Trwa ładowanie...
d4n9fd3

Koronawirus w Polsce. Restauracje walczą o przetrwanie. "Z kelnerów zrobiliśmy dostawców"

Zamknięte z powodu koronawirusa restauracje próbują się bronić, oferując dania na wynos i z dowozem. Kelnerzy natomiast nierzadko wcielają się w rolę kierowców. - Bierzemy na siebie koszty dostaw, ale i tak nie wiemy, czy to wszystko przetrwamy - słyszę od restauratorów.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Restauracje liczyły, że Polacy będą chętniej zamawiać dania z dostawą
Restauracje liczyły, że Polacy będą chętniej zamawiać dania z dostawą (Forum, Fot: Andrzej Hulimka / FORUM)
d4n9fd3

Niedziela, koniec pierwszego tygodnia z zamkniętymi szkołami, firmami i restauracjami. Postanowiłem choć trochę się odstresować. Ale i wspomóc, choćby minimalnie, rodzimych przedsiębiorców. A jak wiadomo, firmy gastronomiczne przeżywają teraz niezwykle trudny okres.

Zamówiłem więc danie z dowozem do domu. W znanej szczecińskiej restauracji, która właśnie ogłaszała, że choć pozostaje zamknięta, to "chętnie organizuje dowozy".

Zamówienie złożyłem trochę po godz. 13 - miało dojechać w godzinę. Do godz. 17 jednak się nie doczekałem. Zacząłem dopytywać, co co chodzi. Najpierw się okazało, że kucharze popełnili błąd. Potem błąd popełnili dostawcy. Jak się okazało, dostawcy jednak mieli prawo nie znać miasta, bo dotychczas pracowali jako kelnerzy. - Ta sytuacja jest dla nas czymś nowym, a to się wiąże z ryzykiem błędów - przepraszała restauracja.

WP.PL
Podziel się

Jak prowadzić księgowość w małej firmie bez błędów, mandatów i odsetek?

Inne sieci przyznają, że robią tak samo. - Część pracowników na co dzień zajmujących stanowiska kelnerskie, aktualnie pełni rolę dostawców - przyznaje Maciej Sobolewski, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w sieci Bobby Burger.

d4n9fd3

Restauratorzy zgodnie przyznają, że nie ma teraz wyjścia, po prostu muszą się przestawić na dowozy jedzenia do klientów. Nawet jeśli dotychczas nie mieli w tym żadnego doświadczenia.

Czytaj też: "Dezynfekcja dwa razy dziennie, wszyscy w rękawiczkach". Prezes eobuwie.pl zapewnia, że paczki są bezpieczne

"Kropla w morzu potrzeb"

Na ten model zdecydowała się na przykład sieć Koku Sushi, która ma 26 restauracji w 23 miastach. Jak mówi nam przedstawicielka firmy, Koku opracowało własny system do zamawiania dań, a więc nie musi płacić prowizji wielkim platformom.

d4n9fd3

Jak dodaje, koszty dowozu restauracje biorą na siebie niemal w stu procentach. Ale i tak sytuacja jest trudna, bo jak słyszymy w Koku Sushi, dostawy nigdy nie pokryją kosztów funkcjonowania restauracji.

Przedstawicielka Koku Sushi tłumaczy, że w biznesie gastronomicznym kluczowa jest lokalizacja. A dobra lokalizacja kosztuje. - Nasze lokale są często w bardzo atrakcyjnych miejscach. Klienci to cenią, ale czynsze są tam bardzo wysokie. W normalnej sytuacji to nie problem. Ale teraz lokalne są nieczynne, a czynsze generują gigantyczne koszty - mówi w rozmowie z WP Finanse Urszula Olechno z Koku Sushi.

Zamówienia pozwalają więc firmom coś zarobić, ale, jak słyszymy od Urszuli Olechno, to tylko "kropla w morzu potrzeb".

- W czasie, gdy wszystkie lokale są zamknięte naturalnie zainteresowanie dostawami jest większe. Jednak zawsze był to dodatek do naszej podstawowej działalności, na ten moment notujemy spadek obrotów rzędu 80-90 proc. Zyski z dostaw nie są w stanie pokryć należności - zgadza się z nią Maciej Sobolewski z Bobby Burger.

d4n9fd3

Czytaj też: Koronawirus w Polsce, problemy w Niemczech. "Nie ma komu zbierać szparagów"

Od restauratorki z Warszawy słyszymy, że w niezwykle trudnej sytuacji są przedsiębiorcy, ale nie można zapominać też o pracownikach. - Kucharze jeszcze tak problemów nie odczuwają. Ale proszę spojrzeć na kelnerów. Często mają minimalne wynagrodzenia, za to zarabiają sporo dzięki napiwkom. Teraz zostały im tylko te minimalne wynagrodzenia. A to i tak nie zawsze, bo w tej branży nie każdy ma etat - mówi, pragnąć zachować anonimowość.

Od restauratorów słyszymy też, że początkowo mieli oni nadzieję, że po zamknięciu szkół oraz przestawieniu się wielu firm na pracę zdalną, Polacy będą znacznie chętniej zamawiać jedzenie do domu.

Niekoniecznie tak się jednak dzieje. Właściciele restauracji przyznają nam, że w weekendy, faktycznie - zamówień jest więcej. Za to w zwykłe dni tygodnia wielkiego ruchu nie widać. Niektórzy restauratorzy wskazują, że klienci mają teraz więcej czasu na gotowanie. Inni - że przygotowują się na kryzys gospodarczy, a jednak wydanie kilkudziesięciu złotych na obiad z restauracji to dla wielu zbędny wydatek.

d4n9fd3

Przedstawiciele platform z dostawami online potwierdzają: Polacy wcale nie przestawiają się na zamawianie dań z restauracji. - Do tej pory nie zaobserwowaliśmy znaczącego wpływu zaistniałej sytuacji na liczbę zamówień - mówi WP Finanse Anna Bielecka, manager PR w Pyszne.pl.

Czytaj też: Bezrobocie sprzed koronawirusa. Utrzymało się na poziomie 5,5 procenta

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

d4n9fd3

Podziel się opinią

Share

d4n9fd3

d4n9fd3