- Pracuję w poradni pedagogiczno-psychologicznej. Wydaję orzeczenia o problemach, które mają uczniowie. Spotykam się z rodzicami i wspólnie zastanawiamy się jak taki problem rozwiązać. Na przykład jak pomóc nadpobudliwemu dziecku. Ja mogę tylko doradzać, nie jestem lekarzem, może dlatego psychologów ceni się mniej niż psychiatrów, którzy mają do dyspozycji recepty. Psycholog ma tylko słowa. Zarabiam tyle, co nauczyciel z podobnym stażem, do tego ciągle muszę się szkolić. Ale robię to, co lubię – mówi Kinga Wierzba, psycholog od ponad 10 lat. Weronika robi testy małżeństwom, które chcą adoptować dzieci. - Badam ich na różne sposoby. Sprawdzam, czy są odpowiednimi rodzicami. To trudne, rodzice chcą przecież pokazać się z jak najlepszej strony. Psycholog na podstawie tego, co mówi rodzic, który często koloryzuje rzeczywistość, musi stwierdzić jaka jest prawda. Mamy do dyspozycji tylko pytania, czasem wykonujemy testy wykorzystując obrazki, plansze z liczbami. Testy mogą mieć formę zadań logicznych. Opieramy się
na statystyce. Na podstawie ilości punktów wydajemy decyzje, kto jaki jest. Niby proste, ale ciąży na nas odpowiedzialność, jeśli nie wykryjemy, że osoba kłamała, jeśli celowo coś zataiła, to zniekształci się obraz charakterologiczny tej osoby. Statystyka jest sprzymierzeńcem psychologa w badaniu człowieka, musimy mieć jednak na uwadze to, że człowiek wymyka się statystykom. Zdarzyło mi się wykonać test i wydać decyzję pozytywną dla rodziców starających się o adopcję. Byli idealni, ale gdy przyjęli dziecko, coś się zmieniło, ojciec zaczął pić, awanturować się. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd – mówi Weronika Jamróż, jest psychologiem od 6 lat, zarabia niecałe 2 tys. zł.