Trwa ładowanie...
d3f82xj

Nikt już nie chce wrzucać śmieci do dziury w ścianie. Zsyp to przeżytek

Według jednych zsyp na śmieci to plagi egipskie w pigułce. Brud, smród i karaluchy. Są i tacy, którzy o swoje zsypy są gotowi walczyć, stawiają przy nich kwiatki i odświeżacze powietrza, a ściany oklejają tapetami. Mimo to pionowy szyb prowadzący z każdego piętra w bloku do śmietnika to rozwiązanie, które odchodzi do przeszłości.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zwolenników zsypów znaleźć trudno, ale są. To głównie osoby starsze, dla których wynoszenie śmieci do zewnętrznego śmietnika jest kłopotliwe.
Zwolenników zsypów znaleźć trudno, ale są. To głównie osoby starsze, dla których wynoszenie śmieci do zewnętrznego śmietnika jest kłopotliwe. (East News, Fot: Piotr Kamionka/REPORTER)
d3f82xj

Zsyp na śmieci to wynalazek, który pojawił się w wysokich blokach mieszkalnych dużych miast już dawno temu – jeszcze w XIX wieku. Czy coś, co było dobre grubo ponad wiek temu, ma rację bytu dziś? Wielu osobom zsyp na śmieci przypadł do gustu, bo to całkiem wygodne rozwiązanie. Obok pionu z windami znajduje się pion z rurą, do której wyrzuca się odpadki. Na każdym piętrze jest specjalna obrotowa szuflada, do której wkłada się śmieci. Jej zamknięcie oznacza, że nasze nieczystości rozpoczęły drogę w dół. Tam trafiają one do zbiorczego kubła.

W praktyce zsyp wiąże się z wieloma nieprzyjemnościami. Przez całą wysokość bloku ciągnie się przecież rura, której końcówka jest w śmietniku a śmieci przelatują przez nią. Brudzą ściany, przyklejają się do nich. Szuflady zsypów nie są hermetyczne, więc z układu po prostu śmierdzi.

– Przyjemne to nie jest. U nas w bloku na każdym piętrze przy windach jest pomieszczenie z dostępem do zsypu. Ile by go dozorca nie czyścił i tak zajeżdża takim piwnicznym, zgniłoziemniaczanym fetorem. Dobrze, że pion od zsypu jest przy windach, daleko od mieszkań. A że to jest zamykane pomieszczenie, to najczęściej służy sąsiadom jako palarnia. W sumie nie wiadomo, co gorsze, ale większego znaczenia to nie ma. Ja swoje śmieci i tak zanoszę bezpośrednio do śmietnika – mówi nam Maria Zawadzka z warszawskiego Bródna.

d3f82xj

Zobacz: Grupa PGE z ekologicznymi stacjami ładowania. To jedyna taka sieć w Polsce

Mieszka na tym osiedlu od 30 lat i kiedyś zsyp na śmieci kojarzył się jej z nowoczesnością. Teraz raczej z nieprzyjemnym zapachem, karaluchami i bałaganem.

Wygoda ważniejsza od fetoru?

Zwolenników zsypów znaleźć trudno, ale tacy są. To głównie osoby starsze, dla których wynoszenie śmieci do zewnętrznego śmietnika jest po prostu kłopotliwe. Ale i one znajdują proste i skuteczne rozwiązanie na problem usuwania odpadów. Bo przecież od czego są sąsiedzi?

d3f82xj

– Moja siostra mieszka na Grochowie, nie ma problemu z poproszeniem młodego sąsiada o wyrzucenie śmieci. Jakoś tak ustalili w całej klatce schodowej, że nie będą korzystać ze zsypu. Jest czysto, nic nie śmierdzi. Szuflady zakleili taśmą, żeby nic nie przełaziło i nie przelatywało na klatkę. I wszyscy zadowoleni. Ludzie kiedyś produkowali mniej śmieci, więc problemów ze zsypami było mniej. A dziś każdy wyrzuca jakieś tony, zsypy nie są na to gotowe – mówi pani Maria.

Jednocześnie z rozbawieniem przypomina sobie czasy, gdy po większej imprezie na klatce sąsiedzi mogli dokładnie policzyć butelki, jakie następnego dnia wyrzucał gospodarz. Bo spadające flaszki hałasowały podczas lotu następnie rozbijały się w śmietniku na dole.

d3f82xj

Nie zliczy też ile razy zsyp w jej bloku się zatykał. Bo wiele osób próbowało do niego zmieścić rzeczy, które przekraczały możliwości pionu. – Pewnego razu okazało się, że zsyp zapchał pocięty na kawałki dywan. Nie wiem, jak to ktoś wymyślił, jak komuś chciało się ciąć dywan zamiast wynieść go w całości – wspomina warszawianka.

Są też mieszkańcy, którzy postanowili zadbać o swoje zsypy w sposób wręcz szczególny. W samej tylko Warszawie można spotkać pomieszczenia zsypowe, w których lokatorzy postawili kanapy i doniczki z kwiatami a na ścianach powiesili obrazy i zdjęcia. Nie ma co ukrywać – najczęściej służą wtedy jako palarnie dla tych, którym współmałżonkowie zabraniają palić w domu czy na balkonie.

Drugie życie szybu do śmieci

Ale coraz częściej zsypy są po prostu wstydliwie chowane i zagospodarowywane w inny sposób. Bo to w dzisiejszych czasach po prostu marnotrawstwo miejsca.

d3f82xj

– W naszym bloku na warszawskiej Chomiczówce na każdym piętrze pomieszczenie zsypu jest zamykane na klucz, dostęp mają więc tylko osoby z naszego piętra. A że to tylko 4 rodziny, to każdy trzyma tam rzeczy, które nie mieszczą się w domu albo piwnicy. A z zsypu w zasadzie nikt nie korzysta. Przecież i tak mamy segregację śmieci, więc plastiki, papier czy butelki i tak trzeba zanieść do osobnego pojemnika. No to już nie warto kombinować, bierze się dwie torby i już. A w bloku nic nie śmierdzi, bo zsyp jest praktycznie nieużywany – opowiada mi znajoma, mieszkanka stołecznych Bielan.

Dodaje, że mieszkańcy wraz ze spółdzielnią znaleźli ciekawe rozwiązanie problemu zsypów. Z przyczyn, których nikt już dziś nie pamięta, większość starszych bloków z wielkiej płyty ma windę z dostępem od poziomu parteru. Tymczasem osoby starsze, niepełnosprawne i mający małe dzieci – a na każdej klatce znajdzie się ktoś z przynajmniej jednej grupy – woleliby dostawać się do windy z poziomu gruntu. Umożliwiają to przeróbki, dzięki którym szyb zsypu zostaje zamknięty a pomieszczenie, w którym stały wcześniej kubły, staje się przedsionkiem windy.

W wielu blokach na Bielanach przeprowadzono już takie projekty. I wszyscy są z nich zadowoleni – śmieci nie śmierdzą, karaluchów nie ma i nie trzeba już wchodzić po schodach, żeby dostać się do windy, co w zasadzie powinno zakrawać na absurd.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3f82xj

Podziel się opinią

Share
d3f82xj
d3f82xj