Klient ubezpieczony w PZU rozbił auto i kiedy zgłosił się do zakładu z prośbą o pojazd zastępczy. Zamiast samochodu dostał propozycję roweru na własność. Punkt widzenia ubezpieczyciela był następujący - propagowanie zdrowego trybu życia, dbałość o środowisko i ograniczanie emisji spalin. Argumenty bardzo szlachetne, ale nie można zapominać o kosztach. Model, który oferowało PZU, kosztuje od 700 do 1000 zł, zaś za wynajem auta trzeba zapłacić średnio 3-4 tys. zł. Więc nawet sprezentowanie klientowi roweru na stałe było bardzo opłacalne.
Według szacunków sędzi Anety Łazarskiej z warszawskiego Sądu Rejonowego tylko w jej sądzie czeka kilka tysięcy spraw, które dotyczą aut zastępczych. W całej Polsce liczba ta może iść w dziesiątki tysięcy. W większości chodzi o wypłaty rzędu 1-2 tys. zł. Sądy zazwyczaj stają po stronie klienta. Jeśli stanie się to regułą zakłady będą musiały wypłacić nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Jeszcze kilka miesięcy temu spawy aut zastępczych stanowiły 1/3 wszystkich wpływających wniosków, dziś jest już ich połowa.
Niedawno Rzecznik Ubezpieczonych, który tylko do września 2013 r. otrzymał 6,4 tys. skarg z tego powodu, poprosił Sąd Najwyższy o podjęcie uchwały, która usunie rozbieżności w orzecznictwie sądowym. Łazarska jest zdania, że przydatny byłby odgórnie narzucony cennik, który określałby ceny najmu.
Co ciekawe za takim rozwiązaniem jest także Polska Izba Ubezpieczeń. - Rozwiązanie, polegające na wprowadzeniu przez niezależny podmiot lub podmioty tabel średnich stawek najmu pojazdów zastępczych jest rozwiązaniem interesującym i korzystnym z punktu widzenia poszkodowanych, ubezpieczycieli i sądów - tłumaczy Marcin Tarczyński, analityk PIU. Przypomina jednak, że trzeba ustalić, kto może przygotować taki cennik, do tego tak by nie została naruszona konkurencyjność ofert najmu.