Getty Images

Patryk Słowik, 13 kwietnia 2022 09:09

Oligarcha, rosyjski gaz i asystent premiera Kaczyńskiego

Tweetnij Komentuj

Państwowa spółka z grupy PKP Cargo robi gazowy biznes wspólnie z rosyjskim miliarderem Jakowem Goldowskim. W radzie nadzorczej firmy Transgaz zasiadają politycy Prawa i Sprawiedliwości, w tym asystent polityczny Jarosława Kaczyńskiego.

Polski Gaz to spółka specjalizująca się w dystrybucji gazu płynnego. Mówiąc najprościej: kupuje gaz głównie w Rosji i sprzedaje w Polsce.

Firma należy do rodu Goldowskich. W polskim rejestrze jako beneficjent rzeczywisty wskazana jest Olga Goldowska. To dyrektorka w austriackim Petrochemical Holding GmbH. A zarazem żona Jakowa Goldowskiego, który holdingiem zarządza. Jakow Goldowski to jeden z najbardziej znanych rosyjskich oligarchów, były dyrektor gigantycznego przedsiębiorstwa petrochemicznego Sibur.

Polski Gaz jest jednym z dwóch głównych udziałowców w spółce Transgaz. Firma ta zajmuje się przeładunkiem gazów skroplonych. Jej siedziba oraz terminal przeładunkowy znajdują się przy polsko-białoruskim przejściu granicznym Małaszewice-Brześć.

Drugim udziałowcem Transgazu jest PKP Cargo Connect, spółka z grupy PKP Cargo.

Tym samym państwowa spółka zarabia na przeładunku gazu pochodzącego z Rosji. Jej obecność w Transgazie ma charakter wyłącznie komercyjny - nie jest wymagana dla zapewnienia dostaw gazu LPG (skroplonego gazu petrochemicznego) Polakom.

W radzie nadzorczej Transgazu zasiadają politycy Prawa i Sprawiedliwości. Nadzorem nad funkcjonowaniem gazowego biznesu prowadzonego przez polskie państwo i ród Goldowskich zajmują się Sławomir Starzec, asystent polityczny wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, oraz Damian Paczkowski, radny Prawa i Sprawiedliwości na warszawskiej Pradze-Południe.

W rejestrze beneficjentów rzeczywistych funkcjonowania Transgazu znajduje się 11 osób: menedżerowie PKP, przedstawiciele Polskiego Gazu, wicepremier Jacek Sasin (jako minister aktywów państwowych jest wpisywany jako beneficjent spółek z udziałem Skarbu Państwa) oraz Olga Goldowska, formalnie obywatelka Austrii.

OLIGARCHA NA WYGNANIU

Styczeń 2002 r., Rosja.

Policja zatrzymuje Jakowa Goldowskiego, twórcę potęgi rosyjskiego petrochemicznego giganta – Siburu, spółki kontrolowanej przez Gazprom.

W latach 1998-1999 Sibur kupił ponad 60 fabryk. Goldowski potężniał w oczach. Dawny prosty robotnik, były ślusarz, dzięki swojemu sprytowi, odwadze w inwestowaniu i znajomościom stawał się jednym z najpotężniejszych rosyjskich oligarchów. Nie spodobało się to bossom Gazpromu.

Oligarchowie energetyczni zaczęli się wzajemnie zwalczać. Goldowski przegrał.

Został zatrzymany, aresztowany i postawiony w stan oskarżenia. Zarzucano mu szereg przestępstw gospodarczych, w tym defraudację pieniędzy.

Gdy wydawało się, że Goldowski zostanie skazany na wiele lat kolonii karnej, stała się rzecz niespodziewana: Gazprom oraz Sibur (zarządzany już przez nowe władze) wycofały swe oskarżenia pod adresem Goldowskiego oraz jego bliskiego współpracownika.

Prokuratura została z niczym.

Goldowski został co prawda skazany (sprawa była w Rosji głośna), ale wyrok był symboliczny.

Mężczyzna - jak wynika z doniesień prasowych - został pozbawiony majątku oraz zachęcony do opuszczenia Rosji.

Osiadł wraz z rodziną w Austrii. I błyskawicznie zbudował petrochemiczny holding, skupujący podupadłe biznesy jeden za drugim. Skąd Goldowski wziął na to pieniądze, skoro ponoć został pozbawiony w Rosji majątku? Nie wiadomo.

Wiadomo za to, że dziś jego Petrochemical Holding GmbH działa w wielu państwach. Najwięcej biznesów prowadzonych jest w Rosji. W Polsce do Goldowskiego - a w zasadzie rodu Goldowskich, gdyż w wielu biznesach wskazana jest żona Jakowa, Olga - należy Polski Gaz.

Sam Goldowski od dawna jest już mile widziany w Rosji. Rosyjskie media informowały kilka lat temu, że może otrzymać propozycję pomocy w rozbudowywaniu wielkiej firmy inwestycyjnej - Sistema. Propozycję taką złożyć miał Władimir Jewtuszenko, jeden z najbogatszych Rosjan. Goldowski, pytany o to przez media, przyznał, że byłby zainteresowany ofertą.

Ostatecznie jednak petrochemiczny geniusz do Sistemy nie trafił.

TAJEMNICA PKP

Spotykamy się z Pawłem Bielskim, prezesem Polskiego Gazu. Bielski uważa, iż określanie Goldowskiego mianem rosyjskiego oligarchy jest niewłaściwe.

- To pojęcie się źle kojarzy. Sugeruje bliskie związki z Putinem, a Goldowski przecież został przez władze rosyjskie pozbawiony majątku i zmuszony do wyjazdu, gdy zaczęła się era Putina - przypomina Bielski.

Jak więc go nazywać?

- Jakow Goldowski to po prostu bogaty biznesmen urodzony w ZSRR na terenie dzisiejszej Ukrainy, który prowadzi działalność w wielu państwach świata, w tym w Rosji. Ani on, ani jego rodzina nie są objęci żadnymi unijnymi sankcjami. Ba, są obywatelami Austrii i prowadzą biznes z Austrii, czyli w państwie należącym do Unii Europejskiej - wskazuje prezes Polskiego Gazu.

Faktem jest, że ani na Goldowskiego, ani na nikogo z jego rodziny nie są nałożone unijne sankcje.

Na to też zwraca uwagę PKP Cargo Connect w przesłanym nam oświadczeniu. Gdy spytaliśmy spółkę o to, czy nie razi jej współpraca z Goldowskimi, wskazano nam, że spółka przestrzega obowiązującego prawa, w tym tego dotyczącego sankcji nakładanych na oligarchów. A o kontrahentach - żadnych - nie chce się wypowiadać, gdyż informacje te są objęte tajemnicą przedsiębiorstwa.

Zarazem PKP Cargo Connect "wyraża głębokie ubolewanie z powodu niesprawiedliwej i niesprowokowanej wojny wywołanej przez Rosję w Ukrainie i solidaryzuje się z ukraińskim narodem".

Solidaryzuje się też Paweł Bielski z Polskiego Gazu. W rozmowie kilkukrotnie zaznacza, że stanowisko spółki jest jasne: napaść Rosji na Ukrainę jest złem.

Prosi też, byśmy napisali, że Polski Gaz wspiera Ukraińców.

- Terminale Polskiego Gazu jako jedne z nielicznych wysyłają LPG na Ukrainę. Nasz terminal w Sosnowcu poza LPG uczestniczy w przeładunku innych surowców energetycznych wysyłanych na Ukrainę. Należy pamiętać, że Polska jest dzisiaj w zasadzie jedynym kierunkiem, z którego surowce mogą bez przeszkód docierać do kraju dotkniętego klęską rosyjskiej inwazji - zaznacza Bielski.

POLITYCY LUBIĄ GAZ

Czy politycy - Sławomir Starzec oraz Damian Paczkowski - nie mają kłopotu z zasiadaniem w radzie nadzorczej spółki, która częściowo należy do rodu Goldowskich? Czy młodym politykom Prawa i Sprawiedliwości nie przeszkadza fakt, że legitymizują to, iż gaz LPG pochodzący z Rosji jest nadal przywożony do Polski?

Tego nie wiemy, gdyż ani Starzec, ani Paczkowski nie odpowiedzieli na pytania WP. Starzec kilka lat temu publicznie pozytywnie wypowiadał się na temat Ukrainy. Mówił też, że lubi do Ukrainy jeździć.

Nie odpowiedział także Transgaz.

Paweł Bielski, który zasiada w radzie nadzorczej Transgazu, podkreśla jednak, że podczas posiedzeń rady nigdy nie było rozmów o polityce. Omawiane były wyłącznie tematy związane z funkcjonowaniem spółki.

- Nie chcę komentować, kogo do rady wyznaczyło PKP Cargo Connect, tak jak PKP nie komentuje, kto w radzie znajduje się z ramienia Polskiego Gazu - twierdzi Bielski, gdy pytamy o to, czy nie uważa za niewłaściwe, iż w radzie zasiada m.in. asystent polityczny wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.

BIZNESOWY BŁĄD

Politycy Zjednoczonej Prawicy, z którymi rozmawialiśmy, przyznają, że sytuacja jest "daleko niefortunna". Stanowisko PiS jest bowiem jasne: należy ograniczać import z Rosji na tyle, na ile to możliwe. I żaden z polityków ani żadna z państwowych spółek nie powinny zarabiać na rosyjskim gazie - ani na jego imporcie, ani nawet na przeładunku.

- Nie ma znaczenia, czy Goldowscy są Rosjanami, czy formalnie Austriakami. Przecież nikt z nas nie nazwie Romana Abramowicza Portugalczykiem. Istotne jest to, że Goldowscy robią biznes w Rosji i zarabiają na ściąganiu do Polski rosyjskiego gazu. I zarabia na tym też, co kluczowe, rosyjskie państwo - mówi WP Radosław Fogiel, poseł PiS i wicerzecznik prasowy partii.

- Oczywiście lepiej byłoby, żeby państwowe spółki nie prowadziły wspólnych biznesów z osobami o dyskusyjnej renomie oraz nie uczestniczyły w działalności opierającej się na zarabianiu pieniędzy na ściąganiu gazu z Rosji - podkreśla parlamentarzysta.

I zaznacza, że zakłada, iż ta konkretna sytuacja to efekt zaszłości historycznej i pewnego niedopatrzenia lub też braku narzędzi. Te, zdaniem polityka, powinna zapewnić uchwalona w Sejmie tzw. ustawa sankcyjna.

- Liczę, że w grupie PKP zostanie to przeanalizowane i spółka podejmie właściwe działania - podkreśla Radosław Fogiel.

Sprawy nie broni też Janusz Kowalski, poseł Solidarnej Polski, były wiceminister aktywów państwowych, przymierzany obecnie przez część mediów do zajmowania się w rządzie polityką energetyczną państwa.

- Warto dokonać audytu spółek działających w szeroko pojętym sektorze energetycznym i infrastrukturalnym. Na szczeblu rządowym i samorządowym. Nie chodzi przecież o jeden Polski Gaz czy Transgaz, lecz o zasadę: powinniśmy zidentyfikować wszystkie podmioty, których beneficjentami są Rosjanie - zaznacza Kowalski.

I dodaje, że jest przeciwnikiem robienia przez państwo polskie wspólnych projektów biznesowych z zagranicznymi podmiotami w sektorze infrastruktury.

- To na tyle wrażliwy sektor, że państwo powinno sprawować nad nim szczególną pieczę - uważa. I chodzi nie tylko o aktywność Rosjan, lecz także o Chińczyków czy Niemców.

GAZOWE EMBARGO

Parlament zajmuje się właśnie ustawą sankcyjną. Jednym z jej kluczowych założeń jest wprowadzenie embarga na rosyjski węgiel. Dziś nie sprowadza go państwo, ale robią to prywatne podmioty.

Pytanie, co zrobić ze sprowadzaniem gazu LPG?

Tajemnicą poliszynela jest, że poszczególne firmy branży lobbują za korzystnymi dla siebie rozwiązaniami.

Przykładowo Gaspol i AmeriGas postanowiły nie realizować z dostaw z Rosji. Częściowo ze względów humanitarnych, częściowo – biznesowych. Dyskusyjna bowiem jest ciągłość dostaw.

Większość firm nadal jednak się w Rosji zaopatruje. Współpracują m.in. z… Siburem.

