Trwa ładowanie...
d4j6de2

Jakim cudem opłaca się nam ściągać cebulę z Nowej Zelandii i czosnek z Chin? Absurdy polskiego importu

Kupujemy warzywa, które kosztują 2-3 złote za kilogram a przyjechały do nas z antypodów. Jak to możliwe, skoro po drodze spalono tony paliwa, a nad transportem czuwały dziesiątki ludzi? Ściąganie cebuli, czosnku czy węgla z drugiego końca świata może wydawać się bez sensu. Ale jakimś cudem się opłaca.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Nowa Zelandia leży po drugiej stronie globu, ale to nie przeszkadza w ściąganiu stamtąd cebuli
Nowa Zelandia leży po drugiej stronie globu, ale to nie przeszkadza w ściąganiu stamtąd cebuli (123RF)
d4j6de2

Nowa Zelandia może nam się kojarzyć z dobrą rozrywką. Tam urodzili się Kylie Minogue i Nick Cave, tam powstał zespół AC/DC i kilka innych zasłużonych dla rozwoju rocka, popu i innych gatunków muzyki. Tam Peter Jackson nakręcił Tolkienowską epopeję o przygodach hobbitów.

Nikogo nie dziwi chyba fakt, że z Nowej Zelandii importujemy wina. Winorośl ma w tym kraju świetne warunki do rozwoju, więc nowozelandzkie wina są po prostu dobre i cenione. Wino ściągamy też z Kalifornii czy RPA.

Na tym rynku działają legendy. Polska firma coraz bardziej się rozpycha

Ale dlaczego z Nowej Zelandii importujemy cebulę? Bardziej zrozumiałe byłoby kiwi czy słynna wołowina z antypodów. Mięso tamtejszych krów to rarytas uznany na całym świecie. Ale cebula? Czyżby w Polsce jej brakowało? Przecież można ją kupić na każdym straganie i to za cenę o wiele niższą niż nowozelandzka wołowina czy kiwi.

d4j6de2

Zobacz też: Cebula zwiedziła więcej krajów niż ty. Inspektorzy ruszyli do sklepów badać warzywa

A jednak. Chociaż wydaje się to kompletnym absurdem, do Polski trafia całkiem sporo cebuli z Nowej Zelandii. Znaczna jej część jest przerzucana z krajów Europy Zachodniej. Przyczyna jest prozaiczna: cebuli brakuje w całej Europie. Nawet w Polsce musimy wspomagać się importem z drugiego końca globu.

W Europie zbiory cebuli spadają od lat. Niemcy ściągają to warzywo z Turcji czy Egiptu a nawet RPA. Polska najczęściej ratowała się importem z Kazachstanu. Mimo wszystko to nie jest specjalnie egzotyczny kierunek: Warszawę i Astanę dzieli ledwie 4000 kilometrów. To 700 km dalej niż Lizbona.

d4j6de2

Ale gdybyśmy chcieli pojechać do Nowej Zelandii, czeka nas 38 godzin lotu, 2-3 przesiadki i wydatek rzędu 10 tysięcy złotych. A jednak na europejskim rynku cebuli panuje taki zastój, że wiele krajów Starego Kontynentu faktycznie kupuje to warzywo wyrwane z gleby w Nowej Zelandii. Jakość i wielkość cebulek nie ma znaczenia – europejskie uprawy są zbyt słabe, by sprostać podaży.

Węgiel z drugiego końca świata

Jeśli wierzyć politykom PiS, polskie górnictwo to perła w koronie, nasz węgiel jest najlepszy na świecie, a złoża wystarczą naszym dzieciom, ich dzieciom i dzieciom ich dzieci. Fakty są jednak takie, że węgiel po prostu musimy kupować za granicą. Każdy wie, że czarne złoto przyjeżdża do nas z Rosji. Nasz jest na tyle drogi, że wypiera go nawet węgiel z Australii.

Zobacz też: Węgiel z Rosji nas zalewa. Polska wciąż ściąga rekordowe ilości

d4j6de2

Dziś tak egzotyczne kierunki sprowadzania węgla jak Kolumbia czy Stany Zjednoczone nie są niczym dziwnym. Ostatnio wielkie zdziwienie wywołał fakt, że kupujemy go nawet w Mozambiku. Tu sprawa jest dość skomplikowana – nie chodzi bowiem o węgiel do spalania, ale specjalny węgiel służący do produkcji wysokiej jakości stali. Dzięki niemu powstają m.in. wysokiej jakości narzędzia chirurgiczne. Nie trafia on więc do elektrociepłowni, ale do hut.

A jak czosnek - to z Chin. Albo Egiptu

Nieco inny problem mamy w Polsce – i nie tylko Polsce – z chińskim czosnkiem. Apele o kupowanie polskiego skutkują, ale supermarkety i tak pełne są główek ze skośnymi (w przenośni) ząbkami. Sęk w tym, że Chińczycy kilka lat temu ostro zainwestowali w uprawy tego warzywa i dziś udało im się opanować ok. 70 proc. światowego rynku czosnku. Wielkie plantacje pozwalają na uzyskanie naprawdę niskiej ceny.

d4j6de2

I o ile konsumenci mogą w sklepach zwracać uwagę na pochodzenie czosnku, o tyle sieci gastronomiczne, producenci żywności gotowej i przypraw dokładniej liczą swoje wydatki. W efekcie chiński czosnek opanował sporą część rynku w całej Europie, olbrzymie jego ilości sprzedaje się też w USA i innych krajach. Odległość z Warszawy do Pekinu to ok. 7000 km w linii prostej, pokonanie tej trasy pociągiem zajmuje około tygodnia. A i tak opłaca się ściągać stamtąd coś, co w sklepie kosztuje 2-3 złote za główkę.

Warto przy tym pamiętać, że choć czosnek z Chin, choć uważany za gorszy od rodzimego, praktycznie niczym się od niego nie różni. Kolor, wielkość i ostrość czosnku zależą przede wszystkim od gatunku tego warzywa, a nie kraju pochodzenia.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d4j6de2

Podziel się opinią

Share
d4j6de2
d4j6de2