Praca Polaka, czyli armia pracowników jest szykanowana. Do sądu nie pójdą, zwolnić się nie chcą

Renata w pracy usłyszała, że jest złodziejką i brudasem. Małgorzatę kierownik miesiącami podrywał i upokarzał przy wszystkich. Nie wytrzymała, pękła. Joanna słyszała, że urodziła się w patologii i będzie żyć w patologii. Armia pracowników była szykanowana w pracy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
praca, firma
praca, firma (Fotolia, Fot: fotolia)
WP

Pięć przykazań prawdziwego Janusza. Janusza Biznesu.

1. Pracownika nie szanuj.
2. Pensja i premia nie muszą być na czas.
3. Pracownik musi się bać.
4. Każdy, kto cię krytykuje i umożliwia krytykę jest twoim wrogiem.
5. Polska to nie raj. Zwłaszcza nie dla pracownika.

Co szósty pracownik potwierdza, że był szykanowany w pracy - wynika z badań CBOS. Jak wynika z danych: szykany w robocie nie są domeną dużych firm. Zdecydowanie częściej na złe warunki zatrudnienia skarżą się pracownicy małych przedsiębiorstw. To nie wielkie korporacje mają problem. To Janusze Biznesu. Najczęściej stawiają na upokarzanie, podważanie umiejętności, tworzenie złej atmosfery. Tak przynajmniej szykany rozumie blisko połowa Polaków.

WP

CBOS nie ma wątpliwości: szykanowani czują się najczęściej ci, którzy zarabiają najmniej. Małgorzata Omyła Rudzka, która opracowywała ostatni raport CBOS na temat problemów polskich pracowników szacuje, że szykany w miejscu pracy to problem 40 proc. pracujących. To armia kilku milionów Polaków.

"Patologia"

Renata usłyszała w pracy, że jest "brudasem". Później, że jest "złodziejem". I "hieną". I "śmierdzielem". I "nierobem biorącym pieniądze za darmo". Kilkukrotnie słyszała, że na pewno coś z roboty już podwędziła. Dlaczego? Bo wygląda na taką, co by tak zrobiła. Z twarzy. A gdy powiedziała kierownictwu, że uczęszcza do szkoły dla dorosłych, to reakcja była jedna: śmiech. A chodziło jej tylko o odpowiednie ułożenie grafiku. Tyle i tylko tyle.

Renata pracowała w zwykłym sklepie. Ani duży, ani mały. Ot osiedlowy spożywczak z pracownikami na dwie zmiany w okolicach Zielonej Góry. Gdy dostała wypowiedzenie kierownik rzucił na odchodne, że "wszystkie latarnie są zajęte". - Traktował nas, jakbyśmy byli podludźmi - zeznał w tej sprawie jeden ze świadków.

WP

Sąd zdecydował: "powódce przysługuje odszkodowanie w wysokości nie przekraczającej trzymiesięcznego wynagrodzenia". 4,5 tys. zł. Za bycie podczłowiekiem i długą walkę w sądzie.

Zobacz także: Była pracownica oskarża sieć sklepów o mobbing. Cztery strony opowieści o dręczeniu

Inna historia, tym razem stacja benzynowa pod Legnicą. Akta sprawy, o Małgorzacie: osamotniona, bezsilna, lekceważona przez współpracowników, którzy posądzali ją o romans z przełożonym. A to przełożony przychodził do Małgorzaty z dziwnymi propozycjami. Wśród współpracowników robił z niej kretynkę, a na osobności podrywał. Sąd rejonowy zauważył w aktach, że "niepożądany kontakt miał miejsce zwykle na osobności, w sytuacjach sam na sam, bez świadków". Przełożony sypał żartami o podtekście seksualnym tylko tam, gdzie nie było monitoringu. Współpracownicy? Wiedzieli. "Nie informowali pracodawcy o zachowaniu kierownika ze strachu, że mogą stracić pracę".

Sąd (rejonowy, później okręgowy) zdecydował: "powódce przysługuje zadośćuczynienie w wysokości 15 tys. zł". Za problemy ze snem, bóle całego ciała, wielomiesięczny strach przed pójściem do pracy.

WP

Zmiana miejsca, tym razem okolice Gorzowa Wielkopolskiego. Joanna w pracy usłyszała, że pochodzi z rodziny patologicznej. Słowo "patologia" w relacjach pracownik-kierownik pojawiało się wyjątkowo często. Z reguły w kierunku Joanny. Zaczęło się od zarzutów, że nie było jej w pracy, choć… była. Później było wyśmiewanie się z jakości jej pracy. W obecności świadków, zwykle tak głośno, by słyszała cała hala produkcyjna. Później były groźby odebrania urlopu, a w końcu… konieczność zgłaszania wyjścia do toalety. Z konkretami. Sąd zanotował w aktach to jako "konieczność określania potrzeby".

