ZUS twierdził, że nie należy się renta. Wszystko przez znajomych na Facebooku

Na podstawie aktywności na Facebooku ZUS stwierdził, że kobiecie nie należy się renta. Ta historia to lekcja dla wszystkich: niestety wizerunek i nasze życie w mediach społecznościowych zbyt często uznawane są za wiarygodne.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Uważaj, co piszesz na Facebooku. ZUS czyta
Uważaj, co piszesz na Facebooku. ZUS czyta (Materiały prasowe)

Kobieta twierdziła, że leczy się u psychiatry, neurologa i kardiologa. Podkreślała, że wymaga "całkowitej, stałej i długotrwałej obsługi w związku z niezdolnością do samodzielnej egzystencji” – co potwierdza konieczność przyznania jej prawa do wnioskowanego świadczenia.

Jednak jak informuje serwis Bezprawnik, urzędnicy z ZUS-u, których cytuje Gazeta Prawna, uznali, że “znaczna liczba znajomych na Facebooku i zamieszczone informacje świadczą o dość dobrym funkcjonowaniu społecznym i aktywności”.

Z kolei fakt, że kobieta ma konto na portalu społecznościowym i z niego korzysta, oznacza, że “może się skupić”. A skoro tak, to nie ma przeszkód, żeby pracowała np. przy komputerze.

To nie pierwszy raz, kiedy ZUS wykorzystuje media społecznościowe, by prześwietlić płatników. Ubezpieczyciel szuka dowodów na oszustwa także na Facebooku. Portal money.pl pisał w styczniu 2017 roku o kobiecie, która straciła wysoki zasiłek macierzyński, bo dostała pracę po znajomości, by wyłudzić pieniądze.

Na trop udało się wpaść dzięki temu, że zatrudniona komentowała wpisy szefa. Na dodatek polubić musieli się już parę lat temu. Tymczasem podczas odpowiadania na pytania ubezpieczyciela twierdzili, że się nie znają.

ZUS potrafi też sprawdzać, co ubezpieczony robił będąc na L4. Jeśli ktoś zachorował na grypę i przyniósł takie zaświadczenie do pracy, a jednocześnie wrzucał do sieci zdjęcia z wakacji w Turcji, to pieniędzy ZUS nie wypłaci.

Oczywiście samo zdjęcie umieszczone na Facebooku nie wystarczy, żeby zabrać zasiłek. Ale może być powodem do wszczęcia postępowania wyjaśniającego.

Problem w tym, że w sprawie kobiety, która leczyła się m.in. u psychiatry, ocena nie powinna być tak jednoznaczna. Fakt, że ktoś posiada mnóstwo znajomych, niekoniecznie oznacza, że jest duszą towarzystwa. A np. po prostu akceptuje prośby innych i ma wśród wirtualnych znajomych, z którymi nie rozmawiała od lat. Każdy, kto ma profil w mediach społecznościowych, pewnie zna tę praktykę.

Na szczęście do podobnego wniosku doszedł sąd w Siedlcach, który odrzucił wniosek ZUS. Po skierowaniu kobiety na dodatkowe badania - z których wynikało, że cierpi na “organiczne zaburzenia urojeniowe u osoby z upośledzeniem umysłowym na pograniczu stopnia umiarkowanego” i bóle głowy - sędzia uznał, że kobiecie należy się renta socjalna. W oświadczeniu napisano:

“Fakt, że ubezpieczona jest aktywna na Facebooku nie oznacza, że samodzielnie obsługuje komputer i związane z tym aplikacje. Ponadto brak jest bezpośredniego związku pomiędzy znajomościami zawartymi w internecie a możliwością wykonywania pracy”.

Najchętniej rozszerzyłbym oświadczenie o stwierdzenie, że należy bardzo ostrożnie podchodzić do treści, które oglądamy w mediach społecznościowych i niekoniecznie się nimi sugerować. To często fałszywy obraz. Czasami wykreowany przez samych wrzucających, a czasami przez oglądających, którzy na podstawie zdjęć czy wpisów oceniają. Wnioski i wyroki, o czym przekonał się ZUS, mogą być nieprawdziwe.