Trwa ładowanie...

Polacy jeżdżą na świąteczne zakupy do Niemiec. "Są pełne autokary"

"Möchten Sie reklamówka?" - pyta klienta ekspedientka w niemieckim centrum handlowym w mieście Schwedt. Znajomość polskich słówek bardzo się przydaje, bo klientów zza wschodniej granicy jest mnóstwo. Jedni poszukują niemieckiej chemii, inni - słodyczy. Jeszcze inni jadą do Niemiec, bo jest... taniej.

Polacy jeżdżą na świąteczne zakupy do Niemiec. "Są pełne autokary"Źródło: WP.PL, fot: Mateusz Madejski
dnqpt1m

- Świąteczne zakupy w Niemczech? To się po prostu opłaca - przekonuje pani Edyta z okolic Morynia, którą spotkaliśmy w centrum handlowym Oder Center w mieście Schwedt.

Choć zaznacza, że trzeba pilnować kursu euro. - Ale to norma, w końcu żyjemy przy granicy - uśmiecha się.

Pani Maria, która przyjeżdża do centrum kilkanaście minut później, przekonuje jednak, że na kursy walut w ogóle nie patrzy. Dla niej liczy się to, że dostanie niemiecki proszek do prania.

dnqpt1m

- Mówią, że to już przeszłość, że polskie produkty są już takie same jak niemieckie. Guzik prawda. Niemiecki proszek to niemiecki proszek. I nikt mnie nie przekona, że polski zapewni taką samą biel moim prześcieradłom - mówi.

Kupiliśmy 40 kuponów do zdrapywania. Ile wygraliśmy i czy się opłacało? Obejrzyj wideo:

- I te słodycze. Są jakieś takie bardziej słodkie niż te sprzedane w Polsce. Przynajmniej tak uważają moje wnuki - uśmiecha się delikatnie jej mąż.

Jest jednak całkiem spora szansa, że wnuki same zrobią w Niemczech zakupy. Szkolne wycieczki z polskich podstawówek do niemieckiego centrum to bowiem norma, zwłaszcza w okresie przedświątecznym. My trafiamy na dwie takie wycieczki z Myśliborza. Uczniowie mogą przez kilka godzin chodzić po sklepach, a autokary stoją przed sklepami.

dnqpt1m

- Niby to samo co w Polsce, ale jednak fajnie przywieźć do domu coś z zagranicy - przekonuje Maciek, uczeń z Myśliborza. Po zakupach będzie mógł skorzystać z otwartego przy centrum lodowiska lub toru saneczkowego. Takie atrakcje w polskich galeriach to jeszcze rzadkość.

WP.PL
Źródło: WP.PL, fot: Mateusz Madejski

Do niemieckiego centrum przyjeżdżają z Polski całe autokary klientów

Nie każdy jest jednak zachwycony ofertą niemieckich sklepów.

- Był pan w środku? To samo co w Polsce jest przecież. Nic ciekawego - narzeka Grzegorz, który wsiada po zakupach do luksusowego bmw. Mówi jednak, że na zakupy do Schwedt będzie pewnie jeszcze wpadał od czasu do czasu, bo często bywa w okolicach z przyczyn zawodowych.

Centrum handlowe Oder Center powstało na początku lat 90. Wtedy w Polsce jeszcze takich obiektów nie było. Mieszkańcy pogranicza szybko więc nauczyli się robić zakupy po zachodniej stronie granicy. A z polskich miast jest całkiem blisko - ze Szczecina jedzie się około godziny, z Gryfina - 30 minut, a z Chojny - ledwie 20.

dnqpt1m

Minęły jednak trzy dekady, w Polsce nowoczesne centra handlowe zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Jednak "niemieckie" zakupy najwyraźniej nie tracą popularności wśród Polaków.

Ekspedientka z jednego ze sklepów odzieżowych ze Schwedt mówi, że Polacy stanowią jakieś ok. 40 procent klientów. Stara się więc przyswoić podstawowe polskie słówka, ale jak przyznaje, ze średnim skutkiem. "Dziękuję" powie, "proszę" też. Ale "gotówka" już nie da rady.

Są i tacy pracownicy sklepów, którzy po prostu mieszają oba języki. "Möchten Sie reklamówka?" - usłyszałem w jednej z dużych sieciówek odzieżowych. Oznacza to po prostu "Czy chce Pan/Pani reklamówkę".

Nie każdy jednak musi poznawać trudne do wymowy polskie słówka - i chyba jeszcze bardziej skomplikowaną dla obcokrajowców gramatykę. Bo w centrum całkiem sporo ekspedientów i ekspedientek pochodzi z Polski. Trafiliśmy na nich i w perfumerii, i w aptece.

dnqpt1m

- Na pewno znajomość języka polskiego to plus przy staraniu się o pracę - uśmiecha się jedna z nich.

"To nie Cottbus"

Czy Polacy naprawdę nie są uznawani tu za klientów drugiej kategorii? W końcu ich portfele są ciągle znacznie szczuplejsze niż niemieckie.

- Słyszał pan o Edece w Cottbus? Tam była specjalnie wydzielona kasa dla Polaków. Tu nie ma takich rzeczy? - pytam modnie ubranego mężczyznę w średnim wieku.

- Nie. Tu szanują polskiego klienta, a chyba przede wszystkim polskie pieniądze. Niech pan wejdzie do tego butiku, to się pan przekona - mężczyzna wskazuje na duży sklep sieci H&M.

WP.PL
Źródło: WP.PL, fot: Mateusz Madejski

I rzeczywiście, przy każdym stoisku nazwy towarów są tłumaczone na polski. I tak na przykład pod słowem "Pullover" mamy słówko "sweter", a przy "Langarmshirt" mamy "bluzkę".

dnqpt1m

- Wie pan, ja doskonale wiem, jak wygląda sweter czy bluzka, więc przeżyłabym bez tego tłumaczenia. Ale w sumie to miłe - uśmiecha się Anna, która przyjechała na zakupy z Gryfina.

Polskich akcentów językowych jest zresztą więcej. Już na drzwiach obrotowych przy wejściu jest napis: "serdecznie witamy". Na tłumaczeniach się jednak nie kończy. Są nawet polskojęzyczne wydarzenia, na przykład "rodzinna sobota po polsku", podczas której wystąpi klaun Andzia i "przeniesie dzieci w świat Dzikiego Zachodu".

WP.PL
Źródło: WP.PL, fot: Mateusz Madejski

- Niemcy są sprytni. Wiedzą, że prędzej czy później polska chemia będzie taka sama jak ta niemiecka, a z cenami bywa przecież różnie. Więc chcą nas przynajmniej zapewnić, że jesteśmy tu mile widziani - dodaje Anna.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

dnqpt1m
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dnqpt1m