Trwa ładowanie...
Kadr z filmu "Król tygrysów"
Kadr z filmu "Król tygrysów" (Materiały prasowe)

"Mott" - Polak, który miał oko na szalonego Joe z Oklahomy

Kowboj z plerezą w pstrokatej koszuli. Obok niego stado lwów i tygrysów. To Joe Exotic we własnej osobie - hodowca dzikich kotów i bohater dokumentu na Netflixie. Za kamerą stoi Mateusz Gugałka, który przez trzy lata rejestrował szaleństwo w ZOO w Oklahomie. – Joe mówił: "Nagrywajcie wszystko, nawet gdyby mnie lwy pożerały, nagrywajcie".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Oklahoma to jeden z południowych stanów USA, wchodzący w skład tzw. pasa biblijnego, w którym żyje wielu ewangelikalnych doktrynerów. O mieszkańcach tej części Ameryki mówi się, że bez względu na pogodę noszą kowbojskie buty, jeśli robią zakupy, to tylko w Walmarcie (taka amerykańska Biedronka) i – jak to na południu bywa – zwracają się do siebie słowami "y'all".

To tylko kilka "lżejszych" stereotypów, z którymi wielu mieszkańców stanu zapewne chętnie by podyskutowało (right, y'all?). Zresztą, my Polacy też coś o tym wiemy. Boli nas, gdy inni mówią, że ciągle narzekamy, nie lubimy obcych i nie możemy sobie wyobrazić spotkań bez wódki. Jest jednak pewne spostrzeżenie na nasz temat, z którym trudno się nie zgodzić. Ciągnie nas w nieznane. Dotarłszy na kraniec świata, prawdopodobnie spotkamy tam jakiegoś Polaka-powsinogę.

Mateusz Gugałka odnalazł swój kraniec właśnie w Oklahomie. "Mott", jak mówili na niego miejscu, przez trzy lata pracował jako operator i montażysta w ogrodzie zoologicznym Joe Schreibvogela, lepiej znanego jako Joe Exotic, który stał się bohaterem serialu dokumentalnego Netflixa pt. "Król tygrysów".

"Król tygrysów" i Mateusz Gugałka (z prawej)
Źródło: Archiwum prywatne

O dokumencie wiele osób słyszało, nie wszyscy go widzieli i nie wszyscy chcą go zobaczyć. Niektórzy wręcz bojkotują produkcję, tłumacząc to tym, że nie chcą podsycać ciekawości wokół jakiegoś dziwaka z plerezą, który ma swoje za uszami, zwłaszcza w kwestii naruszeń praw zwierząt.

d3be5nx

Ja obejrzałem dokument. Ciekawość okazała się silniejsza. Teraz chcę skonfrontować to, co było pokazane w filmie, z tym, co zaobserwował i doświadczył mój rozmówca Mateusz. Spoiler alert: z góry przepraszam, jeśli miejscami zdradzę za dużo z fabuły, ale inaczej się nie dało.

Marcin Łukasik, money.pl: Jak do tego doszło, że trafiłeś do pracy w parku u Joe?

Mateusz Gugałka: Urodziłem się w Nowym Jorku i od małego ciągnęło mnie do odwiedzenia Stanów. Za pierwszym razem udało mi się, gdy miałem 16. lat i przyleciałem w ramach wymiany uczniowskiej. W 2014 postanowiłem przyjechać po raz drugi i nagrać dokument podróżując po Stanach. Chciałem zostać jak najdłużej i zobaczyć, jak najwięcej, dlatego poszukałem pracy na miejscu.

Znalazłem ogłoszenie o tym, że gdzieś w Oklahomie poszukują operatora i montażysty. Aplikowałem i po 30 minutach dostałem telefon z propozycją pracy.

Oklahoma to miejsce pośrodku niczego. Wokół same bazy wojskowe, rafinerie ropy naftowej i prerie. W parku u Joe nie proponowano dobrych pieniędzy. Przypuszczam, że niewiele osób aplikowało i dlatego tak szybko dostałem ofertę.

