska przy ostatnich zmianach w systemie emerytalnym nie zdołała oprzeć się pokusie i podparła się zbyt optymistycznymi założeniami.

- Rząd założył wyższy od analizy IBS realny wzrost PKB, bardziej optymistyczne założenia co do stopy zwrotu z rynku kapitałowego oraz rzeczywiste przeprowadzenie reform rynku pracy - wylicza Piotr Lewandowski. Tymczasem już w momencie publikacji założeń rządowych było wiadomo, że część reform w 2011 roku nie zostanie przeprowadzona.

d3h4f6o

Według rządu zmiany, które przeprowadził, mają skutkować wzrostem świadczeń. Z obliczeń IBS wynika, że różnica będzie ledwie zauważalna. Jak przekonują analitycy, chodzi o kwoty rzędu kilkudziesięciu złotych na świadczeniu. Jeszcze gorzej widzą to eksperci z fundacji FOR, których zdaniem przyszli świadczeniobiorcy na przeprowadzonych zmianach najprawdopodobniej stracą.

- Ponaddziesięcioletnia perspektywa OFE pokazuje, że inwestycje w akcje pozwalają na podniesienie wysokości przyszłych emerytur. Ograniczenie wysokości składek do OFE spowoduje w dłuższej perspektywie, że stopa zastąpienia emerytur będzie niższa - ocenia Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR.

Średniorocznie OFE w tym czasie wypracowywały ok. 2 proc. wyższą stopę zwrotu niż składki w ZUS. Ta relacja jednak zmienia się znacząco na niekorzyść funduszy, gdy weźmiemy pod uwagę spadki ostatnich trzech lat. Dlatego większość ekspertów wskazuje, że w długiej perspektywie zarówno stopa zwrotu z OFE, jak i z ZUS będą miały zbliżoną wartość.

Choć zmiana ta wpływa na stabilność systemu emerytalnego, zwłaszcza w czasie braku koniunktury, to w perspektywie 40 lat nie powinno wpłynąć na wysokość emerytur. Te będą niskie, tak jak teraz. Co więcej, ich siła nabywcza będzie podobna do obecnych świadczeń.

d3h4f6o

Demografia
Głównym powodem obecnych problemów z systemem emerytalnym są niekorzystne tendencje demograficzne. Społeczeństwo się starzeje. Coraz ciężej utrzymać rosnącą rzeszę osób w wieku poprodukcyjnym. Jednocześnie trudno odejść od systemu repartycyjnego, który na bieżąco pokrywa potrzeby emerytów ze składek pracujących. Tymczasem taki mechanizm nie jest w stanie utrzymać się przy systematycznym spadkiem aktywnych zawodowo. Dlatego konieczne jest znalezienie źródła finansowania rosnącej grupy emerytów. Dla znajdujących się w kryzysie państwach europejskich często jedynym wyjściem jest obniżka emerytur. W Polsce przyjęto rozwiązanie obniżania stopy zastąpienia, co wraz ze wzrostem wynagrodzeń powinno utrzymać rzeczywistą wartość emerytur na stałym poziomie. Przynajmniej w najbliższej perspektywie.

Magiczna stopa zastąpienia

Obecnie wypłacane świadczenia wynoszą zgodnie z wyliczeniem GUS 77,7 proc. ostatniego wynagrodzenia. Według OECD jest to 55 proc., lecz i tak plasuje nas to pośrodku stawki państw należących do tej organizacji. Wyprzedzamy takie kraje, jak Francja, Finlandia, Szwecja, Norwegia czy Wielka Brytania. Jednak nasza stopa zastąpienia odnosi się do nieporównywalnie mniejszego wynagrodzenia. Średnio jest ona 2 razy niższa niż średnia państw OECD.

Naszą nadzieją jest oczywiście wzrost wynagrodzeń postępujący wraz ze wzrostem gospodarczym. Problem w tym, że ze względów demograficznych nasza stopa zastąpienia także będzie spadać.

