Trwa ładowanie...

Taksówkarz zarabia średnio 4 tys. zł

Taksówkarz może zarobić na rękę około 4 tys. zł. Kierowca, który nie jest zrzeszony w korporacji, zarabia od 500 do 4 tys. zł, często dopłaca do interesu. Za to coraz lepiej na rynku radzą sobie przewoźnicy.
Share
Taksówkarz zarabia średnio 4 tys. zł
d1a7elz

*Taksówkarz może zarobić na rękę około 4 tys. zł. Kierowca, który nie jest zrzeszony w korporacji, zarabia od 500 do 4 tys. zł, często dopłaca do interesu. Za to coraz lepiej na rynku radzą sobie tzw. przewoźnicy osób. *

Jan, taksówkarz od 10 lat, mieszka w Gdańsku, przejeżdża około 4 tys. km miesięcznie. Twierdzi, że zarabia na rękę 4 tys. zł. (po odliczeniu 3 proc. podatku, który taksówkarze płacą od obrotu). Pracuje 8-10 godzin na dobę.

- Czasami mam dosyć tego siedzenia za kierownicą i robienia kursów za 9 zł - przyznaje. –Wyjeżdżam minimum, tyle ile potrzeba na opłacenie rachunków i bieżących potrzeb. Ale znam taksówkarzy, którzy potrafią jeździć nawet i 20 godzin bez przerwy. Ja zarabiam miesięcznie ok. 4 tys. zł. Ile można zarobić najwięcej w tym fachu? Nawet drugie tyle, ale to przy specjalnej okazji, gdy trafiają się kursy za 100 zł.

d1a7elz

Jan pracuje w jednej z większych trójmiejskich firm taksówkarskich.
- Tak bardziej się opłaca niż na własną rękę, bo zleceń jest więcej - wyjaśnia.

Oburza się, że teraz taksówkarzem może zostać każdy, że to nie jest już zawód zarezerwowany tylko dla zawodowych kierowców.

ILE ZARABIA KIEROWCA CIĘŻARÓWKI, A ILE SPECJALISTA DS. LOGISTYKI?

- Ostatnio spotkałem mojego dawnego znajomego, oficera marynarki wojennej, który powiedział mi, że niedługo zdaje egzamin z topografii miasta i będzie teraz jeździł taksówką – opowiada. - Taksówkami jeżdżą dziś przedstawiciele najróżniejszych zawodów. Są już nauczyciele, naukowcy, stoczniowcy. Ale najbardziej denerwują przewoźnicy, wystarczy że mają auto i już zarabiają, wielu z nich pracuje na czarno, stoją nad ranem koło dworca, za kurs biorą mniej, ale nie odprowadzają podatków, nikt ich nie ściga. To prawdziwa plaga – denerwuje się.

d1a7elz

Taksówkarz złości się też na władze miasta.
- Urzędnicy chcieliby, żeby na Euro 2012 wszystkie taksówki były jednakowe - mówi. - Każdy musiałby zdobyć licencję, a to koszty rzędu dwudziestu kilku tysięcy zł. Kogo na to stać? Jak to uchwalą, pójdziemy z torbami.

Kursy takie, jak ten, podczas którego rozmawiamy - za 45 zł - zdarzają mu się rzadko. Dlatego też woli nocne kursy, bo wtedy klienci wybierają dłuższe trasy. - To nie chodzi o to, że dziś prawie każdy ma samochód - mówi. - Ludzi po prostu nie stać na to, by tak jak kiedyś jeździć taksówkami.

Nie jest wcale zaskoczony, kiedy wspominamy o opowieściach innego taksówkarza, który zawoził klientowi pizzę z oddalonej o 100 metrów pizzerii.
- Ale ciągle zdarzają się jeszcze osoby, które codziennie jeżdżą do pracy taksówką - dodaje Jan.
Sam jednak takich klientów nie ma.

Taksówkarze, którzy pracują na własną rękę, nie działają w korporacji, liczą na przypadkowe zarobki.

d1a7elz

- Z tymi zarobkami różnie wygląda. Mam mniej zleceń, muszę łapać klientów na ulicy, nie mam zaplecza w postaci call center, nie mam telefonicznych zleceń. Dlatego staram się mieć stałych klientów, daję zniżki. Jednak coraz mniej opłaca się pracować na własny rachunek. Trzeba teraz mieć kasę fiskalną, no i wiadomo, auto się psuje, konieczne są naprawy – mówi Henryk Treliński, z Gdyni, przyznaje, że zarabia od 500 zł do 5 tys. zł, coraz częściej dopłaca do interesu.

Żeby zostać taksówkarzem, trzeba zdać egzamin z topografii miasta i uzyskać licencję. Należy mieć również zaświadczenie o braku przeciwwskazań psychologicznych do wykonywania zawodu i ukończyć szkolenie z transportu drogowego. Do tego dochodzi koszt zakupu kasy fiskalnej i taksometru - ok. 2 tys. zł.

W samej Warszawie jest ok. 8 tys. taksówkarzy. Ale przybywa też znienawidzonych przez nich przewoźników osób – obecnie w stolicy jest ich ok. 2 tys. i ciągle pojawiają się nowi. Klienci dają im zarobić, bo są tańsi.

- Za przejazd z Politechniki Warszawskiej do dworca taksówkarze brali ode mnie ok. 20 zł. Raz wsiadłem do auta przewoźnika, nawet nie zauważyłem, że to nie jest taksówka i zapłaciłem 11 zł. To duża różnica i już zawszę będę wybierał przewoźnika – mówi Jarosław Kędzierzawski, biznesmen z Torunia.

d1a7elz

Pasażerom nie przeszkadza to, że w większości aut przewoźników nie ma kas fiskalnych, a czasem nawet liczników.

- Mnie nie obchodzą liczniki i kasy. Ważne, że jest taniej. I dobrze, że są przewoźnicy, bo już denerwował mnie ten monopol panów taksówkarzy, którzy dyktowali kosmiczne ceny. Teraz, gdy pojawiła się konkurencja, taksówkarze nagle się buntują. Niech obniżą ceny, to ludzie będą u nich jeździć – mówi Roman Gawryś, handluje na Dworcu Głównym i jak mówi, od kilku miesięcy korzysta wyłącznie z usług przewoźników, własne auto ma w naprawie, a musi przewozić towar.

Arkadiusz Prengiel, który zajmuje się przewozem osób, mówi że jak na razie jest zadowolony. Ale podejrzewa, że passa nie potrwa zbyt długo – w końcu lobby taksówkarskie całkowicie zablokuje przewoźników. Kierowca jeszcze jakiś czas temu miał stoisko z warzywami i owocami, przez rok był bezrobotny, wyjechał do Anglii, zarobił i sprowadził sobie busa z Niemiec. Od kilku miesięcy ma firmę przewozową. Usługi ogłasza w Internecie i prasie. Na brak klientów nie narzeka. Wozi kilkuosobowe grupy.

- Najczęściej kilkuosobowe wycieczki, ludzi na pogrzeby, rodziny. Zarabiam miesięcznie ok. 4-6 tys. zł i już planuję rozszerzyć interes. Chcę kupić drugie auto, zatrudnić kierowcę. To chyba dobrze, że tego typu firmy się rozwijają – mówi Prengiel.

Krzysztof Winnicki
(toy)

d1a7elz

Podziel się opinią

Share
d1a7elz
d1a7elz