Pomysł na miliony - dziś już niewiele wart?

Pomysł na miliony - dziś już niewiele wart?
Źródło zdjęć: © PAP

19.06.2012 14:44, aktual.: 19.06.2012 19:54

Jak daleko od świetnej idei do milionów na koncie? Gadu-Gadu, Allegro, Nasza-Klasa, Żabka - to znane wszystkim synonimy polskiego sukcesu. Dobry pomysł przekłada się na fortunę. Czasami.

Jak daleko od świetnej idei do milionów na koncie? Gadu-Gadu, Allegro, Nasza-Klasa, Żabka - to znane wszystkim synonimy polskiego sukcesu. Dobry pomysł przekłada się na fortunę. Czasami. Ważniejszy pomysł czy ludzie

Nasza-Klasa w ubiegłym roku zanotowała przychody w wysokości ponad 75 mln zł. Taką sumę podaje portal vBeta.pl za serwisem Media2. Zysk popularnego społecznościowego serwisu wyniósł w 2011 ponad 17 mln zł. I to pomimo ataku Facebooka i powtarzających się pogłosek o rychłym upadku NK.pl.

Oto inne przykłady spektakularnego sukcesu. Żabka Polska w ciągu kilkunastu lat działalności uruchomiła w całym kraju 2,5 tys. sklepów pod tą nazwą oraz setkę freshmarketów. Z kolei twórca sukcesu firmy Optimus Roman Kluska okupił sukces wieloma problemami. Wykazał się jednak siłą woli i konsekwencją. Dziś z 300 mln zł na koncie znajduje się na 69. miejscu na liście najbogatszych Polaków, publikowanej co roku przez „Wprost”. Natomiast serwis Allegro już w 2008 roku podawał, że jego obroty przekroczyły 5 mld złotych.

Tych sukcesów nie byłoby bez śmiałych idei, które pozwoliły zyskać na odkryciu wolnych miejsc w gospodarce. Nie brakuje jednak opinii, że sam pomysł na biznes właściwie nie jest jeszcze nic wart. Można go wcielić w życie i na nim zarobić. Ale równie dobrze można dać za wygraną. Albo popełnić błąd i w konsekwencji zamiast zyskać, stracić na nim wszystkie pieniądze.

- Znane powiedzenie mówi: każdy z nas ma pomysł na milion cztery razy w roku. Tyle, że z większości z nich nic nie wynika – cytuje branżową mądrość jeden z biznesmenów-internautów.

Wielu konsultantów i doradców biznesowych jest zdania, że wartość samego pomysłu wynosi zero. To dopiero zaangażowani w jego realizację ludzie mogą opracować strategię jego wdrażania. Wybrać optymalne drogi rozwoju, ugiąć się przed przeciwnościami albo je przezwyciężyć.

Współczesna gospodarka zmienia się dynamicznie, niemalże z tygodnia na tydzień. W takich warunkach sam pomysł nie ma wartości – twierdzą eksperci biznesu i marketingu. Przy jego realizacji trzeba pokonywać kolejne bariery: brak środków, wybór alternatywnych rozwiązań, zmiany terminów itp. Do tego potrzeba fachowców. I to właśnie w nich są gotowi inwestować przedsiębiorcy. Za sam pomysł nie będą raczej gotowi zapłacić.

[

Obraz

]( http://praca.wp.pl/zarobki.html )

Innowatorzy górą

Analitycy biznesu wskazują też, że w dzisiejszym świecie nieustannych modyfikacji i zmian nie chodzi już nawet o kreowanie pomysłów. O co więc? O innowację. Do sukcesu wystarczy niekiedy drobna zmiana, usprawnienie czegoś, co wymyślił kto inny. Przykładem mogą być firmy działające w e-biznesie. Przedsiębiorcy prowadzący działalność wyłącznie na Allegro korzystają z wielu stale usprawnianych i modyfikowanych programów, dzięki którym oszczędzają pieniądze i czas. Programy te zapewniły swoim twórcom jeśli nie fortuny, to przynajmniej rozgłos i stabilność finansową.

Ale każda forma postępu może też ujawnić mroczne oblicze. Innowacyjność poprawia warunki działania, to prawda, lecz w określonych warunkach prowadzi do generowania bezwzględnych, nieznanych wcześniej form wyzysku. Angielski dziennik „Guardian” informował, że więźniowie chińskich obozów są zmuszani przez strażników do zdobywania wirtualnych dóbr w grze komputerowej. Te zdobycze są następnie upłynniane na aukcjach internetowych, przynosząc strażnikom dochody rzędu 5-6 tys. juanów (około 2 tys. złotych) miesięcznie.

Państwo też ma pomysły

Idee mające przynieść fortunę mogą też być ukierunkowane w inną stronę: nie na pomnożenie własnych zysków, ale na uszczuplenie cudzych. I to w majestacie prawa. Urzędnicy państwowi nieustannie myślą nad tym, jak uzyskać od obywateli część ich dochodów, a zdobytymi środkami zasilić państwową kasę.

Do tego zmierzają np. pomysły zobowiązujące handlowców do wręczania kupującym paragonów. Kto zaniedba tego obowiązku, naraża się na dokuczliwe kary. Wszystko po to, by ograniczyć szarą strefę, która według GUS wynosi w Polsce ok. 15 proc. PKB.

Nasz kraj nie jest jedynym, w którym próbuje się wdrażać podobne reguły. We Włoszech w latach 90. nałożono nawet na kupujących obowiązek odbierania paragonów od sprzedawców. Policja podatkowa miała prawo sprawdzić klienta w obrębie kilku metrów od sklepu. System kontroli nie utrzymał się jednak z powodu licznych protestów.

Są placówki handlowe, gdzie po godz. 16 mało co wbija się do kasy. Kontroler o tej porze nie przyjdzie, a zresztą w niewielkich sklepikach większość klientów to znajomi. Jest tak zwłaszcza na osiedlach, w małych miasteczkach, po wsiach.

Ale czasami takie oszczędzanie może drogo kosztować. Na przykład kioskarka z woj. łódzkiego nie wbiła do kasy usługi ksero za 30 gr. Przyłapali ją kontrolerzy. Zapłaciła 130 zł kary i 170 zł kosztów procesu. To niby niewiele. Ale właśnie z takich sum składają się milionowe oszczędności.

TK/AS

[

Obraz

]( http://praca.wp.pl/zarobki.html )

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Komentarze (1)
Zobacz także