Logiczne było po prostu zachowanie spokoju. Okazało się jednak, że górę wzięła chęć do realizacji sporych już zysków. Ponad 10 procent na S&P 500 od początku lipca to naprawdę nieźle. W komentarzach znaleźć można jeden wielki strach przed spowolnieniem gospodarczym, co podobno doprowadziło do przeceny wielu aktywów. Warto jednak na zimno przeanalizować sytuację. Dane makro w USA od wielu tygodni były słabe. Wszyscy wiedzieli, że gospodarka zwalnia, ale mało kto się tego bał. W środę nic się nie zmieniło. Obawa przed spowolnieniem Chin może i jest logiczna, ale czy naprawdę ich dane makro mogą doprowadzać do przeceny?
Produkcja w stosunku do lipca zeszłego roku wzrosła w lipcu o 13,7 proc. (w czerwcu 13,4 proc.), sprzedaż wzrosła o 17,9 proc. (w czerwcu 18,3 proc.). Czy naprawdę można z ręką na sercu powiedzieć, że to były słabe dane? Nic dziwnego, że w środę indeks Shanghai Composite wzrósł. Poza tym dane europejskie w większości są całkiem niezłe. Wniosek jest prosty: rynek rósł dotychczas na małym obrocie i dojrzał już do korekty. Szukanie innych powodów spadków mija się z celem.
Indeksy giełdowe szybko i gwałtownie spadły i potem stabilizowały się na bardzo niskich poziomach (od 2,5 do 3 procent poniżej wtorkowego zamknięcia). Gracze czekali na ostateczną rozgrywkę w ostatniej godzinie sesji. Spadki uznać trzeba na razie jedynie za mocną korektę, a nie za powrót do bessy. Może to być jednak korekta dłuższa, jeśli dane makro będą nadal słabe.
GPW poszła we wtorek rano śladem innych giełd europejskich. WIG20 spadł o jeden procent i rynek zaczął się stabilizować. Jednak przed południem spadki indeksów na innych giełdach zaczęły zbliżać się do dwóch procent, a to musiało przełożyć się również i na nasz rynek. Indeksy zaczęły się znowu osuwać, ale popyt dzielnie bronił wsparcia z 30 lipca (2.449 pkt.), więc indeks szybko wrócił do poprzedniego poziomu stabilizacji.
Po pobudce w USA skala spadków zaczęła się powoli (podobnie jak na innych giełdach) zmniejszać i, podobnie jak tam, po publikacji danych o deficycie handlowym USA zaczęła się znowu pogarszać. Zanosiło się również u nas na przecenę, ale bykom udało się bez problemów (na umiarkowanym obrocie) ocalić wsparcie, a WIG20 spadł jedynie o 1, 38 proc. Jak widać, gracze nie byli wcale przekonani do tego, że zakończyła się już letnia hossa. Pamiętać też trzeba, że od przedwczoraj obowiązują sygnały sprzedaży.
Piotr Kuczyński
Xelion. Doradcy Finansowi