Miała się obronić, ale jej szkoła upada. W podobnej sytuacji może być nawet 300 osób

- Już miałam się bronić, a tu się okazuje, że moja uczelnia upada - mówi nam jedna z czytelniczek. - Mi studia opłacił pracodawca, więc jestem w jeszcze gorszej sytuacji - dodaje inna. Niewykluczone, że Wyższa Szkoła Zawodowa Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia na lodzie zostawi aż 300 osób.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Warszawska uczelnia najpierw ogłosiła nagle przeprowadzkę do szarego bloku, potem powiedziała, że nie otworzy roku akademickiego
Warszawska uczelnia najpierw ogłosiła nagle przeprowadzkę do szarego bloku, potem powiedziała, że nie otworzy roku akademickiego (Fotolia)
WP

Warszawska Wyższa Szkoła Zawodowa Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia ogłosiła, że nie rozpocznie roku akademickiego w październiku. Mimo że sporo osób już zapisało się na studia i opłaciło czesne. Problem mają też ci, którzy uczyli się na WSZKiPZ wcześniej. A z nich najbardziej sfrustrowane są osoby, które właśnie miały się bronić. - Miałam się bronić w październiku, studiowałam podyplomowo kosmetologię dwa lata, wiele wskazuje na to, że wszystko pójdzie na marne - mówi nam Joanna (imię zmienione), która skontaktowała się z nami przez dziejesie.wp.pl.

- Ja jestem w jeszcze gorszej sytuacji. Mi naukę na uczelni sfinansował pracodawca. Jak mu nie pokażę dyplomu to raz, że będzie wściekły, dwa - nici z awansu, a trzy - będę musiała zwracać pieniądze, ponad 3 tysiące złotych - mówi WP Małgorzata (również prosi o nieujawnianie prawdziwego imienia), inna studentka szkoły.

Czytaj też: Jak Akademia Morska rozliczała się ze swoją własną spółką. NIK o nieprawidłowościach na gdyńskiej uczelni

WP
WP.PL
Podziel się

To na razie jedyny oficjalny komunikat, na który mogą liczyć studenci warszawskiej uczelni

Uczelnia się broni: oddaliśmy pieniądze 299 osobom

Pani Joanna denerwuje się, że od dawna nie dostaje żadnych informacji o tym, co się dzieje w szkole. Na stronie uczelni jest podany tylko numer komórkowy. Jak twierdzi pani Joanna, przez dłuższy czas nikt połączeń nie odbierał. - W końcu odebrała pani rektor. Zapewnia mnie, że obrona jest ciągle możliwa, że postara się skontaktować z promotorem. Oby się udało, ale jestem pełna wątpliwośći. Nie wiem nawet, czy mój promotor jeszcze pracuje na uczelni - mówi nam.

WP

Doktorat wdrożeniowy zachęci do kariery naukowej. Zobacz wideo:

WP

Dodzwoniliśmy się do władz uczelni. Rektor Katarzyna Pytkowska w rozmowie z WP przyznała, że sytuacja uczelni była zła już od jakiegoś czasu. Do połowy października miały się toczyć rozmowy z inwestorem, jednak ostatecznie nie zakończyły się sukcesem. Zapewnia jednak, że WSZKiPZ umożliwiła wszystkim kontynuowanie nauki na innych uczelniach. A tym, którzy woleli z nauki zrezygnować, wypłaciła czesne. Jak zapewnia rektor nieuregulowana sytuacja jest obecnie tylko z jednym ze studentów z zagranicy. A pozostali z 300 studentów mają być już z uczelnią w stu procentach rozliczeni.

- To zupełna nieprawda. Ja nie mam jak się obronić, ale nie dostałam ani grosza z powrotem. Nie wiem, czy pieniądze odzyskam, choć zdecydowanie bardziej wolałabym zyskać dyplom - mówi nam pani Małgorzata. Pani Joanna natomiast wpłaciła 4 tysiące za studia, które ostatecznie potrwały dwa lata. - Z kontynuowaniem nauki na innej uczelni może być problem, bo taką specjalizację, na jakiej ja byłem w ramach podyplomowej kosmetologii, miała chyba w Warszawie tylko ta jedna uczelnia - mówi.

Pani Małgorzata ma inne obawy. - Studia na WSZKiPZ w dużej mierze odbywały się na zasadzie e-learningu. Przez internet dostawaliśmy materiały i zdawaliśmy egzaminy. Nie wiem, czy inne uczelnie uhonorują zaliczone w ten sposób przedmioty.

Pani Joanna gorzko stwierdza, że wcale nie jest w najgorszej sytuacji - To ciągle studia podyplomowe. Na pewno gorzej mają ci, którzy byli na tej uczelni na poziomie licencjata czy magistra - mówi. A uczelnia, jak wynika ze strony internetowej, prowadziła również studia I i II stopnia z kosmetologii.

WP

Znikająca szkoła. "Najpierw była nagła przeprowadzka do szarego bloku"

Jak mówi w rozmowie z WP pani Małgorzata, od dłuższego czasu można było wyczuć, że uczelnia ma problemy. - Niedawno szkoła miała prestiżową lokalizację, okolice warszawskiego Starego Miasta. Ale przed wakacjami uczelnia przeprowadziła się na ulicę Drawską. To był ogrodzony, szary blok, nieźle trzeba było się nakombinować, by wejść do środka. Gdy już się udało, spotkałam listonosza. Powiedział mi, że na adres uczelni trafiają dziesiątki, jak nie setki listów poleconych. I że nikt ich nie odbiera - mówi nam studentka.

Czytaj też: 8-letni geniusz. Po wakacjach idzie na studia

- Moja edukacja na uczelni się nieco przedłużyła, bo nie mogliśmy zaliczyć jednego modułu. Uczelnia tłumaczyła, że nie zebrało się wystarczająco dużo osób do grupy. Dziwne, było nas 10, więc dokładnie tyle, ile było trzeba - mówi z kolei pani Joanna.

WP

Uczelnia póki co figuruje w rejestrze Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wyższa Szkoła Zawodowa Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia jest zarejestrowana jako 181. niepubliczna uczelnia w kraju i działa od połowy roku 2000.

Co na to prawnicy? Niektórzy sugerują, by zawiadomić prokuraturę. Inni mówią, że trzeba walczyć nie tylko o zwrot czesnego, ale też o zadośćuczynienie. - Jeśli przecież student poświęcił dwa lata życia na naukę i teraz, z winy uczelni, nie może realizować swoich planów zawodowych, to powinien dostać za to jakąś rekompensatę - mówi nam anonimowo adwokat, zajmujący się prawem oświatowym. I zaznacza, że to wcale nie jest odosobniony przypadek. Padają w ten sposób nie tylko prywatne wyższe uczelnie, ale też na przykład małe szkoły językowe.

Czytaj też: Uczelnie zmieniają podejście. Studia nie dla każdego

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP