Rosnące ceny energii sprzyjają oszustom. Uważaj na sprzedawców "magicznych" urządzeń

- To jakaś totalna bzdura. Rachunek nie spadnie, a możemy popsuć drogie urządzenia AGD - komentuje skuteczność "Electricity saving box" Rafał Czujko, elektryk wykonujący specjalistyczne ekspertyzy. Sieć pełna jest reklam cudownego pudełeczka, które ma zmniejszyć rachunek o 50 proc.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Testy przeprowadzane przez ekspertów na YouTube nie pozostawiają złudzeń co do efektów użycia "magicznych pudełek".
Testy przeprowadzane przez ekspertów na YouTube nie pozostawiają złudzeń co do efektów użycia "magicznych pudełek". (Youtube.com, Fot: DiodeGoneWild)
WP

"Sensacja! Najprostszy sposób oszczędzania prądu elektrycznego! Korzystaj z prądu tak, jak wcześniej, a płać 2 razy mniej!" - w ten sposób zachwalane jest "Electricity saving box". Urządzenie kosztuje teraz 219 zł i to tylko dlatego, że jest w specjalnej promocji i płacimy za nie połowę ceny wyjściowej. Rzecz jednak w tym, że niedawno kosztowało 174 zł i to bez promocji. A rok temu na serwisach aukcyjnych było za 49,99 zł.

Sprzedająca ją internetowo firma - Bernadatte Ltd. z Panamy - wyraźnie zwietrzyła swoją szansę w tym, że Polacy żyją w strachu przed nowymi rachunkami. Wprawdzie rząd ciągle zapewnia, że powstrzyma podwyżki, ale niektórzy z nas już dostali wyższe cenniki za prąd.

Co dalej z cenami prądu?

WP

Jak to działa? Urządzenie rzekomo powoduje "zmniejszenie toku przepływu prądu, przez co mniejsze wskaźniki na liczniku, a co za tym idzie - w ciągu każdego miesiąca rachunki za prąd są mniejsze!". Jak czytamy dalej, "z pomocą Electricity Saving możesz płacić za prąd o 30-50 proc. mniej, w zależności od tego, z jakich przyrządów elektrycznych korzystasz".

WP

Abstrahując już od miernej jakości tłumaczenia tego tekstu, warto sprawdzić czy rzeczywiście zgodnie z opisem jest to możliwe. Dodajmy jeszcze, że małe pudełeczko wystarczy tylko podłączyć do jakiegokolwiek gniazdka. Efektywność rzekomo jest potwierdzona przez badania, nie oszukuje licznika, a nawet przedłuża żywotność elektroniki i obniża niebezpieczne dla zdrowia promieniowanie.

"To jakaś totalna bzdura"

Gdyby to wszystko było prawdą, to sam urządzenie bym zamówił. Procedurę nawet rozpocząłem, czekam teraz na telefon, by zapytać o szczegóły i owe badania. Telefon jednak nadal milczy. Dlatego z pytaniami o to urządzenie udaję się do specjalistów.

- To jakaś totalna bzdura. Rachunek nie spadnie, a możemy popsuć drogie urządzenia AGD. Idąc tym tokiem myślenia, można też za pieniądze zaproponować komuś oszczędzanie przez niekorzystanie ze sprzętu w ogóle. Z tym pudełeczkiem w kontakcie rachunki mogą być tylko wyższe, bo ono też pobiera prąd - wyjaśnia Rafał Czujko, właściciel firmy Flam Elektro.

WP

Może jednak elektryk - na co dzień zajęty wykonywaniem kompleksowych instalacji, przygotowywaniem ekspertyz i prowadzący badania oraz analizy techniczne - się myli? Z pytaniem o magiczne pudełeczko udajemy się do najwyższej instancji elektrycznej w kraju - Stowarzyszenia Elektryków Polskich.

- Sprawdzałem to urządzenie i nie dawało absolutnie żadnych efektów. To może mieć jakiś sens tylko przy starym liczniku z obrotową tarczą. Wtedy tarcza może wolniej się kręcić, ale tylko kiedy domowy sprzęt nie będzie pracował i pozostanie w trybie czuwania. Jednak tę groszową oszczędność zniweluje samo urządzenie też pobierające prąd - mówi money.pl Juliusz Talarczyk, przewodniczący Zespołu Ekspertów Stowarzyszenia Elektryków Polskich.

Jak dodaje, przy powszechnych obecnie licznikach elektronicznych pudełeczko za ponad 200 zł tylko zwiększy zużycie prądu.

Nazwy ciągle się zmieniają

WP

Pytania o sprzedawcę tych urządzeń skierowaliśmy również do UOKiK. Jednak do czasu opublikowania tego artykułu nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi. Adresat jest tu właściwy, bo Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów jest, zgodnie z prawem, zobowiązany do podejmowania działań w przypadkach naruszeń zbiorowych interesów konsumentów.

Tym bardziej, że owo pudełeczko "dające oszczędności" nie jest wcale rzeczą nową. Na forach elektryków można znaleźć miażdżące dla tego rozwiązania komentarze nawet sprzed blisko 10 lat. Zmienia się tylko nazwa i kształt. Wcześniej był to "Bill killer","Tesla Saver ECO" i "Energy Saver".

Zmieniały się też formy sprzedaży. Kiedyś handlowano nimi na bazarach i giełdach samochodowych. Teraz można "Electricity saving box" zamówić przez internet. Przy tym kanale sprzedaży ważne są oczywiście komentarze. Firma dbając o swoje interesy na stronie publikuje tylko te pochlebne i prawdopodobnie fałszywe.

"To jest coś! Zaskoczył mnie ten przyrząd. Szczerze mówiąc, nie bardzo wierzyłem w to, co jest tu napisane, ale po miesiącu użytkowania, wszelkie wątpliwości się rozwiały" - Wiktor z Łodzi. "Dobry i potrzebny przyrząd. Z nim cena za prąd nie wydaje się być już tak wielka. Zwrócił się po 2 miesiącach, a korzystając z niego jestem tylko na plusie" - Małgorzata z Lubania.

WP

"Ot, taka mała ściema”

Elektrycy na forach widzą to jednak inaczej: "świetny sposób na robienie wała z ludzi przy minimalnych zabiegach i kosztach. Nieźle z tego ludziska żyją", "Co rok, dwa, zmieniają mu nazwę, zmienia się też firma oferująca, no i cena rośnie. Zwiększa się też reklama, na co dają się nabierać całkiem niezłe persony".

Na pytanie jednego z forumowiczów jak to działa, elektryk o nicku retrofood odpowiada: "polega na tym, by rzec w skrócie, aby wcisnąć komuś coś w kolorowym papierku i wziąć za to kasę jak za zboże. Wszystko to dzieje się pod płaszczykiem oszczędności w zużyciu energii. Ot, taka mała ściema".

Litości dla urządzenia nie maja też youtube'owi testerzy, co pokazuje poniższe wideo.

Do czasu opublikowania artykułu sprzedawca nie oddzwonił, by ustalić szczegóły zamówienia. Zatem nie mogliśmy firmy zapytać o badania naukowe na temat użyteczności tego urządzenia. Nie wiemy, też dlaczego sprzedawcy tego cuda zbierają tak negatywne opinię.

Warto również odnotować, że nie jest to pierwsze z magicznych urządzeń, które oferowano na naszym rynku. Były już przecież w sprzedaży urządzenia, które w gniazdku zapalniczki samochodowej działały cuda i auto miało jeździć niemalże na powietrze.

Sposób użycia ich wszystkich jest bardzo podobny. Wystarczy podłączyć je w miejsce zapalniczki samochodowej czy do domowego kontaktu i czekać na efekt. Modne swego czasu były też "specjalne" magnesy do przewodów paliwowych. Dzięki nim oszczędności też miały powalić kupujących na kolana.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP