Można to przypisać spadkowi globalnego ryzyka, ale trudno o takie stwierdzenia po tym, jak chińskie dane nt. bilansu handlowego mimo, że lepsze, to jednak nie zostały zbyt dobrze przyjęte przez ekonomistów, a sytuacja w strefie euro raczej nie zmierza w dobrym kierunku, skoro ECB obniżył stopy, a jego członkowie powtarzają, że trzeba zachować dużą ostrożność. Wczorajsze informacje o udanej, kierowanej aukcji portugalskich 10-letnich obligacji, też nie przesądzają o tym, że kraj ten będzie mógł podobnie jak Irlandia powracać na rynki finansowe. Trudno też znaleźć wytłumaczenie w postaci lepszych perspektyw dla amerykańskiej gospodarki i tym samym utrzymania dobrej passy na giełdach. Widać raczej sygnały wyhamowania, jeżeli spojrzeć na regionalne wskaźniki aktywności, czy też indeksy ISM i nastroje konsumenckie. Jedyne dobre odczyty, w pewnym sensie zaskakujące – to ostatnie miesięczne dane Departamentu Pracy USA. Tyle, że ten „mix” informacji przemawia tak naprawdę za utrzymaniem obecnego status quo w
kwestii programu QE3 do końca roku. Dzisiaj wsparciem dla euro mogły być lepsze dane nt. niemieckiej produkcji przemysłowej w marcu. Po wczorajszym dobrym odczycie dynamiki zamówień, dzisiaj odczyt produkcji wskazał na wzrost o 1,2 proc. m/m po 0,6 proc. m/m zwyżce w lutym. Tendencja jest, zatem pozytywna, ale czy tak będzie też w kwietniu w kontekście słabości wskazywanej przez indeksy PMI, czy IFO? Trudno na tej bazie wyrokować, że spadają szanse na dalsze luzowanie polityki przez Europejski Bank Centralny.
Marek Rogalski – Główny analityk walutowy DM BOŚ