WP

Jak zrobić oszustowi jesień średniowiecza. Tłumaczymy, jak walczyć z fałszywymi sklepami

Miliony Polaków zrobiły na święta zakupy przez internet. Część z nas nie dostała zamówień przed Wigilią. Później też nie, bo padła ofiarą oszustów. Skąd o tym wiemy? Bo nie ma dnia, by do naszej redakcji nie przyszedł mail od osoby oszukanej przez sklep internetowy. Nazwy wielu z nich się powtarzają i to od wielu miesięcy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Tysiące Polaków nie otrzymało zamówionych paczek. To ofiary internetowych oszustów
Tysiące Polaków nie otrzymało zamówionych paczek. To ofiary internetowych oszustów (East News, Fot: Mateusz Jagielski)
WP

- Są niestety sklepy internetowe, które z nierealizowanie zamówień uczyniły swój model biznesowy. Bardzo często są to seryjni oszuści, którzy nie poprzestają na jednej czy dwóch domenach. Na ogół wygląda to tak, że otwierają sklep, mając niewielką ilość towaru. Handlują tym, co mają, po jakimś czasie przestają realizować zamówienia w ogóle lub wysyłają tylko niewielką ich część - mówi nam Bartosz Słupski, ekspert e-handlu.

Jak nie dać się oszukać?

Odkrycie firmy oszusta nie jest łatwe. Są jednak symptomy, które powinny zwrócić naszą uwagę. Przede wszystkim uważnie obserwuj komentarze na facebookowym profilu firmy. Weź pod uwagę, że swoją opinię wyrażają tam ludzie, którzy zostali źle obsłużeni i mają jakieś zastrzeżenia. Tym, że negatywne komentarze się pojawiają, nie ma się co za bardzo przejmować. Mówiąc kolokwialnie – każdemu zdarza się coś przeskrobać. Prawdziwy problem pojawia się wtedy, gdy negatywne opinie przeważają i są świeże.

WP

Zobacz: Andrzej Duda dla WP: czasem kupuję przez internet

Zwróć szczególną uwagę na to, czy firma nie kasuje przypadkiem komentarzy. Można to łatwo poznać – pod postem widnieje zawsze liczba komentarzy, jakich się on doczekał. A czasem się one nie pojawiają, nie widać ich. Albo znacznik wskazuje na to, iż post powinien mieć 10 komentarzy, widzimy zaś jeden czy dwa, więcej nie sposób załadować. Cóż, komentarze były, ale zostały skasowane i ten fakt powinien wzbudzić naszą czujność.

Kontakt ze sklepem to podstawa. Jeśli na stronie nie ma numeru telefonu, maila do kontaktu, a jedynie formularz, uważajmy. Normalnemu sprzedawcy zależy przecież na tym, by potencjalni klienci mogli się z nim na różne sposoby kontaktować, prawda?

WP

Warto zadzwonić pod numer podany na stronie i zapytać na przykład o szczegóły produktu. Wielu oszustów profilaktycznie unika odbierania telefonu. Nic dziwnego, skoro dzwonią na niego wściekli klienci. Jeśli numer jest wyłączony, skrzynka głosowa przepełniona i nikt nie oddzwania, uważajmy.

Czytaj też: Oszuści podszywają się pod KNF. Komisja ostrzega

Jeśli mamy jakieś podejrzenia, sprawdźmy, czy nazwa sklepu nie figuruje w rejestrach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W sumie możemy to zrobić również profilaktycznie.

A co, jeśli już daliśmy się nabrać?

WP

– O tym dowiadujemy się poniewczasie. Sklepy oszustów bardzo często mają dość długi termin dostawy, więc nikt z klientów nie dziwi się, że zamówionych produktów nie ma po kilku dniach. A po kolejnych kilku zaczynają pisać, dzwonić. Za późno – mówi Słupski.

Jest jednak kilka metod, które często zdają egzamin. Jeśli nie dostaliśmy towaru, a płaciliśmy za niego, skontaktujmy się ze swoim bankiem i rozpocznijmy procedurę charge back. Wymaga to nieco zachodu, ale w gruncie rzeczy jest skuteczną metodą na odzyskanie naszych pieniędzy za pośrednictwem procedur bankowych.

Istnieją też metody na kontakt ze sprzedającym.

– Cztery miesiące temu zamówiłem produkt w sklepie, który chwalił się gwarancją zwrotu. Jeśli produkt mi nie odpowiada, to mogę go zwrócić. Suplement diety nie dość, że mi nic nie dał, to jeszcze dostawałem od niego wysypki. Odesłałem go więc… i dostałem z powrotem, musiałem dodatkowo zapłacić za kuriera. Okazało się, że sklep nie ma nawet adresu, tylko coś w rodzaju skrytki. A ta przesyłki kurierskiej nie przyjmie i nie podpisze dokumentów – opowiada pan Rafał, nasz czytelnik.

WP

Czytaj też: Policja ostrzega: nie skanujcie kodów QR z naklejek przy bankomatach

Udało mu się jednak odzyskać pieniądze, bo sam zaczął nękać sklep, uchylający się od obowiązku. Nikt nie odpisywał na jego maile, zaczął więc składać zamówienia z prośbą o kontakt.

– Konsultant oddzwaniał, zawsze z innego numeru, a ja pytałem, kiedy dostanę z powrotem moje pieniądze. I w sumie już nie o te pieniądze mi chodziło, tylko o zasadę. Jak się do czegoś zobowiązujesz, to się wywiązuj. Trochę to trwało, zasypywałem ich mailami i zamówieniami przez 4 miesiące – w końcu doczekałem się przelewu – opowiada nam.

O sprawie zawsze warto powiadomić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Być może sprawa sklepu jest im już znana i możemy dopisać się do pozwu zbiorowego, listy poszkodowanych etc.

WP

– Dałam się oszukać sklepowi z odzieżą. W sumie sklep to złe określenie, bo sklep coś sprzedaje, a ci chyba nie mieli nic na stanie. Po kilku tygodniach uznałam, że miarka się przebrała i napisałam, że składam zawiadomienie na policji. Następnego dnia miałam pieniądze z powrotem na koncie – opowiada nam Magda.

Ta metoda działa na niektórych, skuteczne są też przesądowe wezwania do zapłaty. I nie wahajmy się faktycznie zawiadomić służb o popełnieniu przestępstwa. Można to zrobić na dowolnym komisariacie lub w prokuraturze. Wielu policjantów jest świetnie przeszkolonych do ignorowania petentów "z internetu". Nie dajcie się – nie ma znaczenia, ile czasu upłynęło od oszustwa i czy próbowaliśmy anulować umowę. Zawiadomienie można złożyć na dowolnym komisariacie, a policjant musi je przyjąć.

Mniejsze obiekcje mają prokuratury – wystarczy wysłać im listem poleconym opis sytuacji, nie potrzeba do tego żadnych formularzy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przezdziejesie.wp.pl

Polub WP Finanse
WP
WP