A później standardowo: sprzeczne polecenia, nierealne terminy zadań, ograniczenie czasu wolnego, rozprzestrzenianie plotek. Joanna pękła. I pojawił się ból kręgosłupa, wymioty, biegunka, bóle brzucha i głowy. Pękła tak głęboko, że nie miała sił zajmować się własnym synem. I zaczęła pić.

Sąd zanotował: doznane cierpienia uniemożliwiają powódce nie tylko funkcjonowanie społeczno-rodzinne, ale i możliwość podjęcia zatrudnienia. A świadkowie? Potwierdzali. Kierowniczka od początku podkreślała, że na "podwładnych należy patrzeć z góry", a polecenia "wydawać podniesionym głosem".

To fragmenty wyroków polskich sądów w sprawach o mobbing w pracy. Sytuacje, miejsca i zasądzone kwoty są prawdziwe. Zmieniliśmy jedynie imiona bohaterów. - Polska rajem dla pracowników nie jest - mówi Katarzyna Duda z Instytutu Lassalle'a oraz autorka raportu "Outsourcing usług ochrony oraz utrzymania czystości w instytucjach publicznych". Spotykała się z ochroniarzami zarabiającymi po kilka złotych i salowymi, z którymi nikt nie chciał rozmawiać.

WP

Zobacz także: Paragon przed płatnością. "Rząd może całkowicie wycofać się z tego pomysłu"

- Jedna z pracownic szpitala w Gorzowie Wielkopolskim usłyszała kiedyś, że jej praca jest nieskomplikowana. "Że wystarczy dać małpie banana i też posprząta" - opowiada. Jak wspomina Katarzyna Duda, inna pracownica od koordynatorki z firmy sprzątającej usłyszała, że cała ekipa jest tyle warta, co papier toaletowy. Ani grosza więcej. Salowa ze szpitala w Lublinie usłyszała z kolei, że jest odpadem medycznym. Mogłoby jej po prostu nie być. Z pracy żadna nie odeszła.

- Co mieliby zrobić ludzie w takiej sytuacji? Odejść z pracy? Gdyby poszli do innej firmy, to mieliby dwa razy wyższą pensję, lepszych kierowników? Ludzie nie łudzą się nawet, że gdzieś w ich mieście byłoby lepiej. Nie patrzmy na ten problem z perspektywy dużego miasta, tylko małej miejscowości. Tam lepsze jest kilka złotych w trudnych warunkach niż nic - tłumaczy.

- Frustracja? Jest bardzo widoczna u mężczyzn, u kobiet czuć pogodzenie się z losem. Pewnie chciałby pan wiedzieć, czy wyjdą na ulicę protestować, palić opony. Nie wyjdą, bo są rozproszeni. Nie wyjdą, bo pracują cały dzień. Nie mają nawet czasu spotkać się w grupie i ponarzekać. Ciężko ich frustrację przekuć w jakiś ruch społeczny, nie mają związków zawodowych. Trwają - mówi.

WP

Bolesne statystyki

Niewielu decyduje się na odejście. Jeszcze mniej osób decyduje się na walkę w sądach w tak beznadziejnych przypadkach.

Jak wynika ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości w 2017 roku (ostatnie aktualne dane, rok 2018 wciąż jest w opracowaniu) w sądach rejonowych i okręgowych pojawiło się zaledwie 1300 pozwów o odszkodowanie i zadośćuczynienie za mobbing w pracy, nierówne traktowanie w miejscu pracy lub molestowanie. Ledwie 70 z nich skończyło się wygraną pracownika. Cztery razy więcej już zostało przez sądy zamknięte. Wygrana w sądzie o mobbing lub problemy w pracy to wygrana jak na loterii.

Mobbing - prześladowanie, uporczywe nękanie i zastraszanie, stosowanie przemocy psychicznej wobec podwładnego lub współpracownika w miejscu pracy.

Polacy co roku zgłaszają blisko 100 tys. skarg do Państwowej Inspekcji Pracy. Co druga jest rozpatrywana jako uzasadniona. Większość? Związana z wynagrodzeniem. A to nie przyszło, a to było za małe. Masa dotycz umowy. Albo jej nie ma, albo jej zapisy nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Statystyka skarg w Inspekcji Pracy nie oddaje skali problemów polskich pracowników.

Co roku Państwowa Inspekcja Pracy udziela blisko miliona porad prawnych. 5 tys. z nich dotyczy skrajnych patologii: mobbingu i dyskryminacji. Ćwierć miliona dotyka czasu pracy i wynagrodzenia. Kwestie umów i ich braku to już blisko 300 tys. porad. I to może być realna skala problemów. Po telefon sięgnąć najłatwiej. I przynajmniej upewnić się, że coś jest nie tak.