Zabawa nawet z młodym drapieżnikiem w każdej chwili może zakończyć się dramatem
Źródło: Archiwum prywatne

Przed przyjazdem poszukałem w internecie informacji o ZOO i jego właścicielu. Dowiedziałem się, że jest ktoś taki, jak Joe Exotic, czyli dziwny facet z tygrysami. Potem natrafiłem na kilka artykułów, w których pisano, że Joe podobno źle traktuje zwierzęta. Postanowiłem, że sam się o tym przekonam. Z jednej strony ciągnęła mnie ciekawość, a z drugiej pomyślałem, że jeśli Joe naprawdę robi coś złego, to będę miał to na taśmie.

Pamiętasz swój pierwszy dzień pracy w ogrodzie zoologicznym? Czy przypominasz sobie, jakie wrażenie zrobił na tobie Joe?

Pamiętam, że w trakcie podróży GPS zgłupiał, więc aby dojechać na miejsce, potrzebowałem papierowej mapy. Był przeraźliwy ukrop, a termometr pokazywał 100 stopni Fahrenheita, czyli jakieś 37 stopni Celsjusza.

d3be5nx

Na miejscu najpierw poznałem Ricka Kirkhama, producenta, który nagrywał reality-show na temat Joe i jego ZOO. Sam Joe pojawił się po kilku godzinach. Pierwsze wrażenie? Podchodzi facet, kładzie rewolwer na stół i pyta co u mnie, skąd jestem, co będę robił. Oczywiście, nie potrafił wymówić mojego imienia. Skrócił je do "Mott" i tak zostało.

Rick Kirkham, producent, który początkowo nagrywał reality-show na temat Joe
Źródło: Archiwum prywatne

Na początku pracowałem bezpośrednio z Rickiem. Moim zadaniem było nagrywać wszystko to, co robi Joe. Rick miał w planach nakręcić program o nim i sprzedać go do telewizji.

Mówił, że to będzie jego emerytura, a nam obiecywał, że się wzbogacimy. Sprawy szybko zaczęły się komplikować. Rick miał problemy z alkoholem, nadużywał leków i wpadał w ciągi. Często go nie było, a gdy się pojawiał, nie miał pomysłu na program. Pracownicy zaczęli się buntować i odchodzić. Ja zostałem, bo nie miałem oszczędności i nie miałem gdzie iść. W pewnym momencie stało się tak, że to ja musiałem wziąć odpowiedzialność za projekt.

Potem, jak pewnie wiesz z dokumentu Netflixa, doszło do pożaru studia, w którym pracowaliśmy. Rick zniknął tego samego dnia. Joe zaproponował mi, abym pomógł mu w odbudowaniu i zaczął nagrywać bezpośrednio dla niego.

W serialu Joe pokazano jako rednecka z fryzurą na czeskiego piłkarza, który otaczał się tygrysami, nie rozstawał z bronią, nagrywał teledyski country, chciał kandydować na urząd prezydenta USA, do tego był homoseksualistą i miał dwóch mężów. Chyba żaden scenarzysta nie wymyśliłby barwniejszej postaci.

Joe to były dwie postaci w jednej osobie. Był Joe Exotic, czyli ta medialna, kontrowersyjna postać, przypominająca karykaturę kowboja. I był też po prostu Joe.

Osobiście uważam, że Joe potrafił być sympatycznym gościem, który lubił pomagać innym. Mało osób o tym wie, ale gdy Rick miał nawrót choroby alkoholowej, Joe wysłał go na odwyk i sam za niego zapłacił. Cenił ludzi, którzy potrafili się dobrze opiekować zwierzętami.

d3be5nx

Uważam, że nie był złym człowiekiem. Jednak wykreował postać, z którą chyba zbyt mocno się utożsamił. Ludzie przyzwyczaili się do tego wizerunku i oczekiwali od niego konkretnych zachowań. Na pewno nie pomogło mu też to, że wplątał się w dużo dziwnych spraw czy konfliktów, jak ten z obrończynią praw zwierząt Carole Baskin.

Z drugiej strony często traktował ludzi interesownie, był miły dla tych, dzięki którym mógł coś zyskać. Do tego notorycznie kłamał. Wmówił ludziom, że jest chory na raka, aby zebrać od nich pieniądze na leczenie. Jak się potem okazało, wydał je na operację plastyczną. Pewnie zauważyłeś w serialu, że Joe cały czas nosił stabilizator na nodze. Przez pewien czas nosił go, bo był mu potrzebny, a potem robił to tylko, dlatego że zdał sobie sprawę, że wzbudza w ten sposób współczucie u ludzi i może zdobyć, co chce.

