Trwa ładowanie...

LOT ewakuuje Polaków z całego świata. Związek nie zostawia na akcji suchej nitki

PLL LOT ściąga Polaków czarterami do kraju. U związkowców zawrzało. "Wszyscy mają siedzieć w domach, a nas wciskają do pełnych samolotów i każą robić regularny serwis" - piszą przedstawiciele lotniczego personelu pokładowego.
Share
Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego
Monika Żelazik, przewodnicząca Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i LotniczegoŹródło: East News, Fot: Grzegorz Banaszak/REPORTER
dj826yt

W Polsce wprowadzono stan epidemiczny. To oznacza między innymi odwołanie wszystkich rejsów międzynarodowych. Zawieszony jest transport lotniczy i morski. W przypadku samolotów do kraju można dostać się wyłącznie czarterami. PLL LOT organizuje akcję ściągnięcia Polaków, którzy w tej chwili przebywają za granicą. Lawinowo rośnie zainteresowanie tematem.

Wstępny plan na niedzielę to dwa rejsy: z Londynu-Heathrow i z USA. W każdej chwili liczba połączeń może się jednak zmienić - wszystko zależy od tego, ile osób zgłosi się do przewoźnika. W tym celu została stworzona specjalna strona - Lot do domu. O szczegółach akcji można przeczytać tutaj.

Dla pracowników personelu pokładowego więcej lotów oznacza po prostu więcej pracy. I jak można wnioskować po wpisach na Twitterze, nie każdemu się to podoba. Związkowcy zwracają uwagę, że takie loty nie są dla personelu bezpieczne.

dj826yt

"Kraj jest w zawieszeniu, wszyscy mają siedzieć w domach a nas wciskają do pełnych samolotów i każą robić regularny serwis" - podkreślono we wpisie Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego.

Obejrzyj i dowiedz się, jak chronić się przed koronawirusem

"To chyba jakiś żart! Są już u nas osoby, które miały kontakt z zarażonymi i nikt im nie robi testów. To po co to zamknięcie granic? Żebyśmy my poroznosili?" - dodali przedstawiciele personelu. Spółka na zaczepki nie odpowiada. Rzecznik LOT w mediach zwraca uwagę, że nie jest to akcja komerycjna, a projekt realizowany wspólnie z rządem.

dj826yt

Czytaj: Koronawirus w Polsce. Wróciły kontrole na granicach

Akcja, w którą zaangażowały się rząd i LOT budzi kontrowersje także wśród pasażerów. Powód to cena takiej podróży. Jak podał przewoźnik wysokość zryczałtowanej stawki za lot do Polski jest różna i zależy od kierunku, z którego będzie realizowany. Przelot w granicach Europy kosztuje od 400 do 800 zł, zaś za przelot dalekiego zasięgu trzeba zapłacić od 1600 do 2400 zł. Resztę powinien dopłacić rząd.

- To bulwersujące - napisał na platformę #dziejesie pan Grzegorz. - W listopadzie zapłaciłem 2100 zł za bilet do Tajlandii i z powrotem. Rejs anulowano, a teraz muszę zapłacić 2400 zł, aby wrócić do kraju. Więc gdzie ta pomoc od rządu? - pytał pasażer.

Dowiedz się: Koronawirus. Poczta Polska wprowadza zmiany. Oto najważniejsze z nich

Szacuje się, że w tej chwili za granicą przebywa ok. 200 tysięcy Polaków. Wg kancelarii premiera z możliwości powrotu z pomocą polskiego przewoźnika chce skorzystać 12 tys. osób. Z kolei zdaniem MSZ taką wolę zadeklarowało 18 tys. osób.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

dj826yt

Podziel się opinią

Share
dj826yt
dj826yt