ycipk-10m7a3

Największa samowola budowlana w Warszawie ma zniknąć. Odwiedziłam hotel Czarny Kot i spędziłam noc jak w przedziwnej bajce

Nie wiemy, co z nami będzie – mówi recepcjonista z hotelu Czarny Kot, który zgodnie z orzeczeniem sądu ma być wkrótce wyburzony. Przez lata dorobił się opinii najbardziej znanej samowoli budowlanej w Polsce. Postanowiłam go odwiedzić, zanim zniknie. O ile zniknie, bo walka o wyburzenie trwała osiem lat.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Warszawiacy żartują, że hotel Czarny Kot rozrastał się przez pączkowanie. Dobudowywano piętra, rozbudowywano wszerz...
Warszawiacy żartują, że hotel Czarny Kot rozrastał się przez pączkowanie. Dobudowywano piętra, rozbudowywano wszerz... (WP.PL, Fot: Martyna Kośka)
ycipk-10m7a3

"Przytulny hotel usytuowany w pobliżu głównego węzła komunikacyjnego w Warszawie" – tak reklamuje hotel Czarny Kot najpopularniejszy serwis rezerwacyjny, Booking.com. Czytam z dużym niedowierzaniem, bo nijak Czarny Kot, lepiej znany jako najbardziej spektakularna samowola budowlana w Warszawie, nie kojarzy mi się z przytulnością.

Hotel mijałam wielokrotnie – znajduje się przy przystanku tramwajowym niedaleko dużego centrum handlowego. Jako że nie należy rzucać oskarżeń bez uprzedniego sprawdzenia, postanawiam spędzić noc w Czarnym Kocie – bo a nuż się okaże, że wewnątrz potworka znajdują się urocze, przytulne i gustowne wnętrza? Tym bardziej że to może być ostatni moment na skorzystanie z usług hotelu, zanim zniknie. A właściwie "jeśli", bo historia jego znikania to smutny obraz tego, jak trudno jest egzekwować decyzje sądów i utrzymać ład urbanistyczny.

Przed kilkunastoma dniami zapadł prawomocny wyrok, w którym sąd zadecydował, że grunt, na którym stoi hotel, musi wrócić do miasta. Umowa dzierżawy skończyła się w 2009 r., ale właścicielka nie kwapiła się z wyprowadzką. Hotel „rozgościł się” na tyle, że właścicielka zaczęła zabudowywać sąsiednią działkę, rzecz jasna bez zgody jej dzierżawcy. Wiadomo, że gdy już odzyska on swój teren, będzie chciał wybudować tam wieżowiec.

ycipk-10m7a3

Pod koniec lat 80. właściciele dzisiejszego Czarnego Kota (którego pełna nazwa brzmi dziś „My Warsaw Residence Czarny Kot”) dostali pozwolenie na wybudowanie parterowego pawilonu. Gdy zmienił się system i dzięki obrotności można było zrobić szybką karierę biznesową (nasz rodzimy kapitalizm: jednego dnia sprzedaż z łóżka polowego, po miesiącu własny sklep), zaczęli go rozbudowywać. Choć rozbudowa to mało powiedziane – można odnieść wrażenie, że budynek zaczął się rozrastać przez pączkowanie. Do istniejących kondygnacji dobudowywano kolejne piętra, rozbudowa szła też wszerz.

-
Podziel się
-
Podziel się

Tak na przestrzeni lat powstała budowla o niezwykłej kubaturze. Analogie z zamkiem Gargamela pojawiają się same i tak właśnie warszawiacy zaczęli nazywać budynek u zbiegu ulic Powązkowskiej i Okopowej.

ycipk-10m7a3

8 lat batalii sądowych, segregator pełen decyzji

Władze dzielnicy Wola i nadzór budowlany nie patrzyły na rozrost hotelu z założonymi rękami. Batalia sądowa trwała osiem lat i już kilkakrotnie wydawało się, że szpetny budynek albo zniknie zupełnie, albo przynajmniej zostanie obniżony do poziomu drugiego piętra. Czarny Kot zawsze jednak spadał na cztery łapy. W 2017 r. media już spekulowały, kiedy rozpocznie się rozbiórka – był nakaz zburzenia nielegalnych pięter hotelu, ratusz zapewnił pieniądze na przeprowadzenie tej operacji, a nadzór budowlany ogłosił przetarg na wyburzanie. I znów nic z tego – przetarg unieważniono z powodów proceduralnych, w międzyczasie właścicielka hotelu złożyła zażalenie i hotel jak stał, tak stoi.

Hotel widać już z daleka. Cztery kondygnacje, wieżyczki, wykusze. Wejścia pilnują dwa lwy. Kiedy oczy już ochłoną po zarejestrowaniu mnogości dodatków, poważnym zaskoczeniem wydaje się recepcja. W hotelach jest traktowana jako wizytówka, tu zaś potraktowana jakoś po macoszemu – jakieś biurko wciśnięte pod ścianę na pierwszym piętrze.

Pytam recepcjonistę, czy szefostwo poinformowało ich już, co dalej będzie się działo z hotelem. Nic nie wie, ale dodaje, że już przecież tyle razy mieli zamykać…

ycipk-10m7a3
-
Podziel się

Łóżko bez baldachimu, ale z przepychem

Dostaję klucz i idę do pokoju. Po otwarciu drzwi mam ochotę zakrzyknąć niczym Ewa Kasprzyk w filmie "Kogel-mogel": "Marian, tu jest jakby luksusowo!".

