Polskie klocki robią zamieszanie w ojczyźnie Lego

Cobi, polski producent klocków, coraz śmielej walczy o udziały w rynku zabawek. Z niewielkiej firmy wyrósł na drugiego pod względem sprzedaży producenta klocków na świecie. Na kilku rynkach jest bezkonkurencyjny, a o klientów walczy nawet w ojczyźnie popularnych produktów Lego. Duńczycy bowiem równie chętnie wybierają tańsze, kompatybilne z Lego klocki z Polski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Polskie klocki robią zamieszanie w ojczyźnie Lego
(Color Bricks, fot. Alan Chia, lic. cc/ Wikipedia)

Cobi, polski producent klocków, coraz śmielej walczy o udziały w rynku zabawek. Z niewielkiej firmy wyrósł na drugiego pod względem sprzedaży producenta klocków w Europie, a trzeciego na świecie. Na kilku rynkach jest bezkonkurencyjny, a o klientów walczy nawet w ojczyźnie popularnych produktów Lego. Duńczycy bowiem równie chętnie wybierają tańsze, kompatybilne z Lego klocki z Polski.

Nazwa Cobi została wymyślona przypadkiem, w sumie nic nie znaczy, dobrze brzmi w obcych językach. Dziś znana jest setkom tysięcy dzieci w ponad 40 krajach. One wiedzą najlepiej: to producent klocków, które bez trudu udaje się łączyć z klockami duńskiego koncernu Lego. Do tego - co ważne dla ich rodziców - są dwukrotnie tańsze. Te niewielkie zabawki powstają w Mielcu, zaś główna siedziba firmy mieści się niedaleko Warszawy.

Właściciel marki Cobi Robert Podleś swoją firmę zaczynał od produkcji puzzli, jeszcze w czasach PRL-u. Później przyszła gra planszowa i pierwsza reklama w telewizji. Choć wyemitowana została zaledwie pięć razy, to wpłynęła na ogromne zainteresowanie klientów. Fabryka nie nadążała z produkcją. W sumie sprzedano wówczas ponad 100 tys. zestawów puzzli. Dzięki wysokiej rentowności firma zyskała pieniądze na produkcję klocków. I tak to się właśnie zaczęło... Dziś Cobi to firma zatrudniająca ponad 300 osób, a jej obroty sięgają powyżej 70 mln złotych rocznie.

- Klocki Cobi cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem, zarówno w Polsce, jak i na świecie. W ciągu ostatnich dwóch lat produkcja i sprzedaż naszych klocków wzrosła o ponad 200 proc. Ponad 75 proc. produkcji eksportujemy na wszystkie kontynenty. Mamy także samodzielnie działające spółki dystrybucyjne w Czechach i na Słowacji. Całość naszej produkcji pochodzi natomiast ze Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Mielcu - wyjaśnia Robert Podleś, prezes zarządu COBI S.A.

Dreamlinerem na Grunwald

Łudząco podobne do Lego klocki Cobi produkowane są od 1992 roku. Dziś w ofercie firmy jest kilka tysięcy zabawek. Na rynku znajdziemy aż 9 różnych linii klocków. Firma wykupiła ponadto licencje na wykorzystanie w projektach swoich kolekcji takich marek jak Jeep, Boeing z najnowszym samolotem Dreamliner czy niektórych zespołów F1, np. Renault czy McLaren Mercedes.

- Te licencje potwierdzają dobrą pozycję klocków Cobi w Polsce i na świecie. To naprawdę niezwykłe osiągnięcie, ponieważ produkcja klocków konstrukcyjnych to połączenie przemysłu precyzyjnego z obróbką tworzyw sztucznych. Na rynku światowym jest niewiele firm, które oferują klocki konstrukcyjne tak dobrej jakości - szczyci się Robert Podleś.

Dziś spośród wszystkich produktów najlepiej sprzedaje się seria Cobi "Small army". Choć kolekcja obecna jest na rynku od 1996 roku, to nadal cieszy się niesłabnącą popularnością. Znajdziemy w niej pojazdy, okręty i samoloty wojskowe. Podobno klocki tej serii były bardzo popularne w Afganistanie. W ofercie znajdziemy także coś dla fanów budowy miasta, budynków straży pożarnej i policji. To wszystko w kolekcji Action Town.

