Trwa ładowanie...
erotyka
17-05-2011 09:33

Polska aktorka porno zarobi 1-1,5 tys. zł za występ w filmie

Polski „różowy” rynek wyszedł z ukrycia już ponad 20 lat temu. Jest dziś wyceniany na ok. 120 mln zł. Dla porównania, na najpotężniejszym w tej branży rynku USA roczne zyski sięgają kilkunastu miliardów dolarów. Jaki wpływ na stan rodzimego porno ma nasza lokalna wstydliwość i konserwatyzm?

Polska aktorka porno zarobi 1-1,5 tys. zł za występ w filmieŹródło: thinkstock
d3be2xj
d3be2xj

Aktor porno z kraju nad Wisłą mieszka często w podrzędnym hotelu. „Gra” w nędznie umeblowanym mieszkaniu w bloku. Nie ma ubezpieczenia. Wspomagające środki i gadżety kupuje często we własnym zakresie. Jeszcze kilka lat temu przy kręceniu filmu byli obecni operator i oświetleniowiec. Dziś obie te role dla oszczędności pełni reżyser. Jeśli wierzyć ludziom znajdującym się blisko branży, reżyserów filmów porno jest zresztą w Polsce zaledwie kilku, a i oni wykonują ten zawód „z doskoku”. Choć z drugiej strony, w kraju kręcone są też filmy o budżecie rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Ubogość rynku przekłada się na zarobki w tej branży. Polska aktorka porno zarobi 1-1,5 tys. zł za występ w filmie. Kariery u nas nie zrobi – zbyt mały jest rynek. Męski aktor może liczyć na kilkaset złotych. Dla porównania, gaże amerykańskich gwiazd gatunku, jak Jenna Jameson czy Sylvia Saint, idą w setki tysięcy dolarów rocznie. Obie panie, oprócz talentów wykorzystywanych przed kamerą, popisały się także zapobiegliwością. Trzeba przecież pamiętać, że kariera aktora porno jest krótka – 10, maksimum 15 lat. Nielicznym gwiazdom, takim jak Jameson i Saint, udało się wypromować poradniki i pamiętniki swojego autorstwa.

Co jakiś czas w mediach pojawiają się doniesienia o czekającym pornogwiazdy bezrobociu i rychłym upadku przemysłu erotycznego. Ten jednak wciąż ma się dobrze. W światowej skali wydatki na pornografię sięgają szacunkowo 100 mld dol. rocznie. Socjologowie wskazują, że branża erotyczna stale się odnawia. Pomagają jej w tym, podobnie jak kinu czy rynkowi muzycznemu, kolejne rewolucje: polityczne, a przede wszystkim technologiczne. – Po 1989 roku polski rynek zalały czasopisma erotyczne, jak „Cats” czy „Nowy Wamp”. Poza tym to był czas kaset VHS – przypomina pan Robert z Trójmiasta, w latach 90. właściciel wypożyczalni filmów na wideo. – Po nich nadeszła era DVD, a wreszcie telefonii komórkowej i Internetu. Myślę, że zwłaszcza te ostatnie media bardzo odpowiadają nam, Polakom. Dlaczego? To proste. Gwarantują anonimowość. Sprawy związane z seksem to u nas przecież tabu. Robimy to, ale o tym nie mówimy.

15, 20 lat temu, w czasie boomu wideokaset, o anonimowość było znacznie trudniej. Każdy klient miał w wypożyczalni kartę. Właściciel był w posiadaniu wiedzy, kto jakie filmy ogląda. - W mojej wypożyczalni zdarzały się dni, że drzwi się dosłownie nie zamykały – wspomina ekshandlowiec. – Erotyki stały na osobnej półce. Wysoko, poza zasięgiem dzieci. Miały niewielką, ale bardzo wierną grupę sympatyków. Pamiętam starsze, kulturalne małżeństwo, które potrafiło „przy ludziach” opowiadać, co można zobaczyć na którym erotyku. Ale pojawiały się też jakieś przeraźliwe, zaniedbane typy o specyficznym słownictwie. Na przykład na wypożyczane filmy mówili: „zwierzaki”. Była też spora grupa osób, które z obojętnymi minami oglądały pudełka z filmami. Widać było, że chcieliby, ale boją się. Nigdy nie decydowali się na wypożyczenie.

d3be2xj

Nawet polski skromny rynek, mimo że niewielki i obwarowany naszym rodzimym konserwatyzmem, jest zdolny wygenerować spore przychody. Zdaniem osób zorientowanych w branży, byłyby one jeszcze większe, gdyby nie wstyd. To on właśnie powstrzymuje nas najczęściej przed wizytą w „różowym” sklepie. Polacy kupują czasopisma i filmy (panowie) oraz erotyczną bieliznę i gadżety (panie). Ale na samą myśl o tym, że w wiadomym sklepie mógłby zobaczyć ich znajomy, większość robi się czerwona jak burak.

- W ogóle jesteśmy tak wychowani, że jakakolwiek wzmianka o seksie nas blokuje. Obojętne, czy dotyczy naszych doświadczeń w tej materii, czy też… ich braku – konstatuje Jarek, dziennikarz. On sam zawstydził się w sex-shopie, podczas zbierania materiałów do artykułu. – Gdy wszedłem do sklepu, nie poruszyły mnie wszystkie zebrane tam gadżety. Byłem przygotowany. Ale ekspedientka spytała w pewnym momencie: - A pan nic nigdy w takim sklepie nie kupił? – Przyznałem, że nie, i poczułem się strasznie głupio.

W sferze porno, jak i w wielu innych, najbardziej liczy się dzisiaj powszechność i dostępność. Wychodzenie do sklepu po film typu „Terminator: stalowa erekcja” oznacza utratę anonimowości – i czasu. Dlatego najszybciej rosną przychody z korzystania z szerokiej gamy usług pornograficznych w sieci telefonicznej oraz internetowej.

Według szacunków, w 2013 roku wartość branży mobilnego porno ma sięgnąć 5 mld dol. Ale czy to może dziwić? W końcu ¾ wejść do sieci dotyczy tematyki seksualnej, a słowa „seks” i „erotyka” należą do najczęściej wyszukiwanych. W tej dziedzinie ludzka natura z pewnością się nie zmieni.

Tomasz Kowalczyk/JK

d3be2xj
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3be2xj