Ekipa ogrodu zoologicznego
Źródło: Archiwum prywatne

Zaskakujące było też to, że nie ukrywał swojego homoseksualizmu, a jednocześnie sympatyzował z partią republikańską. Był poligamistą, poślubił dwóch partnerów na raz, a przy okazji wyznawał konserwatywne poglądy. On był zlepkiem rzeczy, które nie powinny współistnieć, a jednak jakoś istniały. Gdybym miał to jakoś podsumować, to Joe był ekscentrycznym gościem z kompleksem boga.

Joe zabrnął w tym wszystkim tak daleko, że nie było już odwrotu. Pozostało mu tylko popaść w szaleństwo.

Czy była jakaś sytuacja z udziałem Joe, która cię szczególnie poruszyła czy zaskoczyła albo przeraziła do tego stopnia, że chciałeś brać nogi za pas?

To była jedna z sytuacji, gdy Joe był w klatce, a my nagrywaliśmy jego przemówienie na potrzeby kompanii prezydenckiej. Jedna z lwic zaczęła interesować się jego butami i nagle zaczęła ciągnąć go po ziemi. Wszyscy byli pewni, że to koniec Joe i właśnie nagrywamy jego śmierć. To był przerażający moment. Nikt z ekipy nie mógł nic zrobić.

d3be5nx

Wszyscy stali w osłupieniu. Joe leżał na ziemi, a wokół niego krążyły cztery lwy. A co mogliśmy zrobić? Zresztą sam Joe mówił, że mamy wszystko nagrywać. Nawet gdyby lwy go pożerały, mieliśmy to nagrywać.

W całej tej historii jest też druga, znacznie mroczniejsza strona. Chodzi o różne poważne oskarżenia pod adresem Joe. Zarzucano mu znęcanie się nad zwierzętami oraz zaplanowanie morderstwa wspomnianej Carole Baskin. Za to wszystko dziś Joe odsiaduje wyrok 20. lat więzienia. Gdy to wyszło na jaw, nie miałeś poczucia, że pracowałeś dla potwora?

Zacznę od końca. Zawsze byłem człowiekiem za kamerą. Starałem się obserwować wszystko i nie ingerować w to. Zresztą dużą część mojego materiału producenci z Netflixa wykorzystali potem w swoim materiale. Traktowałem to wszystko, jak pracę.

Mateusz Gugałka kręci ujęcie z Joe
Źródło: Archiwum prywatne

Z kolei, gdy Joe trafił do więzienia, a stało się to w momencie, gdy już nie było go parku, bo cały przybytek przejął nowy właściciel, nie miałem z nim kontaktu i nawet nie starałem się go mieć. Uznałem, że tak będzie najlepiej, ponieważ nie wiedziałem, czy nie wiem za dużo i nie chciałem mieć styczności z agentami federalnymi.

Ponadto, nigdy nie widziałem, aby Joe źle traktował zwierzęta. Powiem więcej. Widziałem, jak zwalniał tych, którzy źle traktowali zwierzęta. Gdy ktoś nieodpowiednio zajmował się tygrysami albo źle wysprzątał klatkę, to mógł się liczyć z tym, że straci pracę. Zwierzęta były dla Joe jak dzieci.

On sam często przyjmował tygrysy i lwy od prywatnych osób, które same nie mogły się nimi zajmować. Natomiast zgadzam się, że w idealnym świecie takie miejsca, jak ZOO w Oklahomie w ogóle nie powinny istnieć, a dzikie zwierzęta powinny żyć w swoim naturalnym środowisku.

Co do Carole odpowiem, że ludzie, którzy mają dzikie zwierzęta, są trochę szaleni i bardzo zawzięci. A takich w Stanach nie brakuje (od 5 do 10 tys. dzikich kotów żyje w USA w niewoli – red.). Rywalizują między sobą o to, kto będzie miał więcej tygrysów, klientów czy pieniędzy. To szalony świat. Jestem przekonany, że mogą pojawić się nowe historie. Joe ma teraz dobrych prawników i jestem pewien, że jeszcze o nim usłyszymy.

Netflix będzie miał materiał na nowy film.

Polub WP Finanse
d3be5nx

Podziel się opinią

Share