Jakby tego było mało, firma swoimi produktami próbuje nawiązywać także do polskiej historii.
- Z okazji 600-lecia Bitwy pod Grunwaldem stworzyliśmy na rynek Polski kolekcję Grunwald z rycerzami Unii Polsko-Litewskiej i Zakonu Krzyżackiego. Tym samym chcieliśmy podkreślić, że firma Cobi jest firmą polską. Na świecie rycerska kolekcja znana jest pod marką Knights - mówi prezes Cobi S.A.

Jednocześnie zaznacza, że na rynku jest wiele zestawów, które doskonale uzupełniają się tematyką, kolorami, kształtem i dają możliwość tworzenia nowych modeli, a nawet zbudowania całego miasta. Aktualnie w ofercie firmy jest ponad 500 klocków o różnorodnych kształtach. Co roku projektanci tworzą dodatkowo 60-80 wzorów.
Niewielkie zestawy kosztują zaledwie kilkanaście złotych. Największe i najdroższe opakowania klocków to wydatek rzędu kilkuset złotych.

Lego walczy z konkurencją

Cobi produkuje swoje klocki od 1992 roku. Było to możliwe dzięki temu, że patenty na Lego wygasły w 1988 roku. Ostatni, ten dotyczący kształtów klocków, wygasł natomiast zaledwie miesiąc temu, w październiku 2011 roku. To oznacza, że wkrótce rynek mogą zalać tańsze azjatyckie odpowiedniki klocków Lego. Eksperci branży zabawkarskiej przestrzegają jednak, że jakość ich wykonania będzie o wiele gorsza. Istnieje również ryzyko, że zostaną zrobione z rakotwórczego plastiku, podobnego do tego, z których wykonano lalki wycofane ze sprzedaży kilka miesięcy temu. Znawcy radzą więc zachować czujność.

Na rynku jest już kilkanaście firm, które produkują klocki łudząco podobne do Lego, m.in. Best-Lock, Elefun, Kazi, Bela, Mega-Bloks i oczywiście Cobi. Na forach internetowych użytkownicy prześcigają się w opiniowaniu wszystkich producentów. Jak się okazuje, polski producent zbiera najlepsze opinie.

- Klocki Cobi są bardzo dobrze wykonane. W przeciwieństwie do chińskich podróbek łatwo łączą się z Lego i nie łamią. Ludziki mają bardziej realistyczny kolor skóry - napisał Tomi na jednym z forów poświęconych klockom przypominającym Lego.

Użytkownicy zwracają również uwagę, że Cobi w przeciwieństwie do innych producentów nie kopiuje zestawów oferowanych przez Duńczyków.
- Podobają mi się to, że mają własne serie i zestawy. Nie muszą wzorować się na Lego. Dlatego nie uważam ich za podróbki - ocenia użytkowniczka o pseudonimie Lucy.

Mimo że patenty już wygasły, to Lego od lat próbuje chronić swój produkt na wszelkie sposoby, np. poprzez zastrzeganie kształtu klocków, znaków towarowych. Zakazane jest więc wykorzystywanie obrazów klocków w celach marketingowych. Dzięki temu w 2003 roku Lego udało się usunąć niemal 100 produktów innych firm z targów zabawek w Hongkongu. - Z naszego punktu widzenia nie ma znaczenia, że wygasły kolejne patenty Lego, ponieważ nie produkujemy opatentowanych przez Lego klocków. Jest jednak znacznie gorsza praktyka stosowana przez naszą konkurencję - Lego opatentowane kształty rejestruje jako znak towarowy, próbując wykorzystać to przeciw konkurencji. Działanie to jest niezgodne z prawem, a mimo to Lego je praktykuje - skarży się producent klocków z Polski.

Lego wytoczyło Cobi kilka procesów, w których domagało się zaprzestania produkcji, a nawet zniszczenia form do wytwarzania klocków. Walka prawna rozgrywa się nie tylko na polskim rynku. W naszym kraju sprawa trafiła aż do Sądu Najwyższego, który przyznał rację polskiej firmie.

