Trwa ładowanie...

Polisa na utratę pracy

Wymaż z pamięci obraz zdesperowanego bezrobotnego, gorączkowo rozdającego wizytówki na spotkaniach biznesowych i targach pracy

Polisa na utratę pracyŹródło: Thinkstock
d3whcad
d3whcad

Wymaż z pamięci obraz zdesperowanego bezrobotnego, gorączkowo rozdającego wizytówki na spotkaniach biznesowych i targach pracy.

„Zrobisz prezentację na ogólnopolskiej konferencji?”. „Lepiej wyślijcie kogoś, kogo nie zeżre trema”. „Pojedziesz renegocjować kontrakt z zagranicznym kontrahentem?”. „Przepraszam, ale mój angielski wiele pozostawia do życzenia”. „Dasz się wyciągnąć kumplowi ze studiów na piwo?”. „Wybacz, muszę jeszcze uzupełnić raport kwartalny”.

Sylwester odrzucał wszystkie zaproszenia biznesowe i towarzyskie. Tłumaczył się nadmiarem obowiązków, brakiem kompetencji lub czasu albo złym stanem zdrowia żony, córki czy kota (jakby nikt nie wiedział, że jest bezdzietnym starym kawalerem, który nie cierpi czworonogów). W rezultacie? Nawet nie zauważył, kiedy przestał dostawać takie propozycje. I nawet najwierniejsi przyjaciele zapomnieli o jego istnieniu.

Nachalność nie popłaca

- Szczerze powiedziawszy, wcale mi to nie przeszkadzało. Przeciwnie, wolałem być sam – wspomina Sylwester. –Śmiałem się z kolegów, którzy nawet na papierosa wychodzili stadnie. A po pracy umawiali się do pubu, na siłownię lub kręgle. Nie mogłem pojąć, jak ludzie, którzy codziennie spędzają z sobą w biurze 9-10 godzin, nie mają siebie jeszcze dość.

On nawet po godzinie nie mógł patrzeć na swych współpracowników. Pewnego razu wysłał do działu kadr podanie w sprawie wydzielenia mu osobnego kącika w tzw. open space. „Tylko w odosobnieniu, gdy absolutnie nikt mi nie przeszkadza, mogę efektywnie pracować, myśleć i odpoczywać” – uzasadniał swoją prośbę. O dziwo, dostał tę swoją wymarzoną „izolatkę”, ale nie cieszył się nią długo. Pół roku temu stracił pracę i ciągle nie może znaleźć następnej. A wszystko przez to, że w porę nie pomyślał o wypromowaniu swojej osoby, o zapełnieniu notesu numerami telefonów.

d3whcad

Dziś Sylwester chciałby zrobić prezentację na ogólnopolskiej konferencji. Chciałby pojechać renegocjować kontrakt z zagranicznym kontrahentem. Chciałby dać się wyciągnąć kumplowi ze studiów na piwo. Niestety, nikt go już nigdzie nie zaprasza. Pozostało mu jedno – wciskać się wszędzie gdzie to możliwe: na targi pracy, spotkania branżowe, gale biznesu i wciskać pracodawcom, menedżerom, łowcom głów swoje wizytówki.

- Świdrować oczkami na bankiecie w poszukianiu grubej ryby (do upieczenia) to wbrew mojej samotniczej naturze – przyznaje. – Czego się jednak nie robi, gdy topnieją oszczędności? Rachunki i raty kredytu nie mają ani krztyny współczucia dla życiowych tragedii. Sęk w tym, że efekt takich działań jest odwrotny do zamierzonego.

- Jestem traktowany jak zdesperowany bezrobotny, gorzej: jak intruz, natręt, upierdliwiec – mówi Sylwester. – Nikt mnie na rynku nie zna, nikt nie kojarzy. Czasem ten czy ów po kielichu zapewnia mnie, że się odezwie, ale na obiecankach się kończy.

Jak Kuba Bogu…

Największym mitem o budowaniu sieci kontaktów jest to, że wystarczy zwracać się do innych dopiero wtedy, gdy potrzebujemy pomocy – nowego zatrudnienia, zleceń, klientów. Relacje trzeba pielęgnować, gdy wszystko idzie jak po maśle, gdy jesteśmy na fali. Właśnie wtedy łatwo jest dać z siebie coś więcej drugiej osobie. Zapytać o zdrowie. Pochwalić. Docenić. Postawić piwo. Wpaść raz w roku do klubu absolwentów. Niby tak niewiele, a jednak wystarczy, by się zabezpieczyć. To taki społeczny kapitał na czarną godzinę.

d3whcad

Ale nawet wówczas, gdy nasze działania wydają się spóźnione, nie jesteśmy zupełnie bez szans. Jednak pod jednym warunkiem: nie wolno zrażać do siebie innych ludzi – tak jak to robił Sylwester, rozdając wizytówki na lewo i prawo.

- Kolekcjonowanie niezliczonej ilości wizytówek i przewracanie kołowrotka z adresami nic nie daje – ostrzega Grzegorz Turniak, najbardziej chyba znany promotor idei networkingu w Polsce. – Nie chodzi o to, kogo my znamy, ale o to, kto nas zna. Nie chodzi też o hurt, ale o autentyczne relacje, o znaczące związki.

Jak takie związki zbudować, gdy już długo pozostajemy bez pracy, odprawa z firmy dawno się skończyła, a komornik lada dzień może zapukać do naszych drzwi?

d3whcad

Turniak uważa, że kluczem do sukcesu jest rozpoznanie terenu, czyli zebranie jak największej liczby informacji na temat człowieka, z którym chcemy się spotkać – o jego dokonaniach, poglądach, celach, wyzwaniach, pasjach. Łatwo to zrobić, przecież mamy pod ręką internet, portale społecznościowe i magazyny biznesowe z sylwetkami menedżerów i biznesmenów. A jeśli naprawdę nic nie znajdziemy, trzeba przynajmniej poczytać coś o branży lub zawodzie tej osoby.

- Co nam da odrobienie tej pracy domowej? Ano to, że wyjdziemy poza ogólniki i do naszego wpływowego rozmówcy dotrzemy jako do indywidualności – wyjaśnia Grzegorz Turniak. – Okazując drugiej osobie zainteresowanie, doceniając ją, możemy się spodziewać, że ona odwzajemni się tym samym – co się być może przełoży na nową szansę, na polecenie, rekomendację czy wręcz ofertę zatrudnienia.

Miro Konkel i Mario Ludwiński/MA

d3whcad

[

]( http://praca.wp.pl/zarobki.html )

d3whcad
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3whcad