Z punktu widzenia Gaspolu i AmeriGas wymarzonym rozwiązaniem byłoby zatem nałożenie zakazu na import gazu LPG ze Wschodu. Z punktu widzenia większości firm, w tym Polskiego Gazu, taki scenariusz byłby skrajnie niekorzystny.

- Polski Gaz już teraz ogranicza dostawy z Rosji. I będziemy to robić na coraz większą skalę. Ale nie da się zaprzestać dostaw z Rosji z tygodnia na tydzień. To po prostu nierealne chociażby z powodu niewystarczającej podaży LPG z Zachodu - przekonuje Paweł Bielski. I dodaje, że gdybyśmy dziś kupowali gaz wyłącznie na Zachodzie, nie jest wcale powiedziane, że nie byłby to rosyjski gaz. Możliwe, że kupowalibyśmy drożej ten sam produkt, na którym rosyjskie państwo i tak by zarabiało.

I dalej wylicza: z gazu LPG korzysta w Polsce 3,3 mln kierowców, 4,5 mln gospodarstw domowych oraz kilkaset tysięcy przedsiębiorców, w tym choćby z branży drobiarskiej. Skutki natychmiastowe zakazu - i w efekcie kupowanie gazu po nawet 1500 dolarów za tonę, zamiast 600 - byłyby więc dotkliwe dla wszystkich.

Prawu i Sprawiedliwości jest blisko do tego podejścia.

- Sytuacja, którą państwo opisują, jest dowodem na słuszność naszej tezy, że sankcje powinny mieć wymiar unijny, a nie tylko polski. Dopiero takie kompleksowe działanie zaboli ekonomicznie Rosję i będzie skuteczne. Nałożenie embarga na rosyjski gaz LPG wyłącznie przez Polskę nie byłoby dotkliwe dla Rosjan, mogłoby być dotkliwe dla Polaków, a ostatecznie niewykluczone, że gaz kupowany przez nas z innego źródła byłby i tak w praktyce rosyjski - wskazuje Radosław Fogiel.

Przy czym – jak słyszymy od menedżera jednej ze spółek gazowych – wówczas Polska wiedziałaby o tym, że gaz jest rosyjski. Przy eksporcie paliwa bowiem agencje celne otrzymują informację o kraju pochodzenia towaru.

Inne podejście niż PiS prezentują politycy Platformy Obywatelskiej. Jeden z nich powiedział nam anonimowo, że najwyższy czas powiedzieć rządowi i PiS-owi "sprawdzam". A straszenie drastycznymi podwyżkami cen nie uwzględnia możliwości zwiększenia importu z Kazachstanu.

"Sprawdzam" mówi też Senat. Z inicjatywy senatora Krzysztofa Kwiatkowskiego izba przyjęła poprawkę do ustawy sankcyjnej. Zakłada ona embargo na rosyjski gaz LPG. Najprawdopodobniej jeszcze dziś tą propozycją zajmie się Sejm.

Z danych Polskiej Organizacji Gazu Płynnego wynika, że konsumpcja gazu płynnego LPG w Polsce w 2020 r. wyniosła 2 mln 340 tys. ton. Wielkość krajowej produkcji, realizowana przez Orlen, PGNiG i Lotos, wyniosła 530 tys. ton.

Krajowa produkcja może więc zabezpieczyć maksymalnie 22,6 proc. łącznego popytu na gaz LPG.

65,2 proc. importowanego gazu w 2020 r. gazu pochodziło z Rosji.

Dla Rosji Polska jest ważnym rynkiem zbytu - odpowiadamy za aż 28 proc. ogólnego eksportu LPG z Rosji.

"Zamknięcie polskiego rynku dla rosyjskiego i białoruskiego LPG oznaczałoby poważne problemy dla rosyjskiego przemysłu paliwowego" - wskazało Polskie Towarzystwo Gospodarcze w apelu do senatorów, by ci zaproponowali nałożenie embarga na rosyjski gaz LPG.

Napisz do autora: Patryk.Slowik@grupawp.pl

Źródło: finanse.wp.pl

Tagi: rosja rosyjscy oligarchowie Jarosław Kaczyński pis

Komentuj artykuł

Wybrane dla Ciebie

Zamknij artykuł i przejdź na WP.pl
Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje Politykę prywatności .