Pokój jest duży i to miła odmiana po hotelach sieciowych, w których jest zazwyczaj ciasno, bo pokoje mają dokładnie taki wymiar, jaki jest wymagany przez przepisy, by hotel mógł się posługiwać określoną liczbą gwiazdek. W "moim" pokoju zaś: wielkie łóżku à la Carringtonowie, a na nim fantazyjnie ułożone poduszki i ciężka kapa z błyszczącego materiału.

ycipk-10m7a3
-
Podziel się

O ile pokój to skrzyżowanie "Dynastii" z salonem polskiego inteligenta z okresu międzywojennego (dużo drewna i to mi się akurat podoba), to łazienka przywodzi na myśl to, co było modne na początku lat dwutysięcznych – ach, te kafelki w intensywnym zielonym kolorze (to u mnie, bo na zdjęciach w internecie widzę też inne), lustra o nieregularnych kształtach i halogeny.

-
Podziel się

- Duże macie obłożenie? – pytam pana w recepcji.

ycipk-10m7a3

- W ciągu roku większość pokoi jest zapełniona. Latem nocuje średnio po 20 gości – odpowiada.

Bo choć hotel jest baśniowy – przy czym jest to bajka o Smerfach albo innej czarownicy, to nie przyjeżdżają do niego poszukiwacze tajemnic, ale głównie goście biznesowi.

Idę spać z nadzieją, że na śniadaniu wymienię uwagi z innymi gośćmi. Niestety, nic z tego. W sali restauracyjnej jestem sama. O tym, że ktoś był tu przede mną, świadczą tylko niesprzątnięte talerze na jednym ze stolików.

Już do końca jestem sama, więc mogę tylko cieszyć się na myśl, że całe jedzenie jest dla mnie. Radość trwa jednak krótko, bo wybór mały, a jedzenie zupełnie nijakie. Wydawało mi się, że w hotelach standardem jest ekspres do kawy (a przynajmniej w takim z gwiazdkami; Czarny Kot ma trzy), a tu miałam słoiczek z kawą rozpuszczalną i wrzątek.

-
Podziel się
-
Podziel się
-
Podziel się

A w telewizji leciały, o ironio, powtórki „Kuchennych rewolucji” Magdy Gessler.

Na pocieszenie wafelek, herbatnik lub potwornie przesuszony pierniczek. Zazwyczaj na śniadaniu hotelowym spędzam jakieś 40 minut, tu wyszłam po kwadransie.

-
Podziel się
-
Podziel się

Pokój z widokiem na trzy ściany

Skoro nie mogę z nikim porozmawiać, zaglądam do komentarzy na Booking.com.

"Ogólnie było dobrze" – pisze użytkownik "Meres". W minusach: "Mało zadbany, podarta kanapa w poczekalni, widok z okna na ścianę, ciemno w pokoju", a na plus: "Wystrój bardzo ładny". To dowód na to, że gust jest rzeczą subiektywną.

-
Podziel się

Zarzut o brak czystości pojawiał się w wielu ocenach, więc szybko zweryfikowałam jego prawdziwość. Test białej rękawiczki oblały szafki nocne. Nie chcę wyjść na człowieka, który ma nieskazitelny porządek w mieszkaniu i oburza go to, że ktoś ominął blat przy sprzątaniu, ale od hotelu, który za nocleg z lichym śniadaniem liczy sobie 250 zł, oczekuję jednak utrzymania podstawowych standardów. Nie trzeba też być perfekcyjną gospodynią domową, by wiedzieć, że ten kurz nie osiadł tam wczoraj.

własne
Podziel się

Jakieś plusy – poza wielkością pokoi? Na pewno to, że pozwolono mi znacznie przedłużyć dobę hotelową. Cóż, skoro nie ma gości, to nikomu się nie śpieszy.

Nie zajęłam się Czarnym Kotem dlatego, że ma niskie oceny od gości, a lwy pilnujące wejścia wywołują pobłażliwy uśmiech zamiast wrażenia elegancji. Jest dużo hoteli, które są źle prowadzone, ale w tym przypadku nie to jest problemem. Odwiedziłam Czarnego Kota, by przekonać się, jak wygląda hotel, którego właściciele nie szanują prawa i rozbudowują go bez względu na to, że nie mają prawa do gruntu, a nadzór budowlany dowodzi, że na bryłę w takim kształcie w centrum europejskiej stolicy nie może być zgody.

Teoretycznie za kilkanaście miesięcy hotel będzie już tylko wspomnieniem, ale wstrzymajmy się ze świętowaniem sukcesu do chwili, kiedy faktycznie zacznie się rozbiórka. Właścicielka ma już pełny segregator decyzji o nakazie rozbiórki (choćby częściowej) i jak dotąd nic sobie z tego nie robi – co więcej, hotel wciąż jest rozbudowywany.

-
Podziel się

Wysłałam na adres mailowy hotelu pytania dotyczące przyszłości obiektu, ale niestety nie otrzymałam odpowiedzi. W oświadczeniu dla TVN Warszawa właścicielka przekonuje, że obecny wygląd budynku to "tymczasowa koncepcja architektoniczna", która miała być́ dostosowana do warunków zabudowy przestrzennej dzielnicy – ale to urząd dzielnicy latami miał zwlekać z wydaniem wydanie zgody na dostosowanie elewacji. Jednym słowem: to gmina ponosi winę za to, że Czarny Kot otwiera ranking najbardziej tandetnych budynków w Warszawie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-10m7a3

ycipk-10m7a3
ycipk-10m7a3