Odległe euro

Kraje Europy Środkowej i Wschodniej już dawno przestały iść równym krokiem do strefy euro. Słowacy i Słoweńcy już w niej funkcjonują. Węgrzy i Litwini chcą wejść jak najszybciej. Polacy zwlekają.

Obraz
Źródło zdjęć: © AFP

Co oznacza euro z gospodarczego punktu widzenia? Czy warto zmienić walutę na silniejszą i bardziej odporną na ryzyko kursowe, którego niedawno doświadczyły forint i złotówka? Wydaje się, że kraje byłego Bloku Wschodniego, które zdecydowały się na przyjęcie unijnej waluty wychodzą na tym dobrze – szczególnie w czasie kryzysu.

Historia polskiej drogi do euro siłą rzeczy jest związana z tymi krajami – w tym samym czasie pozbywaliśmy się gospodarki centralnie planowanej, w tym samym czasie przystępowaliśmy do Unii Europejskiej, godząc się w traktacie akcesyjnym na przyjęcie wspólnej waluty. Jednak decyzja nie była i nie jest warunkiem koniecznym pozostania w Unii Europejskiej. Część zachodnioeuropejskich gospodarek z powodzeniem radzi sobie poza strefą euro.

Pierwsze do systemu ERM 2, poza Słowenią, przystąpiły Litwa, Łotwa, Estonia, Cypr oraz Malta. W 2006 r. nieoczekiwanie i brawurowo weszła do systemu Słowacja, oświadczając o spełnieniu wszystkich kryteriów traktatu z Maastricht. W ciągu kilkunastu miesięcy Słowakom udało się znacznie ograniczyć bezrobocie i deficyt budżetowy. Wzrost PKB i stabilna waluta poprawiły i tak wysoką pozycję tego kraju w międzynarodowych rankingach, czyniąc kraj szczególnie atrakcyjnym dla inwestorów z zewnątrz. Narodowy Bank Słowacji zapowiadał wówczas, że wspólna waluta pojawi się w portfelach słowackich obywateli 1 stycznia 2009 r., choć koronami będzie można jeszcze płacić przez pierwsze dwa tygodnie nowego roku. Od kilku miesięcy wszystkie ceny na Słowacji są podawane w obu walutach, co ma uniemożliwić spekulację cenami nieuczciwym producentom i handlowcom. Ostatnie słowackie korony znikną z portfeli w 2014 r.

Euro i kryzys

Wszystkie najsilniejsze gospodarczo kraje, w momencie przystąpienia do Unii Europejskiej, deklarowały jak najszybsze przyjęcie wspólnej waluty. W przypadku Polski, Czech i Węgier prognozy wskazywały lata 2008 i 2009, żeby po kilkunastu miesiącach zatrzymać się na końcu pierwszej dekady tego wieku. Dzisiaj wiadomo, że realny termin to 2012 r. dla tych trzech krajów i większości republik bałtyckich. Chociaż rządy tych państw wycofują się także z tych deklaracji. Premier Czech Mirek Topolanek przyznawał, że 2012 r. to zbyt optymistyczna prognoza, ponieważ spełnienie warunków konwergencji zapisanych w traktacie z Maastricht wymagałoby od jego kraju przeprowadzenia już od stycznia reform systemów emerytalnego i opieki zdrowotnej.

Bank centralny Węgier przyjmuje bardzo pesymistyczne stanowisko wobec wzrostu gospodarczego, zmniejszając przewidywany wzrost PKB w tym roku z 2 do 1,8 proc. Zmienia również prognozy dotyczące kolejnych lat i rozwiewa wątpliwości dotyczące możliwości spełnienia przez ten kraj kryteriów z Maastricht – Węgrzy nie poradzą sobie z tym w najbliższych latach, także nawet 2012 r. nie wydaje się realny. Szczególnie że prognozowane wskaźniki inflacji na przyszły rok bank centralny w Budapeszcie musiał zwiększyć do 5 proc. Co więcej – deficyt budżetowy na Węgrzech wyniósł w ub. roku 9,4 proc. PKB i był najwyższy w całej UE.

Ale to nie znaczy, że Węgrzy zrezygnują z wejścia do unii walutowej. Szef węgierskiego banku centralnego Andras Simor powiedział w połowie listopada, że „Węgry, trapione od dawna kryzysem finansowym, powinny podwoić wysiłki na rzecz przystąpienia jak najwcześniej do strefy euro”. Według Simora kryzys udowodnił wszystkim w istocie, że dobrze byłoby być członkiem strefy euro. Pokazał również, że warto spełnić kryteria przystąpienia do klubu euro, zwłaszcza w kwestii dyscypliny budżetowej i kontroli inflacji. W ostatnich tygodniach kurs forinta gwałtownie spadał, co doprowadziło do podniesienia przez bank centralny głównej stopy procentowej do 11,5 proc. z 8,5 proc. Według szefa węgierskiego banku centralnego Węgry powinny określić kalendarz przystąpienia do strefy euro w pierwszej połowie 2009 roku.

Sztywne daty wprowadzenia euro deklarowały już kraje bałtyckie – na 2010 rok, oraz Rumunia, która chce zostać pełnoprawnym członkiem unii walutowej za niespełna sześć lat. Pobożne życzenia

Tymczasem Polska nie ma wciąż wyznaczonego ostatecznego terminu przyjęcia euro – jak oceniają Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny, na razie nie spełniamy wszystkich pięciu kryteriów przystąpienia do mechanizmu ERM 2. Miewamy kłopoty z powiększającą się inflacją i – od wielu lat – zbyt duży deficyt budżetowy. Dopiero jego znaczne ograniczenie wraz ze spełnieniem warunku zgodności prawnej ustawodawstwa polskiego i unijnego może pozwolić na pełne wypełnienie założeń traktatu z Maastricht, czyli faktycznie otworzyć drzwi do strefy euro.
Polskę krytykowało już większość międzynarodowych instytucji, w tym także Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, według którego proces reform strukturalnych w Polsce, czyli liberalizacji i prywatyzacji, spowolnił po wstąpieniu do UE. W porównaniu z innymi krajami Europy Centralnej, Słowenią i republikami bałtyckimi, otoczenie biznesu w Polsce cechują uciążliwe administracyjne bariery w zakresie m.in. uzyskania pozwoleń i zarejestrowania własności, co również ma wpływ na nasze starania o przyjęcie wspólnej waluty.

Na razie Polska miała swoje deklaracje dotyczące dokładnej daty przyjęcia euro. Ostatnia – najbardziej głośna – premiera Donalda Tuska okazuje się pobożnym życzeniem. Mirosław Gronicki, ekonomista i były minister finansów w rządzie Marka Belki, który bardzo mocno nawoływał do zintensyfikowania przyjęcia euro jeszcze w tej dekadzie uważa, że w obecnej sytuacji tak odważne deklaracje są zbyt pochopne. Przede wszystkim dlatego, że wciąż jesteśmy w obszarze gospodarczym mocno narażonym na kryzys.

Wolniej z tym euro

Zdaniem Mirosława Gronickiego, Polska przegapiła swoje pięć minut jeśli chodzi o wejście do strefy euro. Kraj był już bowiem na takim etapie polityki fiskalnej i rozwoju gospodarczego jak Słowacja – dziś odporna na zawirowania kryzysowe. Kiedy? Chodzi o 2006 rok, kiedy – zdaniem byłego ministra – nie było politycznej woli poruszania kwestii euro.

Obecnie Gronicki przyznaje rację politykom Prawa i Sprawiedliwości nawołującym do wyleczenia polskiej gospodarki w pierwszej kolejności, a dopiero potem zajmowaniem się spełnianiem wszystkich warunków przystąpienia do unii walutowej.

_ Dziś spełnienie niektórych kryteriów może być bardzo trudne i dlatego każda deklaracja rządu w tym momencie może okazać się niepoważna _– mówi Gronicki w nielicznych wywiadach. _ Przyjęcie euro związane jest ze spełnieniem kilku poważnych kryteriów. Musimy mieć niskie: inflację, dług publiczny, deficyt budżetowy i trzymać w ryzach kurs naszej waluty. Dziś spełnienie niektórych kryteriów może okazać się bardzo trudne. Lepiej więc przeczekać tę burzę i najpierw zadbać o utrzymanie wzrostu gospodarczego _.

Według Mirosława Gronickiego, rząd i Narodowy Bank Polski powinny gwarantować pożyczki międzybankowe, tak aby odblokować udzielanie kredytów firmom. Przede wszystkim po to, aby nie doprowadzić do katastrofy, zahamowania inwestycji i wzrostu bezrobocia. 

Paweł Pietkun
Gazeta Bankowa

Wybrane dla Ciebie
Nowe przepisy dotyczące marynarzy. Oto co się zmieniło
Nowe przepisy dotyczące marynarzy. Oto co się zmieniło
Tyle masz czasu na skasowanie biletu. Inaczej będzie mandat
Tyle masz czasu na skasowanie biletu. Inaczej będzie mandat
Paraliż kolejowy. Awaria goni awarię na północy kraju
Paraliż kolejowy. Awaria goni awarię na północy kraju
ZUS zwraca pieniądze po zmarłych. "Zajmuje to 10 minut"
ZUS zwraca pieniądze po zmarłych. "Zajmuje to 10 minut"
Tyle w 2026 r. kosztują pączki u córki Magdy Gessler. Ceny znów w górę
Tyle w 2026 r. kosztują pączki u córki Magdy Gessler. Ceny znów w górę
"Nie śpimy po drodze, jedziemy 18 godzin". Rolnicy ruszyli na Warszawę
"Nie śpimy po drodze, jedziemy 18 godzin". Rolnicy ruszyli na Warszawę
Wjechał w tył auta. Trafi do więzienia na 7 miesięcy
Wjechał w tył auta. Trafi do więzienia na 7 miesięcy
Tyle zbierają po kolędzie. Parafie odsłaniają karty
Tyle zbierają po kolędzie. Parafie odsłaniają karty
Po prawie 50 latach zamknęli kultowy sklep w Szczecinie. Oto powody
Po prawie 50 latach zamknęli kultowy sklep w Szczecinie. Oto powody
Duży wzrost bezrobocia w Krakowie. Ta grupa najbardziej zagrożona
Duży wzrost bezrobocia w Krakowie. Ta grupa najbardziej zagrożona
Legendarny polski zakład upada. To koniec 100-letniej historii
Legendarny polski zakład upada. To koniec 100-letniej historii
Niemiecki browar na skraju upadku. Zagrożonych jest 300 miejsc pracy
Niemiecki browar na skraju upadku. Zagrożonych jest 300 miejsc pracy
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ 👀