- Przyszła emerytura osób objętych nowym systemem emerytalnym będzie znacznie wyższa nominalnie, gdyż będą rosły inflacja i płace. Jednak spadająca liczba osób pracujących w stosunku do emerytów będzie zaniżać możliwości realnego wzrostu płac - uważa Agnieszka Chłoń-Domińczak.

d3h4f6o

W konsekwencji, jak wskazują twórcy nowego systemu, obecni trzydziestolatkowie uzyskają stopę zastąpienia na poziomie 35-40 proc. w przypadku mężczyzn oraz 25-30 proc. w przypadku kobiet. Stanowi to raptem połowę obecnej stopy.

- W przybliżeniu przyszli emeryci będą dostawać świadczenia o zbliżonej sile nabywczej co obecni - mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak.

Obecni trzydziestolatkowie za 37 lat będą zatem w stanie w przybliżeniu kupić za swoją emeryturę tyle, co ich ojcowie. Zważywszy na zdecydowanie wyższe zarobki niż obecnie, o wiele trudniej będzie im się przestawić na tak niskie świadczenie.

Jak wyliczył IBS, średnia emerytura osób urodzonych w 1980 roku będzie się kształtowała w okolicach 3600 zł w przypadku mężczyzn oraz 2400 w przypadku kobiet. Ceny w 2040 roku będą jednak o wiele wyższe niż dzisiaj.

d3h4f6o

Możliwe, że realny poziom emerytury utrzyma się znacznie dłużej, gdyż trudno prognozować procesy demograficzne w tak odległej perspektywie. Ciężko przyjąć realistyczne założenia dla wzrostu gospodarczego czy stopy zwrotu z rynku kapitałowego. Zważywszy na brak koncepcji odwrócenia niekorzystnego trendu demograficznego, trudno wróżyć pozytywny scenariusz.

Jak się liczy emerytury w nowym systemie? W nowym systemie emerytalnym dokładnie wiemy, ile uzbieraliśmy. Nasze składki są ewidencjonowane na subkoncie ZUS oraz w OFE. Nie mamy jednak gwarancji, że te pieniądze odzyskamy w całości. Wysokość przyszłej emerytury zależy od zgromadzonych środków, które są waloryzowane o inflację oraz wzrost procentowy sumy wszystkich składek od pracowników. W efekcie im mniej ludzi będzie płaciło składki, tym mniejsza będzie waloryzacja. Przy utrzymującej się stałej liczbie płacących składki (pracujących) lub ich spadku waloryzacja będzie pokrywała jedynie inflację. Dlatego tak ważna jest kwestia demografii. Dodatkowo zgromadzone środki zostaną podzielone przez liczę lat, które przewiduje się, że przeżyjemy na emeryturze - określa ją GUS i jest ona coraz wyższa. Ostatecznie wynik dzieli się przez dwanaście - tak wychodzi nasza miesięczna emerytura.

Wyższy wiek emerytalny, emerytura - niekoniecznie

Premier i rząd przekonują nas, że podwyższenie wieku emerytalnego jest sposobem na realne podniesienie świadczenia w przyszłości. I rzeczywiście, projekcja IBS dla podwyższenia wieku emerytalnego dla obu płci do 67 lat, czyli o 2 i 7 lat, pokazuje wymierne korzyści. Mężczyźni pracując dłużej o dwa lata, mogą uzyskać stopę zastąpienia większą o 40 proc. Kobiety, dłużej pozostając aktywne zawodowo, zyskają nawet o 3/4 wyższą emeryturę.

Tajemnicą poliszynela jest zasadniczy powód takich posunięć rządu. Znów są to niedomykające się finanse publiczne.

d3h4f6o

- Planowane przez rząd podwyższenie wieku przechodzenia na emeryturę to jedyny sposób, by w stosunkowo krótkim czasie uniknąć rosnącego obciążenia finansów publicznych - mówi Roman Przasnyski z Open Finance.

Jeśli jednak i tak ma to przynieść korzyści emerytom, to dlaczego mieć o to pretensje? Otóż dlatego, że rzeczywisty wzrost świadczenia emerytalnego w przyszłości jest obwarowany szeregiem warunków. Przede wszystkim należy zagwarantować pozostanie na rynku pracy osób po 60. roku życia. A problem jest z tym nawet dzisiaj, mimo że wiek emerytalny jest o siedem lat niższy. Aktywność zawodowa osób po 55. roku życia wynosi obecnie raptem 34 proc. i od dziesięciu lat systematycznie się obniża.

Nie mniej pożądanym działaniem jest dążenie do jak największego poziomu zatrudnienia w pozostałych grupach wiekowych. Znaczna część młodego pokolenia tuż po szkole nie ma pracy. Tymczasem to przecież zgromadzony w trakcie życia zawodowego kapitał będzie decydował o wysokości naszych świadczeń. Nawet jeśli my pracujemy, to i tak tracimy na waloryzacji, jeśli nie pracują inni.

W końcu bez zasadniczych zmian strukturalnych w administracji i samej gospodarce nie będziemy w stanie utrzymać wysokiego wzrostu, generującego wzrost płac i większe składki na ubezpieczenie społeczne. To zadanie złożone i wymagające czasu. Na razie dokonania kolejnych rządów pod tym względem są mizerne.

Tymczasem wzrost gospodarczy może być jedynym realnym czynnikiem, który może mieć wpływ na sytuację emerytów. Tylko ponadprzeciętny rozwój ekonomiczny może przezwyciężyć negatywny trend demograficzny. Niestety także tutaj ciężko o optymizm. Faktem jest, że notujemy w ostatnich latach dość wysoki w stosunku do innych krajów przyrost PKB. Z danych OECD wynika jednak, że potencjał wzrostu w Polsce wyczerpuje się i możemy niedługo pod względem dynamiki gospodarczej zrównać się z naszymi zachodnimi sąsiadami.

Taki scenariusz realnie rozważa już rząd i na wyrost wskazuje na ratunek w postaci środków płynących w przyszłości z wydobycia gazu łupkowego. Jak na razie jest to jednak bardzo mglista koncepcja. Z pierwszych rezultatów próbnych odwiertów wynika, że zyski z łupków mogą zjeść większość wymarzonych przez polityków dochodów. Nic nie wskazuje na razie, że staniemy się drugą Norwegią, która z zysków z eksploatacji surowców utrzymuje swoich emerytów.

Nie bez znaczenia dla pozytywnego efektu podniesienia wieku emerytalnego jest kwestia poniesienia efektywności pracy. Dotyczy to zwłaszcza osób starszych, aby pracując do późniejszego wieku byli rzeczywiście użyteczni.

Jest też problem samego wprowadzenia nowych granic wiekowych. Niemal wszyscy ekonomiści podkreślają, że podniesienie wieku emerytalnego to dobre posunięcie, ale rozłożone na zbyt długi czas. Dopiero w 2040 roku wiek emerytalny kobiet zostanie zrównany z wiekiem mężczyzn. To odbierze kolejne środki na emeryturę kobietom, które i tak są w gorszej sytuacji. Bo, powtórzmy, istotne jest nie tylko to, czy my pracujemy, lecz także czy pracują inni - na tym polega solidarność systemu.

- Wiek emerytalny mógł być szybciej podniesiony. Przyniosłoby to już w najbliższych latach wymierne korzyści zarówno dla budżetu, jak i przyszłych emerytów - mówi Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Gdyby wyłącznie dobro przyszłych emerytów było motywacją rządu, to moglibyśmy mieć nadzieję, że kompleksowo wdroży on wraz z podniesieniem wieku emerytalnego szereg koniecznych reform. Zważywszy jednak, że są to głównie działania mające na celu łatanie budżetu, można się spodziewać, że zabezpieczywszy finanse publiczne, rząd zapomni o reszcie. Istnieje obawa, że zadziała logika okresów wyborczych i znów polityka wygra ze zdrowym rozsądkiem.

d3h4f6o

Podziel się opinią

Share
d3h4f6o
d3h4f6o