- Wygraliśmy proces z Lego na wszystkich szczeblach sądów w Polsce, a SN nie doszukał się błędów w wyrokach niższych instancji. Klocki Cobi produkowane są zgodnie z prawem. Każdy klocek Cobi jest znakowany, wiele rozwiązań technicznych łączenia klocków jest innych od Lego. Każde opakowanie produktu jest wyraźnie oznakowane logo Cobi, zatem nie jest czynem nieuczciwej konkurencji oferowanie i sprzedaż naszych klocków - stwierdza prezes Cobi.

Zdaniem SN to właśnie ulepszanie i rozwijanie każdego produktu leży w interesie wszystkich. Podobne sprawy toczyły się także w Szwecji i na Węgrzech. W pierwszym przypadku sąd również przyznał rację Cobi. W wyroku stwierdził, że producent "walczy, aby unikać ryzyka zamiany/pomyłki z klockami Lego poprzez produkcję własnych modeli, własną linię produkcyjną i opakowania, które wyraźnie różnią się od Lego".
Nieco odmiennego zdania był jednak węgierski wymiar sprawiedliwości. Cobi zapowiada jednak dalszą walkę o swoje prawa, bo jak się okazuje, uzasadnienie wyroku jest niezgodne z prawem Unii Europejskiej.

- Próby lego ograniczenia konkurencji poprzez wytaczanie spraw sądowych to tylko jedna z praktyk tworzenia barier rynkowych. Otrzymywaliśmy także informacje o możliwych niezgodnych z prawem nadużywaniem dominującej pozycji na rynku, a przypadku gdy duży dostawca grozi sprzedawcy odmową dostawy, jeżeli ten nie usunie z półek produktów konkurencji, co miało miejsce na rynku duńskim - wylicza Robert Podleś z Cobi.

Po pojawieniu się informacji o tym, że dostawcy klocków Lego wstrzymują dostawy, by walczyć z konkurencją, Duńczycy zapowiedzieli, że zbadają sprawę. Sami ocenili takie działania jako niedopuszczalne.

Silny, choć mniejszy

Mimo nieustannych prób Lego, w których próbuje zniszczyć konkurencję, Cobi udaje się zdobywać popularność na całym świecie. Dziś sprzedaje swoje produkty na ponad 40 rynkach. Eksport stanowi ok. 75 proc. produkcji firmy. W niektórych krajach udało się nawet prześcignąć duńskiego producenta Lego.

- Na niektórych rynkach osiągnęliśmy spektakularne wyniki i bardzo silną pozycję, na innych się nie udało. Będziemy jednak systematycznie rozwijać naszą pozycję rynkową i walczyć o każdy skrawek rynku - zapowiada prezes Cobi.

Nawet w ojczyźnie Lego - Danii - polski producent wyrywał dla siebie część rynku. Sprawie baczniej przyglądały się tamtejsze media. Jak się okazuje, w niektórych sklepach coraz większym zainteresowaniem cieszyły się klocki Cobi. Ich sprzedaż wobec Lego była niemal identyczna, a chwilami nawet wyższa.
- W okresie świątecznym sprzedaliśmy ok. 20 proc więcej produktów Cobi niż Lego - opowiedział na łamach "Politken". Jego zdaniem powodem tak dużej sprzedaży jest to, że Cobi jest do 30 proc. tańsze od Lego.

Wszystko podrobią

O tym, że popularność kosztuje, chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Ofiarą swojego sukcesu stał się również producent polskich klocków z Mielca. Mniejsi producenci z Dalekiego Wschodu podrabiają już nie tylko Lego, ale także klocki Cobi.

- Spotykamy się z dosłownym kopiowaniem poszczególnych naszych modeli przez chińskich producentów. Kopie są robione w sposób bardzo arogancki, nawet napisy i grafiki są często kopiowane - jedynie logo Cobi zostaje zastąpione przez niesprecyzowaną nazwę - irytuje się Robert Podleś.

Co gorsze, większość tych podróbek trafia właśnie na europejski rynek, w tym także do Polski. Jednak firma próbuje z nimi walczyć.
- Na szczęście w bieżącym roku nie zanotowaliśmy nowych podróbek naszych wyrobów, może dzięki temu uda się na kolejny rok z rzędu pobić rekord sprzedaży i zyskać jeszcze lepsze wyniki finansowe niż w poprzednich latach - wyraża nadzieję prezes firmy.

Polub WP Finanse