Trwa ładowanie...
d4gifxu

Koronawirus. Oburzony pasażer pokazuje bilet. Tyle kosztuje "pomoc" od LOT-u

LOT organizuje Polakom czarterowe połączenia z zagranicy. Za taką pomoc trzeba jednak zapłacić. - Anulowali nam rejs, więc musieliśmy kupić "ewakuacyjny" czarter. Cena takiego biletu to prawie 1 tys. zł. Czy rząd zwróci nam połowę pieniędzy za tę rezerwację? – pyta pan Krzysztof.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
LOT oferuje pasażerom pomoc w powrocie do kraju. Ta pomoc ma swoją cenę.
LOT oferuje pasażerom pomoc w powrocie do kraju. Ta pomoc ma swoją cenę. (PAP/Archiwum prywatne, Fot: Marcin Obara)
d4gifxu

Niedziela jest dniem próby dla podróżnych wracających do Polski. Na granicach przywrócono kontrole, a z ruchu powietrznego wyłączono rejsy międzynarodowe. Oznacza to, że pasażerowie, którzy mieli wcześniej wykupione bilety na takie połączenia, nie będą mogli z nich skorzystać.

Dla osób, które w tej sytuacji nie mają jak wrócić, rząd uruchomił specjalny program lotów czarterowych. Rejsy obsługuje polski przewoźnik LOT. I nie robi tego za darmo.

- Anulowano nam lot liniami Wizzair do Krakowa. Musieliśmy więc kupić "ewakuacyjny" czarter. Niestety, cena takiego biletu to prawie 1 tys. zł - pisze pan Krzysztof, który przebywa teraz z rodziną w Larnace na Cyprze i dosyła nam bilet razem z ceną.

Pan Krzysztof pokazuje, ile musiał zapłacić za pomoc od LOT-u. Archiwum prywatne
Pan Krzysztof pokazuje, ile musiał zapłacić za pomoc od LOT-u.

Łącznie pan Krzysztof musiał zapłacić niemal 4 tys. zł za całą swoją rodzinę. Jak twierdzi, i tak miał szczęście, ponieważ pula była ograniczona i zabrakło biletów dla dwójki krewnych, którzy z nimi podróżowali.

d4gifxu

- Gdy zapytałem konsula, co mam zrobić, jeśli nie mam tych pieniędzy to usłyszałem, abym pożyczył od rodziny. Polacy na Cyprze są zrozpaczeni. Czy rząd zwróci nam połowę pieniędzy za tę rezerwację? – dodaje mężczyzna.

Wysokość zryczałtowanej stawki za lot do Polski jest różna i zależy od kierunku, z którego będzie realizowany. Przelot w granicach Europy kosztuje od 400 do 800 zł, zaś za przelot dalekiego zasięgu trzeba zapłacić od 1600 do 2400 zł. Resztę – teoretycznie – powinien dopłacić rząd.

Czytaj: Koronawirus w Polsce. Wróciły kontrole na granicach

Okazuje się, że pan Krzysztof nie jest jedynym niezadowolonym pasażerem. - To bulwersujące – pisze pan Grzegorz. - W listopadzie zapłaciłem 2100 zł za bilet do Tajlandii i z powrotem. Rejs anulowano, a teraz muszę zapłacić 2400 zł, aby móc wrócić do kraju. Więc gdzie ta pomoc od rządu? - pyta pasażer.

d4gifxu

Z kolei pani Anna relacjonuje: - Proszę o przyjrzenie się akcji "Lot do domu", gdyż wygląda to tak, jakby rząd z LOT-em chcieli zarobić na sprowadzeniu rodaków do kraju. Przykładowo, mój lot Wizzair z Wielkiej Brytanii do Wrocławia kosztował 60 funtów za czteroosobową rodzinę. Jeżeli zdecydowalibyśmy się wracać z PLL LOT, musielibyśmy zapłacić 370 funtów.

Szacuje się, że w tej chwili za granicą przebywa ok. 200 tysięcy Polaków. Niewykluczone, że nie dla wszystkich wystarczy biletów. Część pasażerów skarży się, że strona przez którą można kupić bilety, zawiesza się.

