Koniec wojny o abonament RTV? W rezultacie każdy zapłaci, tyle że z podatków

Jeśli najnowsza propozycja przedstawiona przez szefa Rady Mediów Narodowych wejdzie w życie, to przed abonamentem radiowo-telewizyjnym nie będzie ucieczki. Zapłacimy go po prostu w podatkach. O ile premier Morawiecki się zgodzi. Niepopularna danina na państwowe media ma za sobą długie boje polityków, które kończą się tym, czego od dawna chce większość Polaków.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wygląda na to, że rząd w końcu przychylił się do opinii Polaków. Abonament ma być płacony z budżetu. Długa była do tego droga
Wygląda na to, że rząd w końcu przychylił się do opinii Polaków. Abonament ma być płacony z budżetu. Długa była do tego droga (flickr.com)

Już za PRL Polacy byli zobowiązani do opłacania abonamentu RTV. Co rok do każdej skrzynki pocztowej trafiała książeczka opłat i raz w miesiącu trzeba było stanąć w kolejce na poczcie, żeby swoje zobowiązanie uiścić. Nie było przebacz.

W nowej formie opłata pojawiła się w kwietniu 2005 roku. Coraz mniej ludzi abonament wpłacało, więc aby dać mediom publicznym większy budżet, wprowadzono domniemanie posiadania odbiornika przez gospodarstwo domowe. Skuteczniej zaczęto ściągać abonament z firm. By nie płacić, trzeba było złożyć oświadczenie o nieposiadaniu telewizora czy radia. Do sprawdzania, czy tak jest naprawdę zobowiązana była Poczta Polska.

Już po trzech latach od wejścia w życie ustawy premier Donald Tusk określił abonament jako „archaiczny” i nazwał „haraczem”. Po tych słowach Polacy długo nie dali na siebie czekać. Ten rok to był przełom - wpływy dramatycznie spadły i spadały aż do 2011 roku, gdy osiągnęły historyczne dno na poziomie 470 mln zł. Poczta Polska nie miała uprawnień, by kontrolować lokale, więc obywatele „wirtualnie” masowo pozbywali się odbiorników.

Zobacz również: Sylwester tylko dla płacących abonament?

WP.PL
Podziel się

Od października 2015 roku abonamentu nie musiały już uiszczać osoby po 75. roku życia. Jednak wpływy rosły. Zresztą już od 2012 roku. Znaczna część kwot pochodziła z egzekucji zaległości.

Od 2016 roku znowu jednak obserwować można było spadki. Mianowanemu na początku tamtego roku prezesowi Telewizji Polskiej Jackowi Kurskiemu zaczęło brakować pieniędzy.

Opłata od licznika poległa

Politycy zaczęli szukać dla niego funduszy. Najpierw planowano dołączyć opłatę abonamentową do rachunku za prąd. Zwać to się miało „opłata audiowizualna” i planowano ją na 15 zł od każdego licznika. Założenie było takie, że skoro ktoś ma prąd, to ma i dostęp do państwowych mediów. Za samą możliwość korzystania z nich miał płacić.

W trakcie prac obniżono opłatę do 6,33 zł miesięcznie. Prawo miało wejść w życie od lipca 2016 r., potem przesunięto proponowaną datę na styczeń 2017 r.

Tyle że obciążałaby ona firmy, magazyny, zakłady produkcyjne, które w ogóle potrzeby posiadania telewizora czy radia nie mają, a prądu używać muszą. Właśnie potencjalne uderzenie w przedsiębiorstwa było prawdopodobnie gwoździem do trumny pomysłu. Media pisały, że ówczesny wicepremier, a obecnie premier Mateusz Morawiecki nie był entuzjastą pomysłu. Poza tym badania pokazywały, że 60 proc. Polaków nie chce takiej opłaty, więc sprawa nie była atrakcyjna dla rządu, który swoją pozycję buduje m.in. na sondażach.

Klienci kablówek i platform cyfrowych uratowani

W lipcu ub.r. zaproponowano tzw. „małą ustawę abonamentową”. Miało być to tymczasowe rozwiązanie, które miało zmusić dostawców telewizji płatnej, czyli kablówki i platformy cyfrowe, do podawania danych swoich klientów. W ten sposób chciano wychwycić uchylających się od abonamentu.

Ustawa padła w Sejmie. Propozycja zmuszenia do niepopularnej opłaty wywołała niezadowolenie wśród zdecydowanej większości wyborców, w tym tych, którzy głosowali na partię rządzącą. Przynajmniej sondaże tak wskazywały.

Potem w sierpniu pokazano marchewkę. Duże rodziny miały płacić mniejszy abonament. Był też i kij - firmy postraszono koniecznością opłaty za radia w samochodzie. M.in. te kupowane w leasingu, a te stanowią większość flot przedsiębiorstw.

Polacy są za finansowaniem z budżetu

Czym to się kończy? Chyba najbardziej rozsądnym rozwiązaniem w sytuacji, gdy zdecydowana większość Polaków jest przeciwna takiej formie finansowania telewizji i radia publicznego. Abonament ma być zlikwidowany i opłacany z budżetu państwa. Taką propozycję zgłosił szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański.

Jest ona zresztą zgodna z wynikami badań opinii społecznej, w których większość Polaków stale wskazuje, że najlepiej gdyby media państwowe były finansowane z budżetu, czyli z podatków. W czasie, gdy planowano "opłatę audiowizualną", sondaże wskazywały aż 60 proc. poparcia dla takiej wersji.

- Od 2019 roku na 99,9 proc. nie będzie abonamentu w obecnym kształcie - zapowiedział Krzysztof Czabański, przewodniczący RMN na antenie telewizji wPolsce.pl. - Media publiczne będą finansowane z budżetu państwa - dodał.

Jego zdaniem żeby zagwarantować solidne i stabilne finansowanie mediów publicznych, potrzeba 2,5 - 3 mld zł rocznie.Czabański przypomniał jednocześnie, że w 2018 roku abonament jeszcze obowiązuje.

- To obowiązujące prawo i każdy powinien go przestrzegać. Tutaj nie radziłbym nikomu robić uników, bo to się może finansowo źle skończyć - przestrzegł szef RMN.

Pytanie tylko, jak do sprawy podejdzie premier Mateusz Morawiecki i nowa minister finansów Teresa Czerwińska. Potrzeby budżetu są wielkie. Obiecano wiele służbie zdrowia, kontynuowany jest Program 500+, dużo wydaje się na armię, a do tego przywrócono niższy wiek emerytalny. Kolejne 2-3 mld zł może budżetu nie wywrócą, ale wszystko zależy od tego, czy gospodarka będzie się dalej rozwijać w przyzwoitym tempie i czy uda się jeszcze bardziej uszczelnić podatki.

Polub WP Finanse