U mnie jest wszystko dobrze

- Problem polskiego pracownika? Chaos organizacyjny, brak jasnych celów, rozbieżności pomiędzy obietnicami podczas rozmowy kwalifikacyjnej lub w ogłoszeniu a realiami. Problemy przy wyliczaniu obiecanych premii lub odbieranie ich pod byle pretekstem, a do tego zmuszanie do nadgodzin bez wynagrodzenia czy umowa zupełnie nie oddająca natury i warunków pracy. To typowe problemy. Gdy zaczynaliśmy działalność, to nie miałem pojęcia, jak wiele negatywnych zachowań spotyka pracowników - tłumaczy Adam Kosieradzki, prezes GoWork.pl.

Kosieradzki to 35-letni przedsiębiorca. Działa w 12 miastach w Polsce, głównie w branży szkoleniowej. GoWork posiada 60 tys., absolwentów, prowadzi szkoły policealne. Przez pracowników w Polsce firma znana jest ze względu na portal z opiniami o pracodawcach - GoWork.pl. Serwis odwiedza 5 mln osób miesięcznie, a archiwum zawiera 3,5 mln opinii o pracodawcach. - W większości pracodawcy nie chcą uwierzyć w negatywne komentarze. Uważają je za przejaw hejtu, od nas oczekują cenzury i usuwania - tłumaczy.

I jak wyjaśnia, w tej chwili firma ma blisko 100 procesów związanych z żądaniem usunięcia niepochlebnych wpisów.

- Jedna z firm z branży IT oskarża nas o utratę ważnego kontraktu. Pracownicy skarżyli się na ogromną rotację, pisali o chaosie w firmie, o złej atmosferze i w efekcie kontrahent nie zdecydował się na kilkuletnia współpracę, co wiązało się z realnymi stratami firmy. Zamiast jednak poszukać problemu u źródła, firma winnych szuka poza nią. Coraz więcej firm rozumie, że nie można za wszelka cenę starać się usuwać komentarzy, tylko podjąć dialog z użytkownikami, wsłuchanie się w głos ludzi - odpowiada.

I zwraca uwagę, że ostatecznie to i tak sąd decyduje o losach na przykład kontrowersyjnych wpisów. Firma wszystkich traktuje jednocześnie. Nie usuwa wpisów za pieniądze. Po sygnałach dotyczących nieprawidłowości w Szlachetnej Paczce, które ujawnił Janusz Szwertner z Onetu, GoWork rozpoczął swoją akcję. Zachęca do zgłaszania własnych nieprawidłowości.

- Coraz więcej osób doskonale zdaje sobie sprawę, jak walczyć o swoje. I stąd nasza akcja, która miała zachęcić do walki z patologiami. Bo krytyczne opinie o firmie to jedno, a patologie to drugie. Jedne trzeba naprawiać, drugie eliminować. Dlatego wszystkie osoby dotknięte mobbingiem czy patologiczną sytuacja w firmie, mogą liczyć na nasze pełne bezpłatne wsparcie pod kątem prawnym - mówi Kosieradzki.

Już teraz GoWork ma blisko 2 tys. osób gotowych do złożenia dokumentów w sądach.

Jak wynika z danych serwisu - zgłoszenia głównie dotyczą małych i średnich przedsiębiorstw. One stanowią blisko 80 proc. wszystkich opinii. Korporacje to zaledwie 20 proc. wszystkich zgłoszeń. To ciekawe o tyle, że w firmach zatrudniających powyżej 50 osób pracuje blisko 5,5 mln Polaków. W przedsiębiorstwach zatrudniających mniej niż 20 osób - dokładnie tyle samo. Z małych ośrodków pochodzi blisko połowa zgłoszeń.

- Skąd problemy w polskich firmach? Wydaje mi się że z braku edukacji. Wielu przedsiębiorców szczególnie przy mniejszych i średnich firmach nikt nie nauczył, jak zarządzać ludźmi. A więc robią to instynktownie. Wielu ma wrażenie, że atmosferą strachu, zagrożenia, niezdrową rywalizacją uda się osiągnąć lepsze wyniki. A jak pojawi się krytyka, włącza się automatyczna obrona. Jeśli pracownicy na kawie, na obiedzie, na forach internetowych narzekają, to ma to duży wpływ na wyniki przedsiębiorstwa. Dlatego warto wsłuchać się w głos pracowników czy klientów firmy. Monitorowanie, słuchanie i odpowiadanie na komentarze, może firmom pomóc stać się lepszymi organizacjami - tłumaczy Kosieradzki.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP