Ferma drobiu "od kuchni". Oto, jak hoduje się kurczaki, które trafią później na nasz talerz

Zabijanie najsłabszych kurcząt i intensywne tuczenie to standard na jednej z ferm, z której film trafił właśnie do sieci. Stowarzyszenie Otwarte Klatki składa zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kury przeznaczone do wykorzystania w przemyśle spożywczego nie mają przyjemnego życia.
Kury przeznaczone do wykorzystania w przemyśle spożywczego nie mają przyjemnego życia. (Shutterstock.com)
WP

Przez sześć tygodni pracownik stowarzyszenia pracował na jednej z ferm drobiu w województwie lubuskim. To tyle, ile trwa okres chowu brojlerów, które później trafiają na nasze stoły. To, co działo się na fermie, nagrał i opublikował w internecie. Sprawę opisje w środę "Dziennik Gazeta Prawna".

Choć teoretycznie zdajemy sobie sprawę, że zwierzęta hodowane na potrzeby przemysłu spożywczego nie mają lekkiego życia, sceny zawarte w filmie dają do myślenia.

Czytaj też: Zlikwidowali kolejną "fabrykę psów". Szerzy się plaga nielegalnych pseudo-hodowli

WP

4-minutowe nagranie zawiera przekrój scen z poszczególnych etapów życia kurcząt. Do fermy przyjeżdżają jako małe, żółte kurczaki, jakie znamy z obrazków wielkanocnych. W pierwszych dniach ich życia pracownicy wyszukują najsłabsze osobniki - ślepe, z trzema nogami, takie, po których widać, że nie urosną - i z miejsca je uśmiercają. Łapią za nogi i uderzają o pręty dzielące pomieszczenie albo o wiadro.

Kiedy kurczęta podrosną, znów weryfikuje się, czy aby warto utrzymać przy życiu wszystkie sztuki. Na nagraniu widzimy m.in. pracownika fermy, który nie wiedząc, ze jest nagrywany, mówi o ślepym kurczaku: - On już dawno powinien być ubity. Patrz, ile już paszy zjadł, jaki duży urósł. I sprawnym ruchem uśmierca go.

WP

Zaobacz też: Kurczaki faszerowane antybiotykami? Sprawdzamy, skąd wzięły się liczby w raporcie NIK

WP

Hodowane na fermach kury to specjalne odmiany, które bardzo szybko rosną i nienaturalnie dużo jedzą. Przez to niektóre osobniki są tak utuczone, że gdy się przerwócą, nie są w stanie już wstać. Żeby nie zdechły, trzeba im pomagać. Choć tym przejmuje się głównie tylko autor filmu. Później zwierzęta, którym udało się dotrwać do tego etapu, trafiają do ubojni, a na stępnie do sklepów.

Czytaj też: Dramatyczne nagrania z kurzej fermy. Jaja stamtąd trafiają do znanej sieci handlowej

Jak czytamy w "DGP", stowarzyszenie złożyło awiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Organizacja uważa, że wiele praktyk stosowanych na fermie nosi znamiona znęcania się nad zwierzętami. Chodzi m.in. o arbitralne zabijanie kurcząt - zgodnie z prawem powinien o tym decydować lekarz, który miałby też uśmiercać najsłabsze osobniki, usypiając je.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
Polub WP Finanse
WP
WP