*To co chce pan zmienić w banku? Na razie jest to pośrednik przekazujący pieniądze z Ministerstwa Finansów, czy choćby z Europejskiego Banku Inwestycyjnego – innym instytucjom. Pośrednik, należy zauważyć, kosztowny. *
Czy kosztowny? To teza pana redaktora. Ja tego jeszcze nie wiem, choć nie wykluczam, że tak rzeczywiście może być. Natomiast bank ma być rzeczywiście bankiem – nie tylko z nazwy, ale zgodnie z elementarnymi zasadami funkcjonowania tego typu instytucji. To znaczy, że bardzo ważne jest danie szansy zatrudnionym w BGK ludziom, by pokazali, iż potrafią działać jak prawdziwi bankowcy – nie zaś jak urzędnicy wykonujący od godziny 8 do 16 proste polecenia wydawane z góry. Kolejna rzecz to obszar back office’u, za który jestem odpowiedzialny. Nie uważam się w tym momencie za bankowca – jestem człowiekiem z innej branży. Nie ukrywam, że moją pierwszą miłością była energetyka i stamtąd czerpię gros swoich doświadczeń. Tym razem będę odpowiadał za procesy, które mają wspomagać moich kolegów – bardzo doświadczonych bankowców – oraz pozostałych pracowników banku właśnie w pracy czysto bankowej. Jeśli potrafimy przestawić organizację banku, informatykę, administrację i logistykę, to jest szansa, że pozostałe, merytoryczne
departamenty, będą mogły funkcjonować nie zajmując się skomplikowaną materią związaną z organizacją banku. Niezmiernie istotną sprawą jest przyjęcie odpowiedniej strategii. Bez tego, a nie jest wykluczone, że także bez zmiany statutu banku, będzie tak, jak jest. Czyli będziemy pracować w instytucji, która w sposób prosty, popełniając mniejsze lub większe błędy, jest przybudówką dla różnych ministerstw. Musimy bardzo blisko współpracować w realizacji programów rządowych związanych ze wsparciem gospodarki, ale musimy mieć także podmiotowość. BGK powinien mieć swoją renomę.