Dowiedz się: Koronawirus. Poczta Polska wprowadza zmiany. Oto najważniejsze z nich

- Pomimo hucznych zapowiedzi strona LOT-u, uruchomiona do rezerwacji lotów dla Polaków poza granicami kraju, nie działa. Nie można wysłać formularza po jego wypełnieniu. Wyskakuje błąd 404 - napisała pani Izabela w swoim zgłoszeniu na platformę #dziejesie.

d4gifxu

Co na to LOT? Skontaktowaliśmy się ze spółką, która tłumaczy, że pasażerowie mogą mylić akcję "Lot do domu" z innymi połączeniami ze strony lot.com. Dlatego istotne jest, by rejestrować się za pomocą specjalnej strony i czekać na ofertę. Jak zapewnia LOT, podróżni będą informowani o biletach zgodnie z kolejnością zgłoszeń. Przewoźnik podkreśla też, że nie zamierza wzbogacać się na trudnym położeniu podróżnych - loty są dotowane przez rząd.

- Nie mamy wpływu na politykę cenową innych przewoźników, którzy czasem oferują pasażerom przewozy po stawkach promocyjnych. Przy wsparciu rządu staramy się organizować rejsy powrotne w możliwie najniższych cenach, mając równocześnie na uwadze, że większość samolotów przewozi pasażerów tylko w jedną stronę - mówi money.pl rzecznik prasowy LOT-u, Michał Czernicki.

Jak dodaje, operacja "Lot do domu" ma charakter niekomercyjny, tymczasem Polacy często zgłaszają się z destynacji, których dotychczas Lot nie obsługiwał.

- Przygotowanie nowego rejsu to skomplikowany proces, wiążący się z koniecznością uzyskania wielu zgód i pozwoleń o charakterze międzynarodowym, zwarcia umów lotniskami i agentami handlingowymi, ustaleń ze strażą graniczną czy instytucjami zdrowia publicznego. Oprócz kosztów operacyjnych rejsów są to wydatki, które musimy ponieść dla bezpieczeństwa i komfortu pasażerów oraz załogi - podkreśla.

d4gifxu

Warto jednak zauważyć, że w przypadku pana Krzysztofa na biletach jest oznaczona taryfa "Do domu", a pan Krzysztof zapłacił więcej niż wskazane przez firmę widełki. Najprawdopodobniej do 800 zł "podstawowej ceny biletu" dochodzą jeszcze dodatkowe opłaty i podatki.

Skąd jednocześnie różnica w cenach na innych trasach i pomiędzy konkurencyjnymi liniami? Warto wiedzieć, że tzw. tanie linie lotnicze różnicują koszt podróży: są pasażerowie, którzy płacą niską stawkę, ale również są tacy, którzy muszą wyłożyć o wiele, wiele więcej. Dzieje się tak np. w przypadku pasażerów kupujących lot w ostatniej chwili. W przypadku ryczałtu koszt rozkłada się po równo na wszystkich. I taką strategię miał przyjąć właśnie LOT.

Michał Dworczyk z kancelarii premiera poinformował, że 12 tys. osób zgłosiło za pośrednictwem strony LOT-u chęć powrotu do kraju. To stan na niedzielne przedpołudnie. - Pierwsze samoloty za Ocean wylatują już dzisiaj. Dzisiaj będą realizowane pierwsze czartery z Londynu – dodał minister. W ciągu dnia Ministerstwo Spraw Zagranicznych wskazywało, że w sumie chętnych do powrotu jest 18 tys. osób.

Co ciekawe nie tylko pasażerowie są niezadowoleni z części akcji. W stosunku do LOT swoje uwagi kieruje również związek zawodowy. "Kraj jest w zawieszeniu, wszyscy mają siedzieć w domach a nas wciskają do pełnych samolotów i każą robić regularny serwis" - podkreślono we wpisie na profilu Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego. Związkowcy zwracają uwagę, że personel jest źle zabezpieczony, a obsługa takich lotów wiąże się z ryzykiem. Więcej o sprawie można przeczytać tutaj.

d4gifxu

Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d4gifxu

Podziel się opinią

Share

d4gifxu

d4gifxu