W Koninie życie toczy się na bulwarze przy Warcie. Tu można pospacerować, zjeść kolację w restauracji, spotkać się z przyjaciółmi.
W Koninie życie toczy się na bulwarze przy Warcie. Tu można pospacerować, zjeść kolację w restauracji, spotkać się z przyjaciółmi. (WP.PL)

Konin. Miasto, w którym los kopalni i elektrowni jest przesądzony, znalazło nową szansę

Gdy ktoś pyta, gdzie jest Konin, najłatwiej powiedzieć, że pod Licheniem. Nie drażni nas to, raczej śmieszy – uśmiecha się Anna Pilarska z lokalnego serwisu internetowego. A może wkrótce będzie inaczej: baseny termalne, tężnie, kuracjusze. Przemysłowy Konin się wyczerpuje i szuka na siebie nowego pomysłu. I chyba go znalazł. Pod ziemią. I tym razem nie chodzi o węgiel.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Artykuł jest częścią naszego redakcyjnego cyklu JedziemyWPolskę: Nasi reporterzy ruszają w trasę, by lepiej poznać Was i wasze potrzeby.

"Konin znalazł się na krawędzi zapaści społeczno-gospodarczej" – artykuł o tak dramatycznym tytule przeczytałam w lokalnym serwisie informacyjnym LM. Brzmi groźnie, ale może dziennikarze wyolbrzymiają sytuację?

Postanowiłam to sprawdzić. Pojechaliśmy do miasta, które przeciętnemu Polakowi z niczym się nie kojarzy (poza elektrownią, której faktycznie w opowieści o Koninie pominąć się nie da), a którego położenie – między Łodzią a Poznaniem – może być wygraną od losu i przekleństwem jednocześnie.

Niestety dla miasta, ale tym razem uderzający w wysokie tony tytuł nie był tylko dziennikarskim zagraniem. Dane o tym, że za 12 lat liczący dziś 75-tysięczny Konin wyludni się do niespełna 63 tys. mieszkańców, a w 2050 r. liczba ta spadnie do zaledwie 40 tys. pochodzą z opracowania prof. Przemysława Śleszyńskiego z Polskiej Akademii Nauk. Przeanalizował on, jak spadająca liczba ludności będzie się przekładała na sytuację różnych polskich miast.

Wnioski? 122 miastom w Polsce grożą zapaść i marginalizacja. Największy procentowy ubytek ludności dotknie Śląsk, ale przyszłość Konina też nie maluje się w różowych barwach. W zestawieniu najbardziej zagrożonych miast zajmuje niebezpiecznie wysoką 25-tą pozycję.

Konin się wyludniai starzeje
Źródło: -

"Bo to w sumie fajne miasto jest"

Iza wyjechała z Konina w najbardziej typowych dla młodych ludzi okolicznościach: na studia. Wprawdzie jakąś ofertę dla kontynuujących naukę Konin posiada, ale to ledwie Wyższa Szkoła Zawodowa. Nie ma nawet żadnego wydziału zamiejscowego poznańskiego UAM.

- 15 lat temu to była dziura. Szare blokowiska, umierający stary rynek, zarośnięte brzegi Warty. Pół miasta zatrudnione w wielkich zakładach. Miałam wrażenie, że ludzie żyją tylko po to, by odbić kartę w robocie – opowiada niby z niechęcią, ale słychać w tym pewną nostalgię.

A później dumę, gdy opowiada, jak miasto się przez półtorej dekady zmieniło. Bo wyładniało i wybiło się z pewnego marazmu.

- A już najbardziej cieszę się, że dni kopalni i elektrowni są policzone. Przez lata to one nadawały kierunek rozwojowi miasta, a to nie tak powinno być – mówi z nadzieją o czymś, co może być tragedią dla kilkunastu tysięcy rodzin, dla których praca w tych zakładach jest podstawą egzystencji. - Wielkie zakłady przez dekady wychowały ludzi nie tylko mało przedsiębiorczych, ale też nie mających dużych potrzeb kulturalnych.

