Po licznych protestach urząd pośrednictwa pracy w Sudbury w hrabstwie Suffolk we wschodniej Anglii wycofał ogłoszenie, w którym zakład produkcji pożywienia dla zwierząt domowych poszukiwał osób mówiących po polsku i zdolnych wykonywać polecenia polskiego brygadzisty.
Jeden z protestujących, 26-letni bezrobotny stolarz, powiedział "Daily Telegraphowi": - Mieszkam tu całe życie - gdzie mam się nauczyć po polsku? To dyskryminacja!.
Zakład tłumaczy się, że ogłoszenie zredagowała prywatna agencja rekrutacyjna. Agencja zaś - że to wina młodego pracownika bez doświadczenia. Ministerstwo Pracy w Londynie wyjaśnia, że takie specyficzne wymogi językowe mogą wynikać tylko z charakteru samej pracy, a tak nie jest w przypadku pakowania puszek dla psów i kotów.
Nowa wersja ogłoszenia w internecie mówi już tylko, że znajomość polskiego będzie korzystna, choć nie jest wymagana.