Dziś mieszka w Warszawie, ale miasto, w którym spędziła 19 pierwszych lat życia, regularnie odwiedza. I nie wyklucza, że kiedyś wróci ("ale najpierw muszą zamknąć kopalnię"). Opowiada mi o dzieciństwie na konińskich podwórkach i prosi, żebym zbierając materiały, "zajrzała głębiej".

- Bo to taki fajny do życia konglomerat – trochę miasta, trochę miasteczka. A niedoskonałości? A które miasto jest idealne? – mówi na odchodnym.

Więc ruszamy. Odkąd do Konina można dojechać autostradą, podróż ze stolicy trwa ok. 90 minut. Znacznie trudniej będzie niezmotoryzowanym. Obecnie w rozkładzie PKP nie ma żadnego bezpośredniego pociągu, więc trzeba się posiłkować stylem kombinowanym: ze stolicy do Kutna i później autobusem (prawie 5 godzin), można też do Gniezna i później z dwiema przesiadkami (4:45 godz.), można próbować przez Poznań. Nie należy wyciągać wniosku, że Konin na wiek wieków jest i będzie twierdzą trudną do zdobycia. Brak bezpośredniego połączenia jest wynikiem trwającego na trasie remontu, ale gdy się zakończy, podróż z Warszawy zajmie nieco ponad dwie godziny.

Wiadomo, że na piwo idzie się nad Wartę

Parkujemy na Starym Rynku. Pierwszym, co zwraca moją uwagę, jest pomnik przedstawiający człowieka z głową konia (po prostu konioczłowiek, jak mówią mieszkańcy). Ot, takie nawiązanie do nazwy miasta. W 2009 r. ufundowała go prywatna firma i monument od samego początku ma tyluż zwolenników co i przeciwników. Faktycznie, jego uroda jest mocno dyskusyjna, ale, jak przekonywała mnie później część rozmówców, ludzie nie przechodzą obok niego obojętnie i to już świadczy o jego sile.

Źródło: -

Stary Rynek nie jest duży. Szybko obchodzę odchodzące od niego uliczki i nie mogę się powstrzymać od wrażenia, że Konin jest kwintesencją wielkopolskości – przynajmniej jeśli chodzi o urbanistykę. Małe, zadbane miasto: niska, nieco sterylna zabudowa, neutralne kolory, porządek. Dopiero później dowiem się, że choć Konin znajduje się w województwie wielkopolskim, to mieszkańcy bardziej zachodnich powiatów potrafią kwestionować "wielkopolską duszę" koninian. To dlatego, że po Kongresie Wiedeńskim w 1815 r. miasto znalazło się w Królestwie Polskim, czyli de facto zaborze rosyjskim, a przeważająca część dzisiejszego województwa to jednak dawny zabór pruski. Granice się zmieniają, uprzedzenia pozostają, chciałoby się powiedzieć.

Widać, że rynek przeszedł kompleksową rewitalizację. Jest miły dla oka, ale nie umiem powiedzieć, by mocno przyciągał moją uwagę. Odruchowo rozglądam się w poszukiwaniu tego, do czego przywykłam na centralnych placach miast: jakieś kawiarni, restauracji, choćby budki z lodami. Nic z tego, na rynku kawy nie wypijemy. Żeby coś zjeść, trzeba nieco z niego zejść i pójść na biegnący wzdłuż Warty bulwar. Po tym jak oddano go do użytku w 2011 r., to tam przeniosło się życie towarzyskie miasta: działa przystań pasażerska, marina, są ze dwie restauracje.

Bulwary nad Wartą
Źródło: -

*Dwa miasta i wyspa pośrodku *

Koniński Stary Rynek jest nietypowy jeszcze z jednego powodu: wcale nie znajduje się w centrum miasta. Stojąc na bulwarze, z łatwością możemy dostrzec blokowiska zbudowane nawet nie po drugiej stronie Warty, lecz za rzeką i Kanałem Ulgi, które tworzą Wyspę Pociejewo. Wyspa stanowi swego rodzaju łącznik między starą a nową, przemysłową częścią miasta.

Bo Konin ma w sobie pewien paradoks. Jego korzenie sięgają wczesnego średniowiecza, czego dowodem jest pochodzący z 1151 r. slup milowy, który uznawany jest za najstarszy znak drogowy w Polsce. Jest to też najważniejszy zabytek miasta. Historię ma więc Konin długą, ale nie otrząsnął się po ciosie, jaki przyniósł mu potop szwedzki i na długie dziesięciolecia pozostawał tylko małym miasteczkiem bez większego znaczenia.

Słup drogowy, najbardziej znany zabytek Konina
Źródło: -

Nowy Konin – sypialnia dla elektrowni i kopalni

I być może tak już by pozostało, gdyby w okresie międzywojennym nie udokumentowano tu dużych złóż węgla. Po wojnie uprzemysłowienie ruszyło z kopyta: w 1958 r. uruchomiono elektrownię "Konin", a dekadę później elektrownię "Pątnów". W następnych latach otwierano kolejne odkrywki. Przyszłość Konina na koleje dekady nierozłącznie została połączona z wydobyciem węgla brunatnego i energetyką; dość powiedzieć, że tutejsze elektrownie zaspokajają blisko 8 proc. krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną.

Do obsługi wielkich zakładów potrzeba było pracowników, więc już w latach 60. ubiegłego wieku zaczęły przyjeżdżać setki robotników, skuszonych dobrymi warunkami pracy. To była prawdziwa rewolucja, bo tak oto małe, leżące z dala od ważnych szlaków transportowych miasto zaczęło rosnąc w geometrycznym tempie: w 1960 r. liczyło 17 tys. mieszkańców, a 10 lat później – już prawie 41 tys. To dla robotników i ich rodzin jak na drożdżach zaczęły wyrastać osiedla mieszkaniowe z wielkiej płyty.

I tak mamy jakby dwa miasta: ta część, w której znajduje się stary rynek – to twarz dawnego, nieco sennego, wręcz małomiasteczkowego Konina – i ta nowa, niegdyś robotnicza, a teraz po prostu mieszkalna dzielnica miasta.

Źródło: -

* Konin, jaki znamy, się wyczerpuje*

Kopalnia nie będzie wieczna. To nie czas i miejsce, by opowiadać o scenariuszach, szansach i zagrożeniach, ale węgiel skończy się najpóźniej za kilkanaście lat, a w niektórych odkrywkach jeszcze szybciej. I władze kopalni albo otworzą nowe odkrywki (próbują, ale nie mają na to zgody), albo z czasem będzie trzeba kopalnię po prostu wygaszać. A za nią elektrownię. I co wtedy zrobi miasto, które powstało jako zaplecze dla wielkich zakładów?

Zresztą już dziś zatrudnienie w kopalni i elektrowni spada, bo wiadomo, automatyzacja, więc nie ma uzasadnienia, by na liście płac było tyle nazwisk, co jeszcze dwie dekady temu. Zakłady są wciąż największymi pracodawcami w mieście, ale po piętach drepcze im sektor publiczny: nauczyciele, pracownicy spółek komunalnych, urzędnicy. Nie świadczy dobrze o rozwoju miasta czy regionu, gdy jednym z największych zatrudniających jest miasto, więc Konin musi znaleźć jakiś pomysł na siebie.

I to szybko, bo liczba mieszkańców spada z roku na rok i nie są to żadne dziennikarskie fanaberie.

- Ten problem dotyczy nie tylko Konina. Badania nie pozostawiają złudzeń, że wyludniać się będzie cała Polska – stara się przekonać mnie prezydent miasta Józef Nowicki.

Źródło: -

To fakt, z którym dyskutować się nie da, próbuję jednak skierować rozmowę na lokalne, konińskie podwórko. Tym bardziej, że prezydent Nowicki zna miasto jak mało kto – stoi na jego czele od ośmiu lat i zapewne powalczy o kolejną kadencję. Wikipedia podpowiada, że ma 74 lata. Jest więc jednym z najstarszych prezydentów miasta w Polsce. Starszy od niego jest Tadeusz Ferenc, który prawdopodobnie będzie walczył o piątą z rzędu kadencję prezydenta Rzeszowa.

Prezydent Nowicki opowiada o pomysłach na to, jak zachęcić ludzi, by w tej swojej małej ojczyźnie pozostali, a jeśli skusili się na wyjazd, to żeby jednak rozważyli powrót. Jest więc budowa nowych osiedli mieszkalnych (dopytuję, czy także w ramach programu "Mieszkanie Plus". Nie, to lokalny wariant budownictwa społecznego), system dopłat i bonifikat dla przedsiębiorców i w ogóle budowanie klimatu dla małych firm. Bo umówmy się, dotychczas miasto opierało się na molochach.

I wielkich firm Konin już nie chce.

- Zanim Volkswagen wybudował fabrykę we Wrześni, sondował, czy może działać u nas. Nic z tego nie wyszło, bo nie mamy wystarczająco dużo wolnych terenów pod inwestycje – opowiada.

Ale fabrykę, która tak naprawdę jest wielką taśmą montażową dla zachodnich koncernów, może mieć każdy. Konin ma za to coś, czego nie posiada żadne miasto w Polsce.

Woda na wagę złota

Nie geotermia o. Rydzyka w Toruniu i nie baseny termalne w Uniejowie. Do najcieplejszych wód geotermalnych dowiercono się kilka lat temu w Koninie. Woda osiąga temperaturę 100 stopni – ten potencjał tylko czeka, by go wykorzystać. Plany są śmiałe: nie tylko baseny termalne, ale też pierwsza w Polsce elektrownia geotermalna, która zaopatrzy w ciepło pół miasta i będzie wytwarzała energię.

Do tego tężnie, rozbudowane tereny spacerowe, centrum hotelowo-rekreacyjne na wyspie Pociejowo. Będzie sanatorium w Koninie? Prezydent Józef Nowicki tajemniczym uśmiechem daje do zrozumienia, że niczego nie można wykluczać.

Jak informuje mnie rzecznik miasta Joanna Szydłowska, miasto czeka właśnie na przyznanie dotacji w wysokości 17 mln zł na budowę i pierwsze odwierty. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, budowa Ciepłowni Geotermalnej powinna się zakończyć w 2020 r.

- Dwa odwierty: wydobywczy (ten już mamy) i zatłaczający (wykonany zostanie przy okazji budowy ciepłowni) to również przygotowanie do zagospodarowania wyspy pod kątem balneologicznym (czyli związanym z leczniczą funkcja wód - przyp. M.K.). Oznacza to, że wody lecznicze będzie gdzie z basenów odprowadzić. Nie wyobrażam sobie, żeby tej części koncepcji również w Koninie nie zrealizowano - zapewnia.

"Na całych jeziorach ty"

Ciepłownia to gigantyczny wydatek, ale może przynajmniej baseny termalne i park zdrojowy? Połączenie słów: "Konin" i "sanatorium" może rodzić pewien zgrzyt, bo nad miastem nadal górują jednak kominy elektrowni, a kto to słyszał o takim sąsiedztwie? Ale skoro miasto szuka nowego pomysłu na siebie, to dlaczego nie miałaby to być turystyka?

Źródło: -

Potencjał z całą pewnością jest, ale chyba brakuje sternika, który wyprowadzi ten statek na pełne morze.

- Miasto mogłoby się reklamować jako alternatywa dla Mazur. Łatwo można nad nasze jeziora dojechać z kilku dużych miast, nie ma takiego tłoku, ceny są niższe – przekonuje jeden z moich rozmówców.

Spośród kilku położonych nieopodal miasta (a także w jego granicach) jezior, największe wrażenie robi Jezioro Turkusowe. Jego nazwa nie wzięła się znikąd. Powstało w miejscu dawnej odkrywki węgla brunatnego, a swój kolor zawdzięcza odpadom paleniskowym transportowanym z pobliskiej elektrowni. Jezioro jest martwe, nie można też do niego wchodzić, ale kolor jest obłędny, więc warto przedrzeć się przez krzaki, by popatrzeć.

Źródło: -

Dość już o tym wymieraniu!

- Kultura w Koninie jest na naprawdę wysokim poziomie – mówią zgodnie dziennikarze lokalnego serwisu informacyjnego LM.pl, których odwiedzam, by dowiedzieć się, czym żyje miasto.

Tak naprawdę na początku wypytuję ich o zmiany demograficzne. Tłumaczą cierpliwie, że część młodych ludzi wyjeżdża, ale niektórzy wracają (choć przyznają szczerze, że to mniejszość) i że nie zauważyli, by miasto miało jakąkolwiek strategię, dzięki której uniknie prognozowanej przez prof. Śleszyńskiego katastrofy. Wchodzimy w coraz bardziej szczegółowe niuanse demografii, aż w końcu redaktor naczelna Anna Pilarska z dużą nadzieją w głosie pyta, czy tylko ten wycinek wiedzy o Koninie mnie interesuje.

Bo to ciekawe miasto, przekonują. Małe, ale samowystarczalne, a kiedy człowiek potrzebuje trochę wielkomiejskości, wsiada do samochodu i po maksymalnie godzinie jest w Poznaniu. Ludzie się znają, mieszkania tanie, praca jest. Komunikacja miejska mogłaby działać sprawniej, fajnie też, gdyby władze jakoś ożywiły rynek, który pełni dziś funkcjędużego parkingu. No i ta kultura: są kina, prężnie działające ośrodki kultury, festiwale. Przez lata najbardziej kojarzono z miastem Międzynarodowy Dziecięcy Festiwal Piosenki i Tańca w Koninie, który za rok będzie obchodził 40-lecie. Swego czasu obowiązkowo transmitowany w telewizji publicznej.

Źródło: -

- Ostatnie edycje nie są niestety promowane. Często sami koninianie nie widzą, że właśnie się odbywa – mówi z żalem Dawid, do którego kontakt dostałam od Towarzystwa Przyjaciół Konina.

Dawid oprowadza nas po mieście i jest to niestety krótki spacer, bo zabytków jak na lekarstwo. Szkoda, bo wyjeżdżając człowiek pamięta głównie tego nieszczęsnego konia z rynku. Jest kilka historycznych kamienic, które niszczeją i tylko czekać, kiedy runą. Znajdują się niestety w rękach prywatnych i ich właścicieli nie można zmusić, by przystąpili do odbudowy.

Źródło: -

Wyjeżdżam z Konina z pomysłem, by we wrześniu przyjechać tu na własna rękę, bo jeziora, rower, kajaki. A czego życzę Koninowi? Chyba tego, by za kilka lat na pytanie, gdzie jest Konin, nikt nie odpowiedział "koło Lichenia", ale "Konin jest tam, gdzie są najlepsze baseny termalne w Polsce". I wybiorę wtedy dzień, gdy na dworze będzie trzaskał mróz i powiem – sprawdzam!

#JEDZIEMYWPOLSKĘ

Jeśli w Twojej miejscowości dzieje się coś ważnego, ciekawego, poruszającego - zgłoś się do nas za pośrednictwem platformy dziejesie.wp.pl

ZOBACZ INNE ARTYKUŁY:

Rytel rok po nawałnicy. Cmentarzysko drzew i ludzkich dusz

Oświęcim. Świetne miejsce do życia w cieniu śmierci